Czy we Francji nastała era Sarkozy’ego?

Ogólną sympatię budzi jego pochodzenie – Sarkozy jest synem emigranta z Węgier. Mieszkający we Francji Polacy przypuszczają, że geograficzna bliskość ojczyzny jego przodków i Polski sprawi, iż będzie miał więcej wyczucia dla polskich problemów. Znak, 7-8/2007




Francja wyraźnie nie lubi centrum pośredniczącego między krańcami i rozpoznaje się bardziej w konfrontacji przeciwieństw. Podobnie jest z ruchem związkowym, który woli strajki od negocjacji. Czyżby tradycja rewolucji francuskiej?...

Zwycięstwo przedstawiciela klasycznej prawicy, Nicolasa Sarkozy’ego, nie wydawało się więc trudne. Z dużą zręcznością posłużył się podczas kampanii szeregiem chwytów, które – jak się okazało – skutecznie sparaliżowały konkurentów. Wspomniałam już, że odebrał sporo klienteli Frontowi Narodowemu, obezwładnił centrum Bayrou, zakasował Ségolčne Royal propozycjami bardziej sensownymi, ukazując dziwaczność jej pomysłów i gołosłowny humanitaryzm. To prawda, że Sarkozy miał w dużej części po swojej stronie media. Tak się bowiem składa, iż właściciele ważniejszych gazet (wielcy przedsiębiorcy, finansiści) wyraźnie mu sprzyjają i posunęli się do wywierania nacisku na zespoły redakcyjne…

Jednak pełny obraz sytuacji uzyskamy dopiero po czerwcowych wyborach do parlamentu. Stawka jest duża: albo nowy rząd utworzony przez świeżo upieczonego prezydenta zdobędzie większość, albo nie, a wtedy przeprowadzenie reform stanie się niemożliwe. Pojawi się widmo kohabitacji – prezydent i rząd będą z przeciwstawnych obozów. Z kohabitacją mieliśmy do czynienia w ostatnich dziesięcioleciach (za prezydentury Mitterranda i Chiraka) i, co ciekawe, Francuzi jakby się rozsmakowali w tej akrobatycznej i blokującej zmiany konfiguracji. To jeszcze jeden dowód na osławiony już konserwatyzm francuskiego społeczeństwa. Wie ono, że jest niedobrze i że będzie jeszcze gorzej. Ale w decydujących chwilach wyrywa mu się krzyk: nie ruszać niczego, nie zmieniać! Lepiej wyjść na ulice i protestować…

Sondaże raczej przekonują nas o tym, że prezydent będzie miał w parlamencie od czerwca swoją większość. Rozpościera się teraz przed nim ogromny plac budowy: w wielu miejscach zapuszczony, pełen chaotycznych konstrukcji… Lista zadań jest ogromna: obok rzeczy najbardziej naglących – systemu emerytalnego i świadczeń społecznych – podatki, równowaga bilansu płatniczego państwa, pomoc średnim i małym przedsiębiorstwom, szkolnictwo, nakłady na poszukiwania naukowe, imigracja. I przede wszystkim to podstawowe przekleństwo współczesnego rynku pracy: bezrobocie. Prawdziwa broń w zmaganiach między partiami. Zlikwidowanie go to nadzieja około dwu i pół miliona (licząc tylko zarejestrowanych) obywateli. Przedmiot bezustannego przetargu i próżnej pogoni.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama