Nie obrażam się na rzeczywistość

"Największą moją porażką jest to, że nie mogę dokończyć tego, co zaczęłam. Podpisywałam kontrakt na trzy lata i na taki czas były obliczone moje plany działania. Chciałabym zostać rozliczona po tym okresie." Przewodnik Katolicki, 22 lutego 2009



O propozycji objęcia dyrektorskiego stołka w poznańskim ośrodku TVP dowiedziała się Pani telefonicznie od ówczesnego prezesa telewizji publicznej Bronisława Wildsteina, o odwołaniu ze stanowiska z Polskiej Agencji Prasowej. Styl, w jakim Panią odwołano, pozostawia chyba wiele do życzenia?

– Świadczy o tych, którzy mnie odwołują, i tych, którzy przychodzą po mnie. Każdy zwalniany z pracy powinien przecież dowiedzieć się o tym od swego przełożonego lub choćby pracownika kadr. W grudniu 2006 roku mojemu poprzednikowi kończył się kontrakt. Wiadomo było, że nie zostanie on przedłużony. Otrzymałam propozycję od ówczesnego prezesa TVP Bronisława Wildsteina i ją przyjęłam. Mój poprzednik miał czas, by do swojego odejścia się przygotować. Dostałam od niego raport zamknięcia z informacjami, jakie sprawy są prowadzone, rozmawialiśmy ze sobą, odbyło się to wszystko zgodnie z zasadami normalnej współpracy.

Obecne zawieszenie jest jeszcze nie do końca formalne, bo decyzji nie podjęła jeszcze rada nadzorcza TVP. Ale to raczej formalność.

Ta nienormalna sytuacja jest bardzo niekorzystna dla całej TVP, ponieważ rok 2009 będzie dla telewizji publicznej i jej ośrodków regionalnych przełomowym. Okaże się, czy te media przetrwają, czy rozpocznie się ich agonia, po której będzie bardzo trudno odtworzyć pozycję na rynku, bo ten bardzo szybko zagospodarowuje powstałą pustkę.

Ten trudny czas wymaga niezwykle sprawnej organizacji pracy ludzi znających firmę i jej procedury. Odwołanie z dnia na dzień 12 z 16 dyrektorów ośrodków regionalnych, czystki personalne w antenach centralnych i zastępowanie dotychczasowego kierownictwa firmy w wielu przypadkach ludźmi nigdy niepracującymi w telewizji to strasznie niebezpieczny proces.

Dlaczego?

- Obecna ekipa rządowa zamierza zmienić sposób finansowania mediów publicznych. Część funduszy pozyskiwanych od obywateli miałaby trafiać także do telewizji komercyjnych, co jest bardzo ryzykownym przedsięwzięciem, bo niby dlaczego podatnicy mieliby wspierać firmy prywatne? Jeśli jednak do tego dojdzie, to TVP zmuszona będzie do ostrej walki konkurencyjnej także na polu programów misyjnych, a tej nie da się wygrać z szefami uczącymi się dopiero swoich zawodów.

Życie nie znosi pustki. Czym zatem zamierza Pani wypełnić tę powstałą po utracie pracy jako szefowej poznańskiego ośrodka telewizji publicznej?

– Nie ma co patrzeć wstecz. W dziennikarstwie pracuję już blisko 20 lat i z tego nie zrezygnuję. A poza tym popyt na dobre, rzetelne i niezależne dziennikarstwo jest nawet w trudnych czasach więc myślę, że sobie jakoś poradzę. Cały czas współpracuję też z uczelniami, pracuję naukowo i myślę, że będzie to dobry czas, by może zacząć myśleć o habilitacji.

Mam nadzieję, że te dwie kwestie uda się jakoś połączyć. Poza tym telewizja to dla mnie fascynujący świat produkcji, reportaży, filmów dokumentalnych, własnych programów, więc zacznę jak każdy szeregowy współpracownik od pisania eksplikacji, czyli zarysów scenariuszy i szukania producenta, który zechce to wyprodukować, a później wyemitować. Nie zamierzam obrażać się ani na rzeczywistość, ani na świat. Myślę, że w tym zawodzie uda mi się zrobić jeszcze kilka dobrych rzeczy...

*****

Jolanta Hajdasz jest doktorem nauk humanistycznych w zakresie nauki o polityce. W telewizji pracuje od 15 lat. Od początku 2007 roku do lutego funkcję dyrektora poznańskiego ośrodka TVP

Nowy zarząd TVP odwołał ze stanowiska dyrektora regionalnej trójki Jolantę Hajdasz. Jej miejsce zajęła Lena Bretes.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama