Taktyka na dyslektyka

Przewodnik Katolicki 39/2010 Przewodnik Katolicki 39/2010

Rozmowa dwóch gimnazjalistów w tramwaju: „- Nie chce mi się uczyć, mam dosyć szkoły.– To załatw sobie papier, że masz dysleksję, będziesz miał spokój”. Czy każdy dyslektyk, to potencjalny leń i naciągacz? Niekoniecznie.

 

Każde dziecko jest wyjątkowe

Z prof. Martą Bogdanowicz, założycielką i honorową przewodniczącą Polskiego Towarzystwa Dysleksji rozmawia Renata Krzyszkowska

Czy łatwo postawić diagnozę, że dziecko cierpi na dysleksję?

- Niestety, pracę specjalistom utrudnia brak  pewnych metod diagnostycznych, które umożliwiałyby postawienie trafnej diagnozy. Na szczęście sytuacja ta się zmienia. Od dwóch lat są już testy, które pozwalają prawidłowo i bezbłędnie zdiagnozować uczniów klas drugiej i  trzeciej szkoły podstawowej. W tym roku pojawiły się testy dla klasy piątej. Na tych poziomach mamy już ogólnopolskie normy. Zostały one opracowane przez Pracownię Testów Psychologicznych i Pedagogicznych w Gdańsku. Jeśli chodzi o dzieci z gimnazjów i liceów, to niestety nadal nie mamy w pełni miarodajnych narzędzi badawczych. Ocena dzieci klas starszych jest o tyle trudna, że na pierwotne zaburzenia poznawcze zdążyły się już nałożyć związane z nimi „powikłania” emocjonalne i motywacyjne, a także zaniedbania szkolne i środowiskowe. W takiej sytuacji trudno jest rozgraniczyć, co jest dysleksją, a co zaniedbaniem dorosłych, czyli nauczycieli i rodziców. Nie można się więc dziwić, że pracownicy poradni psychologiczno-pedagogicznych mają problemy z prawidłową diagnozą, skoro nawet lekarzom zdarza się nie rozpoznać choroby mimo zaawansowanych metod diagnostycznych. By dobrze zdiagnozować dysleksję, dysortografię czy dysgrafię, dziecko powinno być dokładnie obserwowane już od pierwszych miesięcy życia i w wieku przedszkolnym, kiedy pojawiają się pierwsze symptomy ryzyka wystąpienia dysfunkcji.

Jakie to są symptomy?

- Dziecko może później siadać, raczkować, uczyć się chodzić i  mówić . W przedszkolu ma kłopoty z rozpoznawaniem i zapamiętywaniem  rymów. Dłużej i częściej niż inne dzieci przekręca wyrazy, np. zamiast lokomotywa , mówi lomokotywa. W szkole ma kłopoty z zapamiętywaniem wierszyków, rozpoznawaniem rymów,  podziałem wyrazu na sylaby, głoski oraz z łączeniem ich w słowa . Myli wyrazy podobnie brzmiące, np. koza i kosa, czy Bóg i bób.

Postawienie diagnozy i co dalej?

- Dziecko musi potem uczestniczyć w zajęciach terapeutycznych oraz pracować w domu, zarówno samodzielnie, jak i pod opieką rodziców. Musi wykonywać ćwiczenia ortograficzne, pracować nad czytaniem, wyraźnym pisaniem itp. Dysleksja nie jest chorobą, więc nie można jej wyleczyć, ten problem nie znika, ale można pomóc dziecku nauczyć się z nim żyć, podnieść jego umiejętności czytania i pisania, częściowo zredukować zaburzenia funkcji poznawczych. Niestety, często jednymi osobami egzekwującymi indywidualną pracę dziecka są pracownicy poradni wydający opinie. Często tylko oni mówią uczniowi, że jeśli nie pokaże zeszytu dokumentującego, że ćwiczy w domu, to nie wystawią mu opinii. To wbrew prawu, bo lekarz także nie może powiedzieć pacjentowi, że nie będzie kontynuował terapii, dopóki ten nie udowodni, że się leczył.  Egzekwowanie od dziecka pracy nad problemem to nie zadanie poradni. Niestety, nauczyciele i rodzice umywają ręce, a przecież jest to ich obowiązek. Mylnie rozumieją potrzebę dostosowania wymagań do możliwości dziecka, często ograniczając ją tylko do obniżenia wymagań. Spotkałam się nawet z przypadkiem, gdy nauczyciel zwalniał ucznia cierpiącego na dysortografię  z pisania dyktand. Tymczasem takiego ucznia trzeba po prostu inaczej oceniać. Traktować jego prace pisemne jakościowo: określić liczbę i rodzaj popełnionych w dyktandzie błędów oraz zalecić uczniowi odpowiednie ćwiczenia, a wykonanie ich egzekwować jako element tego sposobu oceniania. Takie konsekwentnie realizowane postępowanie pozwoli stopniowo ograniczyć błędy.

