Nie jesteśmy właścicielami naszej wiary

W drodze 9/2010 W drodze 9/2010

O tym, że troskę o autentyczność wiary od wieków uważano w Kościele za jeden z podstawowych obowiązków biskupa, świadczą tysiące listów z epoki patrystycznej, w których biskupi konsultowali się wzajemnie w sprawach wiary. Adresatem lub autorem szczególnie wielu z tych listów był biskup Rzymu.

 

Jedną konsultację doktrynalną, która dokonywała się w imieniu Stolicy Apostolskiej, zapamiętałem sobie szczególnie. Na kilka lat przed opublikowaniem Katechizmu Kościoła Katolickiego projekt tego ogromnego dokumentu rozesłano do wszystkich biskupów oraz na wszystkie wydziały teologii katolickiej. Na moim wydziale projekt przestudiowała komisja pod kierunkiem śp. ks. prof. Andrzeja Zuberbiera. Ponieważ należałem do tej komisji, pamiętam, że kosztowało nas to sporo pracy. Każdy musiał zapoznać się z tekstem, spotykaliśmy się na posiedzeniach, formułowaliśmy na piśmie wspólnie uzgodnione uwagi. Nie umiem sobie nawet wyobrazić, ile pracy musiała włożyć komisja centralna, do której te opracowania spływały.

Przypominam o tych różnych konsultacjach, bo one najlepiej świadczą o tym, że również papież jest jedynie sługą wiary – owszem, sługą najszczególniejszym, ale tylko sługą. Jego zadaniem jest wsłuchiwać się w to, jaka jest wiara Kościoła; sprawdzać, czy dokonujące się w Kościele przemiany świadomości religijnej i moralnej zgodne są z katolicką tożsamością Kościoła poprzez pokolenia; interweniować, jeżeli ktoś próbuje przy wierze Kościoła majsterkować.

Model rozwoju i model zerwania z przeszłością

Nie zawsze jednak konsultacje w gorących sprawach doktrynalnych czy moralnych przebiegały tak spokojnie, jak w wyżej opisanych przypadkach. Kiedy papież Marcin I bronił przeciwko monoteletom pełnej prawdy o człowieczeństwie Chrystusa Pana, a papież Grzegorz II przeciwstawiał się usuwaniu z kościołów świętych obrazów, wielu biskupów odmawiało im poparcia i opowiadało się raczej po stronie popierającego herezję dworu cesarskiego. W naszych czasach podobne napięcie towarzyszyło ogłoszeniu w 1968 roku przez Pawła VI encykliki Humanae vitae poświęconej moralności życia małżeńskiego.

Jak wiadomo – i we wstępie do encykliki papież otwarcie o tym informuje – powołana jeszcze przez Jana XXIII i poszerzona przez Pawła VI komisja ekspertów większością głosów opowiedziała się za uznaniem moralnej godziwości pigułki antykoncepcyjnej. Powiedzmy sobie jasno: Gdyby prawdę moralną dało się ustalić za pomocą demokratycznego głosowania, papież powinien wnioskowi komisji ekspertów udzielić sankcji religijnej, co z całą pewnością spowodowałoby aplauz w światowych mediach.

Stałoby się wówczas coś, co w Kościele nie powinno się zdarzyć nigdy: byłoby to zerwanie z całą dotychczasową nauką Kościoła o małżeństwie wskazującą, że niegodziwe jest takie wkraczanie w akt małżeński, które prowadzi do jego ubezpłodnienia.

Kiedy w roku 359 zebrani na synodzie w Ariminium biskupi, którzy sami już nie wiedzieli, czy są jeszcze katolikami, czy może już arianami, zaproponowali zastąpienie nicejskiego symbolu wiary symbolem przez siebie uchwalonym, św. Atanazy skomentował to ironicznie: „No tak, dopiero teraz zacznie się prawdziwa wiara”. Model zerwania z dotychczasową nauką Kościoła i zastąpienia jej jakąś inną jest gruntownie niezgodny z prawdą objawioną i z urodą katolicyzmu.

Owszem, wiara dopuszcza rozwój, ale – jak to już w roku 434 wyraził św. Wincenty z Lerynu – „z zachowaniem tożsamości, to jest w obrębie tego samego dogmatu, w tym samym duchu, w tym samym znaczeniu”.

Samozwańczy papieże

O ludziach, którzy przypisują sobie prawo do wypowiadania apodyktycznych sądów na temat prawd wiary oraz do objaśniania Pisma Świętego niezgodnie z nauką Kościoła, mówi się czasem, że są to samozwańczy papieże. W ten sposób jakiś dziennikarz katolicki potrafi „udowadniać”, że Pismo Święte dopuszcza rozwody, a kto inny podaje „biblijne argumenty” na rzecz reinkarnacji lub kapłaństwa kobiet.

Otóż warto sobie uświadomić kilka niezwykle istotnych różnic między takimi samozwańczymi papieżami a papieżem prawdziwym. Papież prawdziwy, podobnie jak wszyscy prawdziwie wierzący w Chrystusa, wie, iż żaden człowiek nie może być właścicielem wiary i że prawdy wiary nie wolno naginać do swoich życzeń.

Ponadto prawdziwy papież jest pełen religijnego lęku, żeby do skarbca wiary nie wprowadzić jakichś elementów jej obcych, żeby niczego z tego skarbca nie utracić ani nie wypaczyć. Toteż papieże ze szczególną starannością badali, jak Kościół wierzył w poprzednich pokoleniach i jak wierzą współcześni im bracia w biskupstwie.

Wreszcie, prawdziwy papież woli raczej doznać prześladowania lub być uznanym za głupca, niż stać się przyczyną czyjegoś zamętu w wierze. A przede wszystkim papież czuje się powołany do tego, żeby „utwierdzać swoich braci [w wierze]” (Łk 22,32).

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama