Droga

Gdybyś znalazł się w Foncebadon, nigdy nie pomyślałbyś, że ktoś może mieszkać w takiej chatce. Stara, zaniedbana, z małymi, brudnymi oknami, żółtymi foliami zamiast firan, wystającą z dachu rurą robiącą za komin, ze zwisającymi drzwiami, mnóstwem rupieci przed domem. Znak, 1/2010



El Acebo

Wioska El Acebo jest oddalona od Foncebadon zaledwie o trzynaście kilometrów i równie mocno przyciąga swoją innością. W internetowym, bodajże jedynym polskim przewodniku po Camino de Santiago o El Acebo napisano: „Wioska jest przykładem świata, który dziś już prawie zanikł. Domy są bardzo stare, ciągle zamieszkane, z charakterystycznymi balkonami zwisającymi nad drogą. Na środku drogi rynsztok, a krowy błądzą po okolicy…”. Co prawda krów nie spotkałam, ale całą resztę tak. Spokojne życie płynie. Popołudniami jakby go więcej, bo starsi wychodzą na ulicę, głośno rozmawiają, jednocześnie mocno gestykulując. Młodych jak na lekarstwo.

Hervé

El Acebo, podobnie jak w Foncebadon, tętni życiem dzięki pielgrzymom. Jest kilka schronisk prywatnych, jedno parafialne z kolacją i śniadaniem gratis. To właśnie tam poznaję Hervé.

Jest łagodny. W każdym calu. Kied śpiewa Pater noster po baskijsku, kościół wypełnia się błogością. Kiedy śpiewa Ubi Caritas…, jeden dźwięk delikatnie przemienia się w drugi. Kiedy rozmawia z pielgrzymami, jego spokojny głos niweluje wszelkie bóle i cierpienie. Przez kilka dni Hervé jest jak dziadek – dobry, spokojny, cierpliwy i nade wszystko łagodny. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś był ostrym i wymagającym szefem wielkiej firmy, zatrudniał siedemset osób, myślał wyłączni o zarabianiu pieniędzy i wściekał się, kiedy praca nie szła zgodnie z planem.

Dokładnie osiem lat temu Hervé skończył pięćdziesiąt lat. I wtedy wszystko się zmieniło. Bo czy ma sens życie wyłącznie dla pracy, harowanie od rana do nocy, byleby mieć więcej i więcej? Według Hervé nie. Długo rozmawiał z żoną o swoich wątpliwościach, jakoś udało się dojść do porozumienia. Część firmy sprzedał, resztę przekazał w zarządzanie. Ludzie mówili, że oszalał, że jakieś złe moce go opętały, żeby nie robił głupstw. Ale, jak twierdzi Hervé, to właśnie tamto życie było czystą głupotą. Już od sześciu lat (w 2002 roku przeszedł camino) Hervé na dwa tygodnie przemienia się w hospitalero i opiekuje się pielgrzymami. W tym roku przydzielono go do El Acebo. Nie ma czasu na chodzenie po górach, bo cały dzień zapełnia mu sumienna praca. Rok temu w ciągu czternastu dni schudł trzy kilogramy. Wyznaje zasadę, że jak pracować, to porządnie. Coś z dawnego Hervé pozostało.

Jego dzień wygląda tak – pobudka szósta czterdzieści pięć, śniadanie dla pielgrzymów siódma–ósma, chwila przerwy na kawę i chleb z marmoladą – typowe śniadanie hiszpańskie i francuskie. A później praca – pranie prześcieradeł, porządkowanie łóżek w sypialni dla pielgrzymów, zamiatanie (co nie jest łatwe, bo kurz po prostu uwielbia tam latać), wycieranie podłóg. Podobnie w jadalni i kuchni. I jeszcze łazienki – jedna damska, jedna męska, w sumie dwie ubikacje, cztery prysznice, sześć umywalek.

Około trzynastej piętnaście bierze prysznic, je co popadnie i o czternastej wita pierwszych pielgrzymów, częstuje ich żelkami, tłumaczy, co i jak po hiszpańsku, angielsku i francusku, a kiedy pielgrzymi są już rozlokowani, zaczyna gotować obiadokolację. Stara się. Dziś nauczył mnie przyrządzać ziemniaki riojola. Najpierw kroi się cebulę i paprykę w paski i smaży na oleju. Potem obiera się ziemniaki, ale nie kroi, tylko rozłupuje, tak żeby zrobiły „klik”. To „klik” jest bardzo ważne. Jeżeli jego zabraknie, z ziemniaków zrobi się purée. Wrzuca się wszystko do garnka, dodaje wodę i gotuje. Wygląda to jak zupa. Łatwe do przyrządzenia i smaczne.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama