Tablica Grzesia Przemyka

Niedziela 24/2012 Niedziela 24/2012

Siły komunistyczne w Polsce były tak wpływowe, że dopiero w maju 2012 r., 23 lata po upadku PRL, udało się upamiętnić jedną z najmłodszych ofiar stanu wojennego

 

Musiało minąć prawie 30 lat od bestialskiego i śmiertelnego pobicia 19-letniego chłopca, który wraz z kolegami świętował w stolicy na placu Zamkowym swoją maturę, żeby wreszcie o tragicznej historii mogły dowiadywać się kolejne pokolenia młodych Polaków.

Na pogrzeb tego chłopca, zakatowanego w stanie wojennym przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej, na warszawskie Powązki przyjechało blisko milion ludzi z całej Polski. Bł. ks. Jerzy Popiełuszko, który odprawiał Mszę św. żałobną za Grzesia Przemyka, prosił, aby kondukt z jego ciałem stał się najcichszym pochodem, jaki kiedykolwiek przechodził przez stolicę. Rozgoryczona młodzież posłuchała. Zapadła wymowna i wstrząsająca cisza jako odpowiedź na brutalne oblicze ZOMO.

Konał w męczarniach

Grzesio Przemyk stał się symbolem okrucieństwa i bezwzględności, a także kłamstwa rządzących Polską komunistów. Na Starym Mieście na murze dawnego komisariatu Milicji Obywatelskiej przy ul. Jezuickiej 1/3 – w miejscu, w którym milicjanci zakatowali na śmierć chłopca – została odsłonięta pamiątkowa tablica z  czarnego marmuru ku jego czci. Nie sposób nie zatrzymać się pod tragicznymi słowami inskrypcji, przypominającymi, co stało się w maju 1983 r. z maturzystą stołecznego XVII Liceum Ogólnokształcącego im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego: „Pamięci Grzegorza Przemyka, maturzysty, poety, śmiertelnie pobitego w tym budynku 12 maja 1983 roku na terenie ówczesnego komisariatu Milicji Obywatelskiej przez funkcjonariuszy MO. Miał 19 lat”. Na tablicy widnieje jeszcze jedno przyprawiające o dreszcze zdanie: „Sprawcy zbrodni do dziś nie zostali ukarani”.

Należy przypomnieć, że rozkazodawcy tej masakry też nie tylko nie zostali ukarani, ale nawet nie zostali ujawnieni. Już wtedy, w stanie wojennym, przypuszczano, że za morderstwem chłopca w komisariacie MO stali generałowie: Jaruzelski, Pudysz i Kiszczak. Dzisiaj w świetle badań IPN te przypuszczenia mają rangę historycznych domniemań. Przyczyną zakatowania Grzesia Przemyka była przede wszystkim zemsta bezpieki za bardzo aktywną działalność antykomunistyczną jego matki. Śmierć maturzysty miała być jednocześnie swoistym ostrzeżeniem dla tysięcy innych młodych ludzi, którzy brali udział w demonstracjach „Solidarności”.

Uwagę przechodzących ul. Jezuicką ludzi przyciągają liczne kwiaty i palące się znicze, które znajdują się pod budynkiem dawnego milicyjnego komisariatu. Młodsi, którzy nie pamiętają wydarzeń mających miejsce w 1983 r., z niedowierzaniem patrzą na słowa inskrypcji. – Miał tylko 19 lat – mówi do koleżanki jedna z dziewczyn, która również przystanęła pod tablicą. Starszemu pokoleniu nie trzeba tłumaczyć, dlaczego SB zamordowało Grzesia Przemyka, który prawdopodobnie byłby wielkim współczesnym poetą. – Nachodzili rodzinę Grzesia jeszcze przed jego zabójstwem. Gnębili ich, a szczególnie jego matkę, wywierając ogromną presję – wspomina Krzysztof Pusz, który należał do opozycji antykomunistycznej, działał w Federacji Młodzieży Walczącej. – Grzesio konał dwa dni w męczarniach. Skatowano go tak strasznie! Lekarz, który w szpitalu przeprowadzał operację, nie potrafił uratować zmasakrowanych wnętrzności. To była masakra – kontynuuje Pusz. – Chłopiec miał zmiażdżoną wątrobę, odbite obie nerki, połamane kości, w tym żebra, które rozerwały mu jelita.

Młody poeta

Grzesio Przemyk był jedynym i ukochanym synem poetki Barbary Sadowskiej, która była niezłomną, opozycyjną działaczką „Solidarności”, niosącą pomoc najbardziej potrzebującym. Współpracowała ze znajdującym się w kościele pw. św. Marcina w Warszawie Prymasowskim Komitetem Pomocy Uwięzionym i Internowanym. W swoich wspomnieniach Ligia Grabowska-Urniaż, przyjaciółka poetki, tak pisze o Sadowskiej: „Basia zdołała przekazać Grzesiowi wielką wrażliwość – również wrażliwość na piękno, miłość do ludzi i dobroć”. Przekazane wartości można zauważyć w niezwykle przejmującej poezji Grzegorza Przemyka. Jego wiersze Wiesław Budzyński, biograf Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, nazwał poezją walki. – To poezja walki o wartości, wartości wpojone przez ojca i matkę, walki o wolność, godność, o prawa człowieka, o co walczyła wtenczas „Solidarność” – mówił w 2008 r. podczas spotkania zorganizowanego z okazji wydania tomu wierszy Grzegorza Przemyka zatytułowanego „W dniu, w którym przyjdziesz po mnie...”, dodając, że „analogia do Baczyńskiego nasuwa się sama”.

19-letni syn Barbary Sadowskiej i Leopolda Przemyka był bardzo utalentowany. Jego wiersze są pełne dojrzałości i świadomości. Zagłębiając się w jego poezję, można odnieść wrażenie, że intuicyjnie przeczuwał czyhające na niego niebezpieczeństwo. „O jutro mnie nie pytaj/ bo nie wiem jeszcze/ czy w ogniu utonę/ czy w wodzie spłonę” – pisał młody Grzesio w wierszu zatytułowanym „Gra w szczerość”.

Matka, która cierpiała

Grzesio był młodym, zakochanym chłopcem, który zapewne miał wiele marzeń i planów. Grał na gitarze i śmiał się jak jego rówieśnicy. Jego matka była bardzo schorowana, ale nie poddawała się pomimo zastraszania. „Podobna była do ks. Jerzego Popiełuszki, z którym łączyła ją przyjaźń” – wspomina Grabowska-Urniaż. W stanie wojennym – w 1982 r.

Barbara Sadowska została aresztowana przez bezpiekę. Po licznych staraniach z powodu jej słabego zdrowia – m.in. dzięki jej przyjaciółce – matkę Grzesia udało się zwolnić z więzienia.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| PAMIĘĆ, PRZEMYK

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama