Słabość do euro

Niedziela 9/2013 Niedziela 9/2013

O (nie)wielkich funduszach unijnych i bierności europejskiej polityki polskiego rządu z dr. Piotrem Naimskim rozmawia Wiesława Lewandowska

 

– Na temat paktu fiskalnego – od czasu deklaracji premiera o przystąpieniu w marcu i przyjęcia go przez rząd w listopadzie 2012 – aż do 19 lutego 2013 r. panowała cisza, jakby był mało istotny. Dlaczego?

– Dlatego, że jakakolwiek dyskusja w tej sprawie jest dla rządu niewygodna. Pakt fiskalny jest dla Polski niekorzystny; jest ograniczeniem suwerenności gospodarczej, a skutkiem tego – także politycznej. Nie ma dobrego powodu, dla którego mielibyśmy ten pakt ratyfikować. Rządowy argument, że Polska zapewnia sobie w ten sposób miejsce w gronie europejskich decydentów jest złudny. Warto pamiętać, że Donald Tusk jako cel negocjacji w sprawie paktu fiskalnego określił „uczestnictwo bez prawa głosu”. Dodajmy – uczestnictwo tylko w niektórych spotkaniach. I to osiągnął, nic więcej. Warto przypomnieć, że ten pakt jest tylko początkiem zmian, które dalej już są zaplanowane. Ma on swoją kontynuację w projekcie nadzoru bankowego, którego konsekwencją jest unia bankowa. Ten plan KE ma prowadzić do federacyjnego państwa europejskiego. To nie jest korzystny dla Polski kierunek. Niestety, ten wątek nie został podjęty przez stronę rządową w debacie sejmowej, a 19 lutego br. Sejm przyjął dokument ratyfikacyjny przy sprzeciwie 155 posłów, głównie Prawa i Sprawiedliwości.

– A jednak, upiera się polski rząd, po sukcesie budżetowym powinniśmy iść dalej za ciosem, aż do strefy euro, co będzie kolejnym sukcesem Polski, a w przeciwnym razie znajdziemy się na europejskim marginesie!

– Używanie politycznego szantażu, że Polska ma przyłączyć się do strefy euro jak najszybciej, bo to jest warunek uczestnictwa we współpracy europejskiej, jest nadużyciem. Współpraca krajów członkowskich w UE naprawdę jest możliwa bez wspólnej waluty. Zresztą, dziś projekt wspólnej waluty wydaje się być co najmniej wątpliwym, a niektórzy twierdzą, że po prostu jest zły, nietrafiony. Tak się składa, że z kryzysem finansowym i gospodarczym dużo lepiej radzą sobie kraje niebędące w strefie euro. To strefa euro trzeszczy. Narastają problemy między bogatymi krajami z północy i biedniejszymi z południa, które znalazły się w strefie euro wbrew analizom i przewidywaniom ekspertów z początku lat 90. ubiegłego wieku. Już wtedy ostrzegano, że objęcie wspólną walutą gospodarek o tak różnym stopniu rozwoju, jak niemiecka i grecka lub portugalska, musi się źle skończyć. Polska, przyjmując euro, może po kilku latach podzielić los dzisiejszej Hiszpanii czy Portugalii.

 – Tymczasem dziś w Polsce z góry zakłada się, że nie ma innej drogi do szczęścia – politycy rządzący i media o tym usilnie przekonują – jak możliwie najkrótsza ścieżka do Eurolandu.

– Zapytani o to Polacy, w znakomitej większości (ponad 60 proc.) odpowiadają, że Polska

nie powinna przystępować do strefy euro. Wydaje się, że coraz większy sceptycyzm panuje także wśród ekspertów. Od dłuższego już czasu wielu ekonomistów zajmujących się analizą rynków finansowych i gospodarki publicznie wyraża pogląd, że przynajmniej nie należy się w tej sprawie spieszyć, bo wobec niepewności międzynarodowej sytuacji gospodarczej pozbawianie się wpływu na pieniężną politykę krajową jest błędem. Euro naprawdę nie jest warunkiem koniecznym dla istnienia UE i naszego bycia w niej. Jesteśmy teraz w takim momencie historycznym, w którym – nie waham się powiedzieć – nie wiadomo, jaki będzie kształt UE za dwa lata... Na ten kształt Polska może i powinna mieć wpływ.

– W jaki sposób, jeśli nie przez ściślejszą, głęboką integrację?

– Powinniśmy formułować nasze postulaty w tej sprawie, przedstawiać naszą wizję.

– Stojąc z boku?

– A może – jeśli przyjmiemy inną narrację – to strefa euro jest z boku? Naprawdę warto się zastanowić nad własną ścieżką rozwoju oraz nad sposobami unijnej współpracy, które nie będą uwarunkowane przystąpieniem do bloku euro.

– I zaproponować debatę nad takimi własnymi rozwiązaniami na poziomie całej UE?

– Tak. Problem kryzysu w strefie euro, problem kształtu politycznego pozostaje otwarty na najbliższe miesiące i lata. Warto więc już teraz stawiać pytania. Czy racjonalne jest popieranie UE ze strefą euro i z jej ambicjami do zdominowania gospodarczego i narzucenia wspólnej waluty wszystkim członkom? Czy może wypracować model współpracy między krajami strefy euro a tymi, które chcą jednak zachować własną walutę i prowadzić na poziomie narodowym własną politykę pieniężną? Czy nieodwracalnie jednokierunkowa, prowadząca do zaniku państw narodowych i utworzenia europejskiego państwa bez narodu ewolucja Unii Europejskiej jest konieczna?! Polsce potrzebna jest elastyczna współpraca z europejskimi partnerami, potrzebny jest mechanizm korekty błędów na poziomie unijnych instytucji, potrzebne są działania zwiększające wolność gospodarczą, a nie ją ograniczające, jak w tej chwili. Takie formy współpracy są możliwe, nie ma żadnego przymusu działania pod presją sił politycznych w Brukseli. Linearny rozwój Unii Europejskiej w kierunku federacyjnego państwa jest dogmatem, który w polskim interesie trzeba podważyć.

– Które siły polityczne w Polsce najbardziej prą do strefy euro?

– Paradoksalnie nie widać tu żadnych sił, tylko rząd Donalda Tuska...

–... który siłą nie jest?

– Powiedziałbym, że jest słabością, która dąży do euro. Można odnieść wrażenie, że Donald Tusk chce się przyłączyć do strefy euro jak najszybciej, nie z powodu poczucia siły, lecz ze słabości.

– Mówi, że ten sposób chce wzmocnić Polskę, dowartościować.

– To jest tylko pozorne dowartościowanie. Ale pojawia się tu jeszcze jeden ważny aspekt tej słabości. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że Polska, wprawdzie z opóźnieniem, ale jednak będzie przeżywała kryzys. Donald Tusk być może uważa, że lepiej byłoby ten kryzys przetrwać w strefie euro.

– A tak nie jest?

– Większość ekspertów twierdzi, że łatwiej jest radzić sobie z kryzysem, gdy ma się możliwość panowania nad kursem własnej waluty, nad podażą pieniądza, gdy się ma możliwość samodzielnego działania. To jest więc wybór między polityką bierności i polityką aktywności. Donald Tusk wybiera politykę bierności.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama