Maria z Nazaretu

Wszystkim młodym kobietom, które przygarnia pod swój dach, Maria Bienkiewicz z Fundacji „Nazaret” powtarza jedno: „Nie zabijaj, niech twoje dziecko zobaczy słońce”. Magazyn Familia, 10/2008



Kiedy powiedziała tak po raz pierwszy, musiała jeszcze stoczyć walkę z matką dziewczyny. „Sama usunęłam trzynaście ciąż, to i jej nie zaszkodzi!” – wrzeszczała kobieta. „Proszę wyjść!” – odpowiedziała ostro Maria, wtedy Magdalena. Może to była złość. A może tylko rozpacz, ale podziałało.

Kiedy liście opadły z drzew, mały człowiek otworzył oczy i mógł zobaczyć niebo. A gdy przyszła wiosna, wróciła na strych jego babcia. „Przepraszam – powiedziała – za te trzynaście ciąż”.

Magdalena była już konspiratorką. Najpierw tylko znajomi, potem i nieznajomi ginekolodzy wpisywali w kalendarzu obok daty umówionej aborcji numer jej telefonu. Przychodziła porozmawiać z matkami. Nielegalnie. Bo za komuny lekarz, który odmawiał aborcji, narażał się na utratę pracy.

Wtedy, w latach osiemdziesiątych, Polskę obiegły zdjęcia dzieci zabitych w czasie aborcji.

„Nauczyłam się robić zdjęcia, przemyciłam aparat i zrobiłam je. Chciałam, żeby ludzie doświadczyli choć w części tego wstrząsu, jakim jest spotkanie z zabitym, nienarodzonym człowiekiem. Przecież zabieg przebiega w taki sposób, że matka nie ma pojęcia o tym, jak wygląda jej dziecko. Nie mogłam uratować wszystkich. Nie mogłam wszystkich zabrać do siebie. Nie mogłam wszystkim tym dziewczynom sama kupić ubrań, załatwić przydziałów kartkowych, kupić jedzenia, pieluch, mleka… Potrzebowałam cudów”.

I cuda się wydarzyły. Takie comiesięczne, kiedy pod dom Marii przyjeżdżał TIR darów dla podopiecznych. Kierowcy zrzucali skrzynki na podwórzu, a ona niosła wszystko na strych. I upychała. I mieściło się. Jeszcze dla niej zostało miejsce.

„Kiedyś musiałam jechać pod Warszawę, do którejś z tych dziewczyn ze wsi, bo miała «termin zabiegu» następnego dnia. Brałam adres od przyjaciół lekarzy i jechałam. Gadałyśmy do drugiej nad ranem, czasem jeszcze dłużej. Wychodziłam w obcej wsi w grudniową noc. A tu koło mnie staje autobus. „Dokąd pan jedzie?” – pytałam. A on: „Do zajezdni. Na Chełmską”. I tak raz za razem…

Różaniec z kropelek

Była kiedyś dziewczynka, siedmiomiesięczna. Nie miała zobaczyć słońca.

„To trudna ciąża – lekarz mówił powoli. – Wszystko wskazuje na to, że dziecko będzie upośledzone. Proszę rozważyć, czy nie lepiej to przerwać”.

Matka płakała. Tydzień. Może dłużej. Upośledzone dziecko wydało się rodzicom próbą ponad siły.

„Zgoda” – odparła matka z oczami czerwonymi od łez i ściśniętym sercem. „Ustalmy termin” – lekarz sięgnął po notatnik.

Dwa dni później matka spotkała Marię.

„To chyba najtrudniejsze rozmowy… Z matkami, które boją się urodzić upośledzone dziecko. Przytuliłam ją. Nie mówiłam, że będzie zdrowe, nie obiecywałam. Mówiłam prawdę: «Nawet jeśli urodzi się chore, to znaczy, że Bóg tak chciał, że chciał nas doświadczyć… Gdybyśmy wszyscy mieli być tylko zdrowi, to przecież szpitale nie byłyby potrzebne, chorych można byłoby usunąć… Większość upośledzonych dzieci umiera przy porodzie lub chwilę potem. Pozwól mu się urodzić. I jeśli ma umrzeć, niech umrze godnie, jak człowiek. Nie każ mu być męczennikiem. Ma tylko 7 miesięcy»”.

A potem już tylko płakały…

„Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię; nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię” – Maria modliła się słowami proroka Jeremiasza.

Dziewczynka urodziła się zdrowa. Kilka lat temu zagrała solowy koncert w Filharmonii Narodowej. Chrzestna córka Marii z Nazaretu.

„Całe pokolenia położników uczono, że powikłania ciąży to problem medyczny. A problemy należy usuwać. Jak migdałki – Maria rozkłada ręce. – To tkwi głęboko. Kiedy w komisji sejmowej mówię «zabijanie nienarodzonych», lewicowe feministki wnioskują do przewodniczącej komisji, żeby zwróciły uwagę pani Bienkiewicz, iż nie godzi się używać takiego słownictwa w odniesieniu do «zabiegu ratującego życie»”.

A Maria wciąż nie wierzy, że medycyna nie potrafi dać sobie rady bez zabijania.

Nie wiedziały, że jest wierząca. A ona w kieszeni obracała różaniec, który dostała od kardynała Wyszyńskiego, poświęcony przez papieża Pawła VI. Był z czerwonych paciorków.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama