Czas radosnej Tajemnicy

Cała rodzina zbierała się na wspólną modlitwę, jeśli były jakieś waśnie czy niewyjaśnione przewinienia względem rodziców czy rodzeństwa, to był to właśnie odpowiedni moment na przeprosiny i pojednanie. Dopiero wtedy siadaliśmy do wspólnej wieczerzy. Przewodnik Katolicki, 23 grudnia 2007




Miał Ksiądz Kardynał to szczęście, że większość tych świąt spędzał przy boku wpierw biskupa, potem kardynała, a w końcu Papieża Jana Pawła II. Czy pamięta Wasza Eminencja pierwszą Wigilię spędzoną razem z bp. Karolem Wojtyłą?

- Biskup, potem arcybiskup, a także jako kardynał Karol Wojtyła, utrzymywał bardzo rodzinne relacje z seminarium. Często je odwiedzał, a ponieważ nie wszyscy na święta wyjeżdżali do domu, zapraszał tych, co zostawali, na wspólne świętowanie Wigilii. Muszę przyznać, że Wigilie spędzane w seminarium były bardzo uroczyste, był mocno podkreślany akcent martyrologiczny narodzin Chrystusa, była też wspólna modlitwa oraz dzielenie się opłatkiem. Karol Wojtyła miał zwyczaj, że opłatkiem łamał się ze wszystkimi; z wykładowcami, ze studentami, pracownikami i współpracownikami. Nie pominął nikogo. Wszystkie Wigilie z księdzem biskupem, arcybiskupem czy później już kardynałem Karolem Wojtyłą zawsze miały charakter otwarty. Nie była to tylko grupa uprzywilejowanych osób. Zawsze było gotowe miejsce dla wędrowca, który mógł do nas się przysiąść, by współuczestniczyć w radosnym świętowaniu Narodzenia Pana. Ten zwyczaj był kontynuowany także w Watykanie, gdzie do stołu byli zapraszani goście, bardzo wielu gości. Przede wszystkim przez Ojca Świętego byli zapraszani ci, którzy nie mogli spędzać Wigilii we własnym domu.

Wiemy, że Ojciec Święty bardzo lubił śpiewać. Zapewne miał swoją ulubioną kolędę...

- Wszystkie śpiewy bożonarodzeniowe rozpoczynał od kolędy „Wśród nocnej ciszy”. Była to oficjalna pieśń rozpoczynająca czas Bożego Narodzenia. Ojciec Święty był mocno przywiązany do polskiej religijności, tradycji i kultury. Z kolęd wydobywał głębokie treści. Zresztą Ojciec Święty niczego nigdy w życiu nie traktował powierzchownie. Niemal do końca starał się, od chwili Wigilii aż do 2 lutego włącznie, zaśpiewać wieczorem choćby jedną kolędę.

Jeśli Ksiądz Kardynał pozwoli, chcielibyśmy powrócić do niezapomnianego dla Polaków 1978 roku. Dla Waszej Eminencji był on początkiem nowej historii. Czy również dla Watykanu był to początek nowych tradycji związanych z Bożym Narodzeniem?

- Staraliśmy się urządzać watykańskie Wigilie w atmosferze polskich, rodzinnych świąt. We Włoszech istnieje zwyczaj przyjęć świątecznych, ale nie mają one w sobie tak religijnego wydźwięku, jak jest to w Polsce. Ojciec Święty do stołu wigilijnego zapraszał nie tylko przyjaciół, ale także księży, szczególnie samotnych i starszych. Wieczerza wigilijna rozpoczynała się zawsze od składania sobie życzeń, czyli tradycyjnego łamania się opłatkiem, potem była wspólna modlitwa i wieczerza. W zależności od okoliczności, jakie miały miejsce, rodziły się nowe tradycje. Tak było w 1981 roku, kiedy w Polsce ogłoszono stan wojenny. Wówczas po raz pierwszy Jan Paweł II zapalił w oknie świecę na znak pamięci o swoich rodakach i Ojczyźnie. W następnych latach aż do końca swoich dni kontynuował ten zwyczaj, ale świeca ta nieco później głosiła już pokój ludziom dobrej woli. Niewątpliwie Święta Bożego Narodzenia stanu wojennego były inne od pozostałych. Po pierwsze, Ojciec Święty przeżywał je z narodem, który nie tylko nie zasługiwał na takie potraktowanie, ale którego również pozbawiono podstawowych praw człowieka, wolności i suwerenności. Dla Jana Pawła II były to bardzo trudne chwile, interesował się ówczesną sytuacją w Polsce. Starał się cały czas utrzymywać kontakt z Ojczyzną. Miał też na uwadze, że trzeba wysłać do Ojczyzny przedstawiciela Watykanu. Był nim wówczas arcybiskup Luigi Poggi.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama