Sondaż… a może manipulacja?

2010 rok jest wyjątkowy ze względu na liczbę wyborów, które stoją przed Polakami. Jesienią czekają nas głosowania w wyborach prezydenckich i samorządowych. Wielu z nas do urn będzie musiało pójść aż czterokrotnie. Przewodnik Katolicki, 7 lutego 2010



O tym, że ludzie chętniej przyznają się do popierania „modnych” partii, można przekonać się, śledząc właśnie wyniki sondaży. Badania przeprowadzane tuż po wyborach pokazują, że dużo więcej ludzi twierdzi, iż głosowało na zwycięską opcję, niż miało to miejsce w rzeczywistości. I to niezależnie od tego, czy wybory wygrało ugrupowanie centrowe, prawicowe czy lewicowe.

Dr Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, ma jednak do przeprowadzanych w Polsce badań opinii publicznej sporo zastrzeżeń. – Bardzo często są one przeprowadzane na niereprezentatywnych próbach. W teorii jest to solidna próba tysiąca, ale w rzeczywistości okazuje się, że odpowiedzi udzieliło tylko np. ok. 400 osób, a to jest już zbyt mało, by mówić o reprezentatywnych wynikach.

Mimo tego takie sondaże są nagminnie publikowane – mówi politolog. Podaje też inne błędy, jego zdaniem, popełniane przez ośrodki badania opinii publicznej. – Coraz częściej sondaże są przeprowadzane za pomocą metody telefonicznej. Jest to metoda najszybsza, ale niesie też największe ryzyko błędu. W Polsce jest zbyt niski wskaźnik telefonizacji, by z tej metody korzystać. Z reguły prowadzi ona do nadreprezentacji w próbie osób mieszkających w dużych miastach kosztem tych, którzy mieszkają na wsiach i w małych miasteczkach – informuje.

Według dr. Bartłomieja Biskupa także przeprowadzanie wywiadów ankietowych w domach respondentów nie jest najlepszym rozwiązaniem. - W polskich warunkach mamy do czynienia z dużą liczbą odmów odpowiedzi przez co zmniejsza się próba, a wynik opatrzony jest większym błędem. Poza tym ta metoda nie zapewnia anonimowości, co automatycznie sprawia, że odpowiedzi mogą być niezgodne z rzeczywistością – mówi politolog. Jego zdaniem najlepsze efekty daje przeprowadzanie anonimowych wywiadów ankietowych na ulicy, ale niewiele z naszych pracowni badań opinii z niej korzysta.

Liczy się trend, a nie na pojedynczy sondaż

Ośrodki badania opinii publicznej odpierają krytykę pod swoim adresem. – Nagłaśniane są jedynie te nieliczne przypadki, w których prognozy nie zgadzają się w niemal 100 proc. z ostatecznymi wynikami. Tymczasem ponad 90 proc. badań jest bardzo dokładnych i pokrywa się z wynikami – przekonuje Maciej Siejewicz z Instytutu GfK Polonia. Jak wytłumaczy zatem różnice w badaniach różnych instytutów?
- Wszystko zależy od doboru próby i metodologii. Instytuty badania opinii publicznej niekoniecznie korzystają z tych samych rozwiązań. Próba badawcza może być np. losowana z bazy PESEL lub innej.

Niektóre pracownie, pytając np. o nazwę partii, podają nazwisko lidera, inne nie. To wszystko sprawia, że wyniki się między sobą nieco różnią – tłumaczy. Jednak jego zdaniem niezależnie od tego, czy autorem badania jest CBOS, OBOP, PBS czy GfK Polonia, pokazują one ten sam układ poparcia na polskiej scenie politycznej. – Na pierwszym miejscu jest PO, dalej PiS, następnie SLD i w końcu PSL – mówi i dodaje, że jego firmie udało się np. bardzo dokładnie przewidzieć wyniki ostatnich wyborów do europarlamentu.

Według dr. Kloczkowskiego dużo zamieszania wokół sondaży robią sami politycy. – Z jednej strony niezależnie od opcji politycznej zgodnie jak jeden mąż zapewniają, że nie wierzą w sondaże i skarżą się, że krzywdzą one właśnie ich partię. Z drugiej strony, jeśli tylko pojawi się badanie korzystne dla ich partii, to natychmiast się na nie powołują we wszelkich możliwych programach telewizyjnych – mówi. I to właśnie uzależnienie polityków od sondaży, a nie same badania jest, zdaniem politologa, najpoważniejszym zagrożeniem dla naszej demokracji. – Wiele ważnych decyzji, np. o reformach, nie jest podejmowanych, bo politycy patrzą w sondaże i boją się podejmować ryzykowne, często niepopularne decyzje – mówi Kloczkowski i dodaje, że nie ma żadnych powodów, by sami Polacy mieli obawiać się sondaży. – Ważne jest tylko, żeby przy dokonywaniu wyborów kierować się swoimi przekonaniami, a nie tym co mówią inni.

Z kolei Siejewicz przypomina, że wynik sondażu to jedynie prognoza, a nie stuprocentowe odzwierciedlenie rzeczywistości. – Najważniejsze jest obserwowanie tendencji, i to w dłuższej perspektywie czasu, np. półrocznej. Jeden sondaż może zawierać błąd, ale tendencji nie zafałszuje. Jeśli tak będziemy podchodzić do sondaży, to okaże się, że są one bardzo stabilne i w miarę poprawnie odzwierciedlają rzeczywistość i zmiany, jakie w niej zachodzą – mówi.





«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama