Sanktuarium na krańcu Polski

Przewodnik Katolicki 27/2014 Przewodnik Katolicki 27/2014

Życie św. Jana było równie skomplikowane jak losy Polski, ale i naznaczone – według tradycji – wieloma cudownymi znakami. O jego świętości mówili zarówno zwykli, prości ludzie, jak i królowie, a potwierdził to Kościół. Sejm ogłosił 2014 Rokiem św. Jana z Dukli.

 

Sześćset lat mija od urodzin św. Jana z Dukli, patrona Polski, do którego relikwii pielgrzymowali królowie, rody magnackie i szlachta. Najstarsi mieszkańcy okolic pamiętają, że na Janowe wzgórza wspinali się pieszo, boso. Tutejszymi szlakami, szukając śladów pokornego zakonnika, wędrował też ks. Karol Wojtyła ze swoimi studentami, o czym świadczą wpisy w księgach pamiątkowych. Tutaj kreślił fragmenty dramatu Przed sklepem jubilera. I tutaj, po latach, powrócił, by jeszcze raz modlić się przed relikwiami św. Jana, a w pobliskim Krośnie wynieść go do chwały ołtarzy.

Uchwycił Boga za rękę

Do niewielkiej Dukli, położonej nad Jasiołką, na przedpolu Przełęczy Dukielskiej w Beskidzie Niskim, ściągają pielgrzymi nie tylko z najbliższych okolic, ale i z sąsiedniej Ukrainy, a nawet z Węgier. Miasto powstało wszak przy szlaku handlowym prowadzącym do kraju nad Dunajem, zwanym traktem dukielskim. Zatrzymują się tutaj pątnicy zmierzający na południe Europy, do powszechnie znanych sanktuariów. Trudno nie ulec urokowi tego miejsca otoczonego szlakami prowadzącymi wśród gęsto zalesionych niskich i łagodnych wzniesień, charakteryzujących się długimi grzbietami o spłaszczonych wierzchołkach i kopulastych szczytach i ciszy, która sprzyja kontemplacji piękna przyrody i jej Stworzyciela. Milczenie, samotność i modlitwa potrzebne są człowiekowi do duchowego wzrostu, by nie skarłowaciał, nie zapomniał o sacrum. Dobrze wiedział o tym św. Jan, który pragnął na wzgórzach Cergowej i Zaśpitu być bliżej Boga, by „uchwycić Go za rękę i pozostać z Nim na zawsze”. Pokorny zakonnik od sześciuset lat duchowo organizuje życie mieszkańców Dukli. Do niego przychodzą, modlą się i proszą o wsparcie w trudnych momentach. Pamięta go tutaj niejedno drzewo i niejeden kamień. Zazwyczaj jest tu spokojnie i cicho, czyli tak jak lubił św. Jan.

Jedno sanktuarium – trzy miejsca

– Sanktuarium św. Jana tworzą trzy miejsca: kościół klasztorny w Dukli, kościół Na Puszczy i kaplica przy Złotej Studzience na Cergowej – wymienia o. Dobromił Godzik OFM. Dla miejscowych sanktuarium to kościół św. Jana Na Puszczy. I rzeczywiście, kiedy pytamy mieszkankę Dukli o drogę do sanktuarium św. Jana, ta kieruje nas cztery kilometry za miasteczko, w stronę Barwinka, na lesiste wzgórze Zaśpit w pobliżu Trzciany. Zostawiamy samochód na parkingu i wspinamy się asfaltową drogą, biegnącą wśród gęstych drzew, do neogotyckiego kościoła Na Puszczy, jak mówią miejscowi. – To symboliczna pustelnia św. Jana, założona w 1769 r. przez oo. bernardynów z Dukli dzięki fundacji Marii Amelii Mniszchowej. Ludzie wiedzieli, że gdzieś na tych wzgórzach, w odosobnieniu żył pobożny zakonnik, ale nie znali dokładnej lokalizacji jego pustelni – opowiada o. Dobromił. – Św. Jan we śnie miał wskazać Mniszchowej to miejsce – dodaje. Jan osiadł tutaj, kiedy odszedł ze swojego pierwszego miejsca odosobnienia – z Góry Cergowej (dziś znajduje się tam kolejne miejsce kultu św. Jana – Złota Studzienka), po drugiej stronie Dukli, chcąc pozostawać na modlitwie i umartwieniu. Niewielki kościół Na Puszczy ozdobiony polichromią opowiadającą o św. Janie, z 1931 r. autorstwa Władysława Lisowskiego, wybudowany na początku XX w. w miejsce pierwotnego drewnianego, urzeka ludzi od pokoleń. Wydaje się, że to miejsce do dziś wypełniała obecność św. Jana, pozostającego w bliskości przyrody na modlitwie przed Bogiem. Poniżej świątyni znajduje się kamienna grota ze źródłem św. Jana. – Zakonnik czerpał z tego źródła wodę do picia. Dziś w okresie od maja do października wielu pielgrzymuje tutaj do kościółka i po wodę, ponieważ przynosi ona ulgę w wielu dolegliwościach i chorobach – opowiada bernardyn. Nieco dalej, po prawej stronie stoi drewniany pierwszy erem zakonników, a po lewej został wybudowany większy budynek, w którym mieszka dziś o. Tadeusz Łuczak OFM, opiekujący się kościółkiem i sprawujący tam opiekę duszpasterską. Przez pustelnię przebiega szlak czerwony – Główny Szlak Beskidzki im. Kazimierza Sosnowskiego, z miejscowości Chyrowa na Cergową, a przy samej pustelni zaczyna się szlak zielony na południe, na Ostrą. Jest więc dokąd wędrować.

Do Dukli incognito

Życie św. Jana było równie skomplikowane jak losy Polski, ale i naznaczone – według tradycji – wieloma cudownymi znakami, którym towarzyszyli aniołowie. Jan urodził się w Dukli w 1414 r. w rodzinie średnio zamożnej. Rodzice mieli piekarnię. Wiadomo, że był człowiekiem wykształconym, znał też język niemiecki. Już jako młodzieniec odznaczał się wyjątkową pobożnością, umiłowaniem modlitwy, której poświęcał długie godziny. Nic dziwnego, że wstąpił do klasztoru franciszkanów konwentualnych w Krośnie. Swoją postawą zwrócił od samego początku uwagę przełożonych, którzy powierzyli mu ważne funkcje. Był m.in. gwardianem, spowiednikiem, kaznodzieją, także mniejszości niemieckiej, a w końcu kustoszem kustodii ruskiej z ośrodkiem we Lwowie. – Przymioty charakteru i wzorowe życie zakonne sprawiły, że u franciszkanów konwentualnych był lubiany i ceniony – dopowiada ojciec wikariusz. Życie i działalność św. Jana z Dukli przypadły na okres, w którym ożywił się ruch odnowy wśród zakonów żebrzących. Pragnienie doskonalszego życia zakonnego, bliskiego ideałom franciszkańskim, zrodziło w nim decyzję przejścia do Zakonu Braci Mniejszych Obserwantów, zwanych w Polsce bernardynami. – Sam św. Jan, skłonny do ascezy, widział w surowym sposobie życia bernardynów opartym na przepisach Reguły idealne dla siebie miejsce – podkreśla o. Dobromił. Zgodę na przejście do zakonu bernardynów otrzymał w dość osobliwych okolicznościach. – Podczas uczty wydanej przez mera Lwowa z okazji wizytacji prowincjała franciszkanów Mikołaja Stryczka z Karniowa w 1463 r. podszedł do niego, uklęknął na oczach całego miasta i poprosił o możliwość przejścia do obserwantów. Zaskoczony prowincjał wyraził publiczną zgodę – mówi o. Dobromił. W zakonie bernardynów Jan spędził 21 lat, rozwijając swoje życie wewnętrzne i pilnie zachowując Regułę i Testament św. Franciszka z Asyżu. Wspominano go jako charyzmatycznego zakonnika. Spowiadał i głosił kazania nie tylko do rzymskich katolików, ale i do Ormian, i prawosławnych, nie namawiając ich jednak na konwersję. – Można powiedzieć, że św. Jan „wyprzedził” dialog ekumeniczny. Głosił, że wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga, podkreślając, jak ważny jest wzajemny szacunek i miłość – wskazuje zakonnik. Niewielu wie, że św. Jan przebywał, choć krótki czas, również w Poznaniu. – Nie wiemy, kiedy dokładnie miało to miejsce, ale z tego okresu zachował się w kronikach zapis, że Jan wygłosił wykład na temat wyższości życia klasztornego nad pustelniczym – podkreśla o. Dobromił. Do końca życia, mimo utraty wzroku i owrzodzeń na nogach, które utrudniały mu poruszanie się, starał się w miarę możliwości wypełniać posługę w zakonie. Często znajdowano go pogrążonego w modlitwie na chórze kościelnym.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama