Hydraulik na pokojowej wojnie

Jeżeli katolicy zrezygnują z angażowania się w działalność partii politycznych, to będą winni grzechu zaniechania. Ich miejsce zajmie bowiem ktoś inny. Przewodnik Katolicki, 3 stycznia 2010



Polityczna siła Kościoła jest dziś mierzona przede wszystkim skalą udziału świeckich katolików w życiu publicznym. Czy Jarosław Gowin może powiedzieć o sobie: jestem politycznym żołnierzem Kościoła? I nie mam tu oczywiście na myśli Kościoła li tylko w wymiarze instytucjonalnym…

- Nie, ponieważ byłaby to z mojej strony uzurpacja. Uważam, że polityk powinien mieć w sobie odwagę, żeby uprawiać swój zawód na własną odpowiedzialność, a nie zasłaniać się autorytetem Kościoła. A po drugie, również dlatego „nie”, gdyż moje poglądy w zakresie filozofii polityki nie we wszystkich sprawach są zbieżne z katolicką nauką społeczną. W sensie ideowym czuję się bowiem bardziej konserwatywnym republikaninem w amerykańskim tego słowa znaczeniu niż chadekiem.

Ale polityk zasiadający w sejmowej i kościelnej ławie to przecież jedna i ta sama osoba…

- Oczywiście, wiara, która wpływałaby tylko na życie prywatne a nie kształtowałaby postawy publicznej, byłaby ułomna. Wiara jest czymś integralnym i powinna kształtować każdy wymiar ludzkiego życia, począwszy od miłości, a na polityce – żeby wziąć przeciwległy biegun – skończywszy.

Ale czym innym jest kierowanie się własnymi przekonaniami religijnymi, a czym innym ustawianie się w roli reprezentanta interesów i poglądów Kościoła. Na to drugie pewnie nigdy się nie zdecyduję, chociażby z tego powodu, że nie chciałbym swoją działalnością obarczać wizerunku Kościoła.

Pański kolega partyjny Jerzy Buzek stwierdził kiedyś, że czyste wartości występują w polityce niezwykle rzadko i nigdy nie bezkolizyjnie…

- Zdecydowanie podpisuję się pod tym stwierdzeniem. Moi filozoficzni mistrzowie, tacy jak Arystoteles czy inni klasycy, zawsze podkreślali, że polityka jest takim pokojowym odpowiednikiem wojny. W tej dziedzinie nieusuwalny jest wymiar walki czy ciągłe obcowanie ze złem. Polityka to sfera niesłychanie ryzykowna moralnie i dlatego powinni się w nią angażować tylko ci ludzie, którzy mają głębokie wewnętrzne przekonanie, że potrafią temu złu się oprzeć. Ale mówię to nie po to, by w jakikolwiek sposób się dowartościować, tylko żeby podkreślić ryzyko, jakie podejmuje każdy – w tym również i ja – wchodząc w sferę polityki.

Jeżeli więc polityka jest pokojową formą wojny, to per analogiam możemy także mówić w jej przypadku o wojnach sprawiedliwych i niesprawiedliwych…

- Problem w tym, że nie zawsze dają się one tak łatwo rozgraniczyć. Jestem jak najdalszy od łatwego pięknoduchostwa, i podkreślania na każdym kroku, że polityka to jest wspaniała misja i pokorna służba dobru publicznemu. Bo powtórzę, że polityka na co dzień to przede wszystkim nieustanna walka - i to nie tylko z opozycją, ale co znacznie trudniejsze, także wewnątrz własnej formacji politycznej.

Nade wszystko zaś główna trudność związana z uprawianiem polityki polega na tym, że każdego dnia trzeba rozstrzygać sytuacje konfliktu interesów. I nie zawsze wiadomo, po której stronie należy stanąć. Przykładowo, istnieje nieusuwalny konflikt interesów między kolejarzami a pasażerami - jedni chcieliby jak najdroższych biletów, drudzy wprost przeciwnie. I każda ze stron ma tutaj swoje słuszne racje.




«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama