Przez śmierć do życia

Tak jak do usłyszenia dźwięku potrzebna jest cisza, a do dostrzeżenia światła ciemność, tak też do doświadczenia pełni życia wydaje się potrzebna śmierć. Może więc w Wielkim Poście, który prowadzi nas do pogłębienia tajemnicy zmartwychwstania, powinniśmy się zastanowić nad tajemnicą cierpienia i śmierci? Posłaniec, 3/2009



Nie wszystek umrę…

Popiół sypany na głowy w środę popielcową, fioletowy kolor szat liturgicznych, atmosfera powagi i pokuty – w tym szczególnym okresie danym nam, chrześcijanom, do pogłębienia naszej wiary – przypomina, że jesteśmy “ludźmi śmierci i odkupienia”.

Prawdę tę niezwykle sugestywnie przedstawił w Tryptyku rzymskim Jan Paweł II. W tej poetyckiej medytacji czytamy:

I tak przechodzą pokolenia –
Nadzy przychodzą na świat i nadzy wracają do ziemi, z której zostali wzięci.
“Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”.
To co było kształtne w bezkształtne.
To co było żywe – oto teraz martwe.
To co było piękne – oto teraz brzydota spustoszenia.
A przecież nie cały umieram,
to co we mnie niezniszczalne trwa!


Słowa Papieża tchną wielką nadzieją. Płynie ona nie tylko z faktu, że człowieknie cały umiera – pozostawiając po sobie dzieła materialne: książki, rozprawy naukowe, utwory muzyczne, monumentalne budowle, wynalazki – lecz przede wszystkim z faktu naszego zakorzenienia w Bogu. W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jako Jego obraz i podobieństwo. Gdy dobiegnie kres naszej ziemskiej drogi, wypełniwszy uprzednio przeznaczoną nam misję, wrócimy do Boga.

Drogę powrotną przetarł nam Chrystus, który przez swoją mękę odkupił nasze grzechy i wybawił nas od związanej z nimi wiecznej śmierci. Śmierć od tamtego momentu nie oznacza już dla człowieka końca – jest powrotem do Stwórcy i początkiem nowego życia u Jego boku. W przejściu do pełni życia paradoksalnie istotną rolę odgrywa ludzkie ciało. Niemiecki jezuita Karl Rahner podkreśla, iż jest ono punktem węzłowym zbawienia. Ciało – tłumaczy Rahner – to (…) nie tylko oś ruchu prowadzącego w znikomość i śmierć, lecz również oś i zawiasa ruchu, który poprzez tę znikomość i marność prochu przechodzi w życie, w wieczność, w Boga.

Nadzieja w Bogu

Mimo tak obiecującej perspektywy człowiek odczuwa lęk przed śmiercią. Szczególnym niepokojem napawa go myśl o cierpieniu z nią związanym, trwającym przecież czasem wiele lat. Jak wobec tej rzeczywistości zachować ufność i wiarę? Ciekawe doświadczenie w tej materii posiadają lekarze, wolontariusze i księża pracujący ze śmiertelnie chorymi dziećmi. Okazuje się, że mali pacjenci potrafią przewidzieć zbliżający się kres doczesnej wędrówki. W odpowiedniej chwili żegnają się ze swoimi rodzicami i opiekunami. Odchodzą z nadzieją i pogodą ducha, przeczuwając, że zmierzają ku Stwórcy.

Niezwykły obraz przygotowań do śmierci przedstawia Eric-Emmanuel Schmitt w książce Oskar i Pani Róża. Dziesięcioletni Oskar cierpiący na nieuleczalną chorobę, przebywa na oddziale dziecięcym szpitala. Przypadkiem słyszy rozmowę rodziców z zajmującym się nim lekarzem. Doktor powiadamia bliskich chłopca, że w jego przypadku medycyna jest już bezsilna. Rodzice nie mają jednak odwagi porozmawiać o tym z synem. Przerażeni i zrozpaczeni odjeżdżają do domu. Oskar obserwujący ich z ukrycia uznaje to za przejaw tchórzostwa.

Osobą, która oswaja go ze śmiercią i subtelnie przeprowadza na “drugą stronę”, jest ciocia Róża – życzliwa wolontariuszka, starsza pani odwiedzająca chore dzieci. Róża zachęca Oskara do pisania listów do Boga, w których będzie opisywał swoje przeżycia i trudności. Uświadamia chłopcu, że nawet Bóg nie uniknął cierpienia. Według pani Róży myśl o śmierci wcale nie musi wywoływać bólu i paraliżującego strachu.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama