Słup w kręgosłupie

Słyszał ludzkie myśli, leczył nakładaniem rąk, wiedział, jakim wynikiem skończy się mecz bokserski. Robert Tekieli, bo o nim mowa, otworzył się na sferę demoniczną, okultyzm i magię. Potem przeżył nawrócenie i pojednał się z Bogiem. Teraz pomaga innym wychodzić z uzależnień. Niedziela, 2 marca 2008



„Dobre” amulety


W końcu nastąpił przełom.
– Kiedyś weszliśmy z żoną na spotkanie klubu „Gnosis”. Nagle poczuliśmy, że ci ludzie są groźni, że zło, które unosiło się w powietrzu, jest realną siłą – podkreśla Robert. Jego żona (wtedy jeszcze żyli bez ślubu) zaproponowała, by kupili sobie jakieś „dobre” amulety. I zaczęli nosić na szyi krzyżyki. A potem jeździli po Warszawie i szukali odpowiedniego dla siebie kościoła, by uczestniczyć we Mszach św. I tak trafili do dominikanów na Freta.

– Pamiętam, wokoło panowała głucha cisza, kościół był prawie pusty. Czułem potrzebę przystąpienia do spowiedzi. Pierwszy raz od dwudziestu lat. Ale potwornie się bałem. Ucieszyłem się, gdy zobaczyłem, że wszystkie konfesjonały są puste. I wtedy – ni stąd, ni zowąd – podeszła do mnie ubrana na fioletowo starsza kobieta – i wskazując palcem – powiedziała: „Tam siedzi ksiądz” – opowiada Tekieli. Uznał to za namacalny znak Bożej Opatrzności i powędrował do konfesjonału, w którym siedział kapłan. – Była to pierwsza prawdziwa spowiedź w moim życiu.

Potem chodził z obecną żoną do o. Jacka Salija OP na tzw. rozmowy duchowe. Żona została ochrzczona, a w 1995 r. przyjęli sakrament małżeństwa. I powoli dokonywał się w nich proces duchowego uzdrawiania. – Docierało do mnie coraz wyraźniej, że właściwości, jakie mam, pochodzą od złego ducha. Prosiłem Boga o ich oddalenie. I nagle, w rok po ślubie, wszystko zniknęło.

Kolejnym etapem były czuwania nocne w kościele paulinów przy Długiej. – Do dziś przeszywa mnie dreszcz, gdy przypomnę sobie, jak ksiądz błogosławił nas Najświętszym Sakramentem, a ja czułem, że coś się dzieje fizycznie w moim ciele. Modliłem się do Ducha Świętego i czułem, jakby wbijał się On do mnie przez czubek głowy. A potem – jakby ktoś wbijał mi w kręgosłup srebrny słup. Byłem krok po kroku zamykany na sferę demoniczną. Ksiądz nakładał mi ręce na głowę, a ja czułem wstrząsy, czułem, że Pan Bóg przybywa do mnie ze swoją mocą.



Trudy życia i sens


Kolejnym krokiem pojednania z Bogiem i nawrócenia Tekielego były rekolekcje ignacjańskie w życiu codziennym, podczas których przeżył on niemal namacalne spotkanie z Jezusem. – Kiedy się modliłem, przed oczami stanął mi długowłosy mężczyzna, który przytulił mnie do swego serca – wyznaje dziennikarz. Poczuł wielką miłość i przebaczenie grzechów. Wszystkich. – A nie było wtedy takiego przykazania Dekalogu, którego bym nie złamał – mówi. Przyznaje też, że gdyby nie odczuł tej Bożej miłości, najprawdopodobniej popełniłby samobójstwo.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama