Jak nie zostać kozłem ofiarnym

Miałem kiedyś w samochodzie dość osobliwą, drewnianą figurkę. Była to postać złożona z dwóch innych, w połowie z diabła, a w połowie z anioła, jedna wpasowana w drugą. To tak jak z nami - każdy człowiek ma swoją jasną i ciemną stronę. List, 1/2008



Wspólny wróg


Paradoksalnie kozioł ofiarny jest spoiwem, które scala grupę, tworzy poczucie więzi i bliskości. Pozwala jej wypracować strukturę i hierarchię, bez której nie mogłaby działać, a wreszcie - ułatwia wyznaczenie celów i sposobów ich osiągