Rycerz w nowej zbroi

Rycerz Młodych 2/2011 Rycerz Młodych 2/2011

By dojść do celu, trzeba mozołu i znojnej cierpliwości. Pan Bóg też zadaje sobie ten trud, by człowieka przyprowadzić do siebie. Tak się złożyło, że Ignacy lubił czytać książki i w ten sposób chciał zapełnić sobie nudny czas rekonwalescencji. Na zamku jednak nie było rycerskich opowieści, tylko same powieści religijne zapełniały półki biblioteczne.

 

„Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli, którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli” – ta słynna sentencja Jana Kochanowskiego może stanowić zarówno usprawiedliwienie, jak i wytłumaczenie niepokornych często uczynków młodych ludzi. Owe szaleństwa właściwe są chyba każdemu, kto przeżywa młodość. Poczet „szalonych” młodzieńców niezwykle wyraźnie zasila Inigo Lopez de Loyola. Urodził się w północnej Hiszpanii jako ostatnie z trzynaściorga dzieci. Nie zapowiadał on ani swoim wyglądem, ani charakterem tego, kim stał się w wieku dojrzałym. Inigo, filigranowy młodzieniec – źródła hagiograficzne mówią, że liczył sobie zaledwie 158 cm wzrostu – widać jednak, że nie wzrost stanowi o wielkości człowieka.

Czupurny młodzian z czupryną

W swym nastolęctwie służył u króla, nosząc manifestacyjnie długie, bujne włosy, ubierając się po rycersku w pancerz i rycerskie atrybuty zewnętrzne. Stylizował się na szlachcica-rycerza, czerpiąc garściami z etosu ich zachowań, który jednak nie zawsze godził się z sumieniem młodego człowieka. Sam w dorosłości wyznał, że pociągały go za bardzo lichota i marność tego świata i niewiele brakowało, by słowa „(...) dokądeś młody, użyj świata za czasu i pięknej swobody!” uczynił kluczem życia. Ignacy jednak jako młodzieniec dobrze wychowany wiedział, gdzie następuje cezura pomiędzy tym, co rozsądne i prawe, a tym, co nie godzi się z etyką rycerza. Tak więc ów wrodzony imperatyw pozwalał mu żyć po szlachecku i z honorem, pomimo skłonności do utarczek i bijatyk, a także – jak niektóre źródła donoszą – nadmiernej ilości miłostek.

Niemal w każdym opowiadaniu metamorfoza bohatera następuje po jakimś tragicznym wydarzeniu, takim to zajściem posłużył się w życiu Ignasia dobry Bóg, by upomnieć się o swego pazia. Podczas jednej z ówczesnych bitew obronnych pomiędzy Hiszpanią i Francją Loyola został poważnie ranny w obie nogi, a w konsekwencji uziemiono go na wiele miesięcy, gdyż obrażenia były tak poważne, że musiano dokonać operacji, a chory, by wrócić do pełnej sprawności, pozostał przykuty do łóżka na wiele długich tygodni. Tak oto – być może w nie do końca oryginalny i spektakularny sposób – rozpoczął się jego proces powrotu do Boga.

Per aspera ad astra

By dojść do celu, trzeba mozołu i znojnej cierpliwości. Pan Bóg też zadaje sobie ten trud, by człowieka przyprowadzić do siebie. Tak się złożyło, że Ignacy lubił czytać książki i w ten sposób chciał zapełnić sobie nudny czas rekonwalescencji. Na zamku jednak nie było rycerskich opowieści, tylko same powieści religijne zapełniały półki biblioteczne. Takie też właśnie opasłe tomiszcza, głównie hagiograficzne, dostarczano ozdrowieńcowi. Ignacy cierpliwie znosił cierpienia w towarzystwie Złotej Legendy Jakuba de Voragina i wszystkich świętych, jakich poznał dzięki lekturze książki. Jego nawrócenie nie było nagłe, niczym Pawłowe, ale powolne, jakby wieloetapowe. Zrozumiał, jak próżne było jego życie przed wypadkiem, jak błędne drogi obierał, wskutek czego przez całe życie kluczył bez celu. W wyniku tych refleksji pojawiła się w nim szczera chęć zmiany swego życia, a przede wszystkim ogromna potrzeba pokuty i zadośćuczynienia Bogu za grzechy młodości. Znowu nasuwa się znana sentencja: Quae peccamus iuvenes, ea luimus senas – za grzech młodości płacimy na starość. Ignacy poprzez swe nawrócenie i pokutę, poprzez cierpienie i cierpliwość odpokutował to, co było nieprawe, błędne. Oto po wyzdrowieniu otrzymuje niejako Boży odcisk na swym ciele, dostaje, podobnie jak św. Paweł, „oścień” dla ciała – nigdy nie wraca już do dawnej sprawności, utykając do końca życia na jedną nogę.

Można powiedzieć, że Loyola rodzi się ponownie albo zmartwychwstaje do nowego życia, zaznając śmierci tego, co było w nim stare i grzeszne. Tak oczyszcza tylko miłość Chrystusa – daje nową szansę, odrzuca to, co było nieczyste i błędne, obdarzając „spokojem o przeszłość” – jak podkreślał zawsze św. Maksymilian Kolbe. Swą zbroję rycerską składa u stóp Maryi, powierzając Jej swe losy. Zaczyna pustelnicze życie, by odpokutować światową zmysłowość: pości, biczuje się, modli się i pracuje, pędząc żebraczy tryb życia. Jak donoszą źródła hagiograficzne, szatan nie odstępuje go na krok i dręczy do tego stopnia, by pozbawić Loyolę nadziei, że jego grzechy zostaną wybaczone. Dręczy go tak gwałtownymi pokusami, że przyszły Święty nieomal traci nadzieję. Tę okrutną próbę przechodzi jednak z Chrystusem zwycięsko, a owocem tych zmagań jest jego duchowe dzieło Ćwiczenia duchowne.

Ad maiorem Dei gloriam

Wiedziony pragnieniem męczeństwa, pielgrzymuje do Ziemi Świętej z nadzieją spotkania tam Turków, z których ręki mógłby otrzymać wieniec zbawienia. Bóg ma jednak inny plan dla niego. Czterdziestoparoletni Ignacy trafia na Sorbonę, gdzie poznaje przyszłych świętych Kościoła katolickiego: Franciszka Ksawerego i Piotra Favrera, później poznaje jeszcze innych i razem składają śluby zakonne. Rozpoczyna się nowy rozdział w życiu Kościoła, oto zostaną położone podwaliny pod nowy zakon męski – zakon jezuitów. Papież entuzjastycznie przyjmuje tę wieść i zaleca wszystkim zakonnikom przyjąć święcenia kapłańskie, tak też się dzieje. Rozpoczynają się starania o zatwierdzenie nowej rodziny zakonnej, stosunkowo szybko otrzymano zgodę i zatwierdzono działalność wraz z nową Formułą. W taki oto sposób powstaje zakon Towarzystwo Jezusowe, który odegra doniosłą rolę w życiu Kościoła katolickiego. Jego twórca umiera 31 lipca 1556 r., gdy zakon liczy już ponad 1000 członków. Zostaje kanonizowany w 1623 r. i ogłoszony patronem wszystkich rekolekcji, żołnierzy, a także matek oczekujących i rodzących potomstwo.

Któż by przewidział, że swarny młodzieniec, skory do utarczek i bijatyk przyczyni się do takiego rozkwitu ducha apostolskiego w Kościele. Życie Ignacego Loyoli pokazuje nam, jak Bóg ze swą miłością wchodzi w życie każdego z nas; nie ważne, czy masz być kapłanem, czy mężem, zakonnicą, czy matką. On wybiera cię do tej jednej szczególnej roli, przypisanej tylko tobie, nikomu innemu – to jest ekskluzywny projekt Boga-Ojca wobec każdego człowieka, każdy projekt jest inny, niepowtarzalny. Nikt inny tak dobrze nie wykona Bożego planu skonstruowanego dla ciebie, jak właśnie ty jeden. Zawsze jest czas na nawrócenie, na całkowity powrót do Boga, na zepchnięcie grzechów i odpokutowanie ich. Św. Ignacy pokazuje nam, że człowiek może stać się lepszym, że warto wierzyć w zmianę człowieka i warto dać mu szansę. Nie wolno nam nikogo przekreślać, nawet najgorszego człowieka. Nie mamy do tego prawa, bo nigdy nie wiadomo, jaki plan ma wobec niego Miłosierny Ojciec.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...