Czy to nie za wiele obowiązków jak na małego i tak już przeciążonego ucznia?

- Uczeń z dysleksją musi pracować dwa razy więcej niż inni. Pobłażanie im i nic nierobienie szybko się zemści. Jeśli zwolnimy dziecko z dodatkowej pracy, będzie ono miało kłopoty już do końca swojej edukacji. Wczesne zajęcie się problemem, czyli nawet już w przedszkolu, albo przynajmniej  w pierwszych klasach szkoły podstawowej może ogromnie pomóc nadrobić braki. Ułatwi to naukę w starszych klasach, a przez to zmniejszy poziom frustracji, zapobiegnie awersji do szkoły, podbuduje samoocenę. Małe dzieci nie są wtedy jeszcze zniechęcone do szkoły, nie mają złych skojarzeń, wierzą w siebie, mają więcej entuzjazmu. Jak wynika z badań przeprowadzonych wśród uczniów klas drugich, dzieci z dysleksją, którym nikt nie pomagał, oprócz trudności w nauce zaczynały wykazywać także zachowania antyspołeczne. Niestety rodzice często uważają, że dziecko siedmio-, ośmioletnie samo wyrośnie z problemów. W czwartej klasie, gdy zaczyna się kolejny  etap edukacji, dziecko dyslektyczne, które nie otrzymało fachowej pomocy, będzie miało już cały komplet problemów i niepowodzeń szkolnych. Trudna droga przed nim. Bez wzmożonego wysiłku nie osiągnie ono sukcesu. Takie dzieci szybciej niż inne muszą zrozumieć, że nic nie przychodzi bez wysiłku. Nauka lekka, szybka i przyjemna to doświadczenie wybrańców. Większość, w tym szczególnie uczniowie z dysleksją, muszą włożyć w naukę sporo wysiłku. Nie ma innej drogi.

Na jakie przywileje może liczyć w szkole dziecko z potwierdzoną dysleksją?

- Proszę nie używać słowa przywileje, bo to od razu negatywnie nastawia środowisko do dziecka i wywołuje zazdrość. Szkoła nie daje takiemu dziecku żadnych przywilejów, a ma jedynie dostosować wymagania do możliwość dziecka. Jestem współautorką książek : „Uczeń z dysleksją w szkole” i „Uczeń z dysleksją w domu”, gdzie szczegółowo omówiłam wszystkie formy takich dostosowań. W skrócie powiem, że obejmują one obniżenie wymagań w pewnych dziedzinach, a zwiększenie ich w innych. Nauczyciel nie powinien obniżać dziecku z dysortografią oceny za wypracowanie z powodu błędów ortograficznych, tylko jak już wspomniałam,  ale wystawić ocenę jakościową z opisem błędów i wskazówkami, co ma robić dalej. Potem czas na pracę ucznia. Inne dzieci nie będą musiały robić dodatkowych ćwiczeń, a więc nie będą zazdrościły koledze opinii o dysleksji. Dużo dobrych ćwiczeń dla uczniów z dysleksją, dysortografią i dysgrafią wydało wydawnictwo „Operon” ( zeszyty „Ortograffiti”), nauczyciele nie muszą więc ich szukać. Dzieci z dysleksją mają też m.in. zagwarantowany o połowę dłuższy czas na napisanie sprawdzianu kończącego szkołę podstawową czy gimnazjum. Odpowiedzi zaznaczają na arkuszu egzaminacyjnym i nie musząc przenosić ich na osobny arkusz. Łagodniej ocenia się także ich ortografię. Na poziomie maturalnym dla osób dyslektycznych nie przewiduje się różnicowania arkuszy ani wydłużenia czasu ich rozwiązywania. Możliwe jest jedynie zastosowanie odrębnych kryteriów oceniania prac pisemnych). Nieczytelnie piszącym maturzystom pozwala się pisać na komputerze.

Polskie Towarzystwo Dysleksji wysłało do Centralnej Komisji Egzaminacyjnej szereg uwag dotyczących dostosowania warunków zdawania egzaminów zewnętrznych do potrzeb uczniów ze specyficznymi trudnościami w nauce. Odpowiedziano nam, że w skali kraju dzieci z dysleksjąw czasie egzaminów uzyskują dobre wyniki (nieco powyżej przeciętnej), więc nie ma potrzeby obawiać się o ich los. Takie podejście to wielkie nieporozumienie. Ponadto dysleksja ma różne stopnie, dlatego nie można mówić o tzw. „średniej krajowej”, bo każde dziecko jest wyjątkowe. Dla niektórych z nich egzaminy stanowią barierę nie do przejścia, blokują ich rozwój osobisty, artystyczny i zawodowy.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama