Poety życiorys nieprosty

Niedziela 36/2011 Niedziela 36/2011

Dyplomata. Szef kilku zespołów filmowych. Kierownik literacki wielu teatrów, w tym Teatru Telewizji. Dziennikarz. Krytyk literacki. Tłumacz. Prozaik. Dramaturg. Autor musicali. Ale przede wszystkim – poeta. Twórca blisko 40 tomików wierszy. Wielokrotnie nagradzany i odznaczany, w czasach PRL-u i dzisiaj, w tym Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W bieżącym roku mija 60. rocznica jego debiutu poetyckiego.

 

Niebawem też odwołano kij i niespełna trzydziestoletni Ernest Bryll został w tym samym roku kierownikiem literackim Teatru Telewizji. Kilka lat później – kierownikiem literackim wielu zespołów filmowych. Po raz pierwszy wyjeżdża też na Zachód. Nawet do USA, na roczne stypendium w Iowa University. W następnych latach Ernest Bryll otrzymuje kolejne lukratywne stanowiska obejmowane w PRL-owskich instytucjach – łącznie z funkcją dyrektora Polskiego Instytutu Kultury w Londynie, co w przyszłości zaowocuje stanowiskiem ambasadora niepodległej już RP w Irlandii. Wtedy poznaje wybitnych irlandzkich poetów, m.in. Seamusa Heaneya i Brendana Kennelly’ego. Później tłumaczy ich twórczość. Ale Zachód, zdaniem Brylla, zmanierowany, egoistyczny, syty, obojętnie patrzący na Polskę, nie ekscytował go.  

Czas niezgody

Bryll nie należy do twórców, którzy tłumaczą się, że w PRL-u chcieli „dobrze, po polsku, narodowo, niepodległościowo”, ale wyszło źle. Nie używa bielinki do prania swego życiorysu. I, jak podkreśla, jego wiersze zawsze były mądrzejsze od niego. Przeczuwały, że coś się w Polsce zapowiada. Widoczne jest to w utworach składających się na musical „Kolęda Nocka”. – Nie będę ukrywał, że do roku 1979 byłem przekonany, iż podział świata zadekretowany jest na długie czasy – przyznaje Ernest Bryll. – Umacniał mnie w tym Stefan Korboński, którego odwiedziłem w USA. Powiedział: „Słuchaj, nie daj się nabierać Amerykanom i Anglikom. Bo oni potrzebują nas tylko wykorzystać i zawsze nas sprzedadzą”. Uważałem więc, że w Polsce dobrze byłoby zrobić taką konstrukcję socjalizmu, która byłaby inna niż sowiecka. Przez pewien czas sądziłem, że koncepcja Gierka była takim wyjściem. Jednak gdzieś tak po roku 1979 zrozumiałem, że to moje myślenie nie było dobre. Zacząłem wtedy czuć, że sytuacji, w jakiej się znajdujemy, nie da się dalej utrzymać. Pisałem wiele wierszy i był w nich duży ładunek pesymizmu. Redakcje pism odrzucały je, mówiąc, że wpadam w obiegowy pesymizm. Miałem zadrę, bo przecież byłem – może niespecjalnie – unurzany, ale związany z establishmentem. Patrzyłem więc ze zdumieniem, jak ludzie reagują na moje wiersze. Byli wstrząśnięci. Poruszeni. I myślałem sobie wtedy, że naprawdę coś jest nie tak z tym systemem.

Jednak rok 1980 okazał się dla poety trudny. Owszem, był za tym, by „wykuglować” więcej wolności w „baraku obozu”, ale żeby dochodziło do takiej rewolucji ? Ostrożnie więc zaangażował się po stronie „Solidarności”.  – Dlatego wprowadzenie stanu wojennego było dla mnie swego rodzaju psychicznym wyzwoleniem – mówi Ernest Bryll. – Bo mogłem już tu zdecydowanie powiedzieć: „tak” lub „nie”. I powiedziałem władzy: „jestem przeciw!”. Mimo że miałem wtedy najwięcej kuszących propozycji z ich strony. Później poczułem ulgę. Jeździłem na spotkania autorskie po całej Polsce, przede wszystkim kościoły stały się moim miejscem spotkań. Brałem udział w nurcie kultury podziemnej. Później napisałem „Wieczernik”.

Tym spektaklem, wystawianym w stanie wojennym w warszawskim kościele przy ulicy Żytniej, Ernest Bryll zasłużył sobie na miano rycerza podziemia kultury polskiej. W stanie wojennym, jako jeden z nielicznych twórców, uczestniczył też w strajku w Stoczni Gdańskiej. Rozmowy „okrągłego stołu” Ernest Bryll przyjął z wielką nadzieją, choć jego wiersze mówiły, że dotychczasowa jedność opozycji rozpada się. I że nastanie czas kłótni, a nie narodowej dyskusji o kształtowaniu państwa.

Czas niepodległy

W początkach RP poecie i jego małżonce irlandystce zostaje powierzone organizowanie pierwszej po wojnie ambasady w Irlandii. Nawiązywanie kontaktów z krajem pozornie tylko podobnym do Polski, bo jakże innym. Byli znakomicie do tego zadania przygotowani. I wywiązali się z niego bardzo dobrze. Poeta odszedł jednak z dyplomacji po pierwszej kadencji, ponieważ – jak mówi – placówkę zdominowała polityka. Po powrocie do kraju zajął się współtworzeniem kilku nowych sieci telewizyjnych, w tym katolickiej telewizji „Puls – Niepokalanów”. Wydał również dziesięć tomików wierszy. Wśród nich utworów niezwykłych, które składają się na tomik „Golgota Jasnogórska”. Do licznych nagród i odznaczeń twórca może dopisać także nominację do nagrody Totus. Spoglądając na minione dwudziestolecie wolnej Polski, Ernest Bryll jest zachwycony wolnością, jaką mamy. Jednak sceptycznie patrzy na naszą umiejętność korzystania z niej.

– Po Mszy św. beatyfikacyjnej ks. Jerzego uczestniczyłem w dyskusji radiowej – wspomina Ernest Bryll. – Padło pierwsze pytanie: „Czy dzisiaj ksiądz Jerzy może być patronem dla polskiej młodzieży, bo mówił o wolności, a przecież już ją mamy?”. Na co powiedziałem: „Ludzie, wyście chyba zwariowali. Owszem, mamy wolność. Ale dzisiaj szczególnie powinno się o niej bardzo dużo mówić, bo młodzi ludzie w zębach zanoszą swoją wolność do różnych korporacji. Dlaczego tak się dzieje? Niestety, nie odpowiadamy na to pytanie”.

Polska idzie w pielgrzymce

Mimo takich czy innych pytań w poecie narasta jednak przekonanie, że Polska idzie w pielgrzymce. – A jak pielgrzymka wyrusza, zawsze są niebywałe fanfary. Śpiewy – mówi Ernest Bryll. – Wyruszają piękni ludzie z przekonaniem, że oto niosą światu coś niebywałego. Później jest kolejny etap pielgrzymki. Drugi, trzeci. Kurz, obtarte nogi i zaczyna się rozdrażnienie. Idzie się w grupie. Jeden drugiemu wchodzi na pięty. Oddychać trudno. Ucieramy się między sobą i jest to okres bardzo nieprzyjemny. Nie tylko kłótnie, ale i prawie nienawiść. I jest gdzieś ten moment „Przeprośnej Górki”, na której ludzie obmywają się. Odpoczywają, jedzą coś. Spowiadają się. Przed spowiedzią muszą się przeprosić uczciwie. Tak uczciwie, by zrezygnować z ciągłego przypominania swoich krzywd i popatrzeć na to, co ja zrobiłem, a nie co ktoś zrobił. I żeby znaleźć coś, co pozwala nam się przeprosić i pójść do spowiedzi. Żeby wejść w ostatni etap już jako oczyszczeni. Uważam, że Polska jest teraz na drugim, może trzecim etapie pielgrzymki. Do „Przeprośnej Górki” jest nam jeszcze daleko. I los naszego kraju zależy od tego, czy zdołamy tam dojść. Wzajem się przeprosić. Bo jeśli nie, to będzie znaczyć, że idziemy w kierunku rozpadu kraju. Formalnie może będzie istniał, ale już bez żadnej siły. Mówię o tym więcej w książce „Tam bije serce Twoje”, wydanej właśnie w Częstochowie.

 


 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| BRYLL

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama