Zaczęliśmy od stawiania szopek

Niektórzy nawet pisali do Prymasa, że ten biskup jest bez wiary, bo w śmietniku ludzie gromadzą się na modlitwę. Tłumaczyłem: szopka betlejemska nie była w lepszym stanie. A kiedy już kościół powstał, to połączył ludzi. To dla Kościoła był trudny czas. Niedziela, 6 stycznia 2008




– Odbierając w 2006 r. z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego Order Orła Białego, powiedział Ksiądz Arcybiskup, że jest to świadectwo uznania dla całej diecezji przemyskiej. Czym ta diecezja różni się od innych? Dlaczego jest taka szczególna?

– Trudno mówić o sobie, ale program, jaki postawiłem diecezji, był trudny. Zadanie pierwsze – podważyć ustawodawstwo bolszewickie w stosunku do Kościoła. Podważyć za wszelką cenę, bo to nie jest prawo, lecz bezprawie ubrane w szaty prawa. Taką zasadę przyjąłem. A druga rzecz – przekroczyć barierę strachu. Dwadzieścia lat po wojnie ludzie byli zmęczeni: wcześniej działały przecież AK i inne związki zbrojne, przeżyli aresztowania, zastraszanie. Te dwa zadania miałem na celu. Nie mogę powiedzieć, że się udały.

– Mam wrażenie, że właśnie z ust Księdza Arcybiskupa padły po raz pierwszy słowa: „Nie lękajcie się!”. Bo strach był barierą.

– Komuniści mieli wszystkie środki, żeby ludzi łamać. Kiedy zabraniano nam budowania świątyń, pierwsze kościółki, jakie zaczynałem nielegalnie stawiać, to były szopki. Ale budując te szopki i poświęcając je, wyszedłem naprzeciw ludziom, żeby im pomóc. I ludzie, widząc to, uznali kościółki za swoje. I zaczęli od początku ich bronić, coraz mocniej, coraz bardziej gremialnie. Te wznoszone przez nas świątynie były nielegalne, ale ponieważ zabraniano nam je stawiać, musieliśmy działać metodą faktów dokonanych. A gdy ludzie zobaczyli, że dzieje się to w ich interesie i w obronie ich wiary, gdy już świątynia była – stawali się wspólnotą. Tym bardziej, że ja publicznie mówiłem, iż żadnych ustaw państwowych w stosunku do Kościoła, do religii, do wolności sumienia nie będę zachowywał, bo nie są dla mnie prawem. Powtarzałem uparcie, że to bezprawie ubrane w szaty prawa. I udowadniałem przykładami. Zaraz na początku, gdy objąłem diecezję, wystąpiłem o pozwolenie na zorganizowanie kościoła w Jaśle. Miasto było całkowicie zniszczone. Zostały tylko ruiny fary. Władze wojewódzkie moją propozycję odrzucają. – Kościołów jest dosyć – słyszę. Apeluję do Warszawy – też odmowa. I ja wtedy ludziom pokazuję. Widzicie? Wszystkie dążenia władzy zmierzają do zniszczenia nas – naszej kultury, naszej religii, naszej miłości do ziemi. I dlatego w sumieniu nie będę tego prawa respektował. Nie jestem anarchistą, co jest dobre – uznaję, ale ze złem będę walczył. I tak się zaczęło.

– Tak oto, krok po kroku, udało się wybudować ponad 430 kapliczek i punktów katechetycznych. W tamtym czasie powstało też ponad 220 parafii...

– Tak, zaczęliśmy od stawiania szopek. Lichych. Jakaś stara, opuszczona, drewniana szkoła... Mówiłem, że Jezus też się w stajence urodził. Wtedy niektórzy pisali nawet do Prymasa, że ten biskup jest bez wiary, bo w śmietniku ludzie gromadzą się na modlitwę. Tłumaczyłem: szopka betlejemska nie była w lepszym stanie. A kiedy już kościół powstał, to połączył ludzi. Dla Kościoła był to trudny czas.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama