Papieskie zamyślenia

Kiedy przyjeżdżał do Rzymu, dzieliłem się swoimi kłopotami, troskami, zamierzeniami. Bardzo uważnie słuchał. Niczego nie narzucał. Niedziela, 12 października 2008



Najpierw pojawił się dym, potem nastąpiło ogłoszenie. Kiedy do loggii zbliżała się procesja z kard. Felicim, już wiedziałem, że papieżem został nie-Włoch. Zdradzała to twarz kardynała. Pamiętałem dzień ogłoszenia Jana Pawła I. Wtedy tenże kardynał wyraźnie się uśmiechał. Tym razem na jego twarzy widziałem powagę, żeby nie powiedzieć smutek. Potem, gdy wypowiedział z trudem imię elekta: Carlum – już wszystko stało się jasne.

Zaraz po ogłoszeniu zadzwonił telefon. W słuchawce słyszę głos: – Proszę księdza, Jego Świątobliwość życzy sobie przyjazdu swego osobistego sekretarza. Ksiądz Sekretarz był na Placu i tam go znaleźli.

Ks. Stanisław ustalił, że osobiste rzeczy Ojca Świętego zawieziemy do Watykanu późnym wieczorem. Było to podyktowane myślą o uniknięciu sensacji. Na drugi dzień późnym wieczorem rzeczywiście pojechaliśmy na Watykan. To, co mnie zdziwiło, to fakt, że nas nie zatrzymywano. Wszyscy już znali twarz ks. Dziwisza. Szwajcarzy z szacunkiem i uśmiechem salutowali i bez przeszkód dotarliśmy na miejsce.

Po raz pierwszy ukląkłem w papieskiej kaplicy. Z boku, nieco w cieniu, klęczał drugi sekretarz monsinior Magii, a przy klęczniku, który wkrótce miał poznać cały świat, modlił się Ojciec Święty. Trudno opisać to wrażenie. Czekałem chwilę, nie chcąc przeszkadzać. Wreszcie zdecydowałem się podejść. Ojciec Święty uśmiechnął się i poprosił, żebym chwilę poczekał.

Mimo późnej pory po raz pierwszy oprowadził nas po papieskich apartamentach. Było sporo uwag, informacji i żartów. – No tak – powiedział w pewnej chwili – domownika nie ma od dwóch dni, a ksiądz rektor nic sobie z tego nie robi. Nie pozostałem dłużny i również zażartowałem: – Właśnie przyjechałem po Ojca Świętego, żeby go zabrać na nocleg.

Oprowadzając nas po salach, wspominał swoje dawne tu pobyty z czasów papieża Pawła VI. Wspomniał też, że dziś na obiedzie był kard. Wyszyński i zapytał go, jak się czuje. – Odpowiedziałem – mówi Papież – że tak, jakbym tutaj był od zawsze. I wtedy Ksiądz Prymas skomentował: – To właśnie jest ta łaska Ducha Świętego.

27 lat obdarowania

Mam świadomość, że taki dzień, jak dzisiejszy, skłania do głębszych refleksji. Pewnie wielu spośród czytelników zastanawia się: Czym był ten pontyfikat dla nas, dla mnie? To z pewnością temat na dłuższe rozmowy. Sądzę, że winniśmy rozważać te 27 lat obdarowania. One z każdym rokiem będą coraz wyraziściej ujawniać wielkość tego daru. Kończąc, pragnę podziękować Panu Bogu za dar spotkania wielu wielkich ludzi. Wszyscy ich w życiu spotykamy.

Czasem zastanawiam się, czy nie za mało z tych spotkań korzystałem. Tak się składało, że przez dłuższy okres swojego kapłaństwa byłem blisko ludzi dużo starszych ode mnie. Byli dla mnie wielkim darem, bo stanowili wzorzec, punkt odniesienia, ujawniali zmagazynowaną mądrość, której się nie wyczyta w książkach, a można ją jedynie podpatrzeć u ludzi, z którymi się spotykamy.

Żałuję tylko, że zbyt mało się od nich dowiedziałem i zapamiętałem. Ale my, wierzący, mamy tę nadzieję, że odejścia nie są unicestwieniem – i jak powiedział obecny Papież Benedykt XVI, że czuje bliskość Jana Pawła II o wiele intensywniej teraz niż za życia, tak i my możemy doświadczyć tego daru. Jest tylko jeden warunek, o którym zresztą wspomniał obecny Papież: Im bliżej jesteśmy Chrystusa, tym bliżej jesteśmy przy naszych bliskich, którzy już odeszli.

Wysłuchał: ks. Zbigniew Suchy



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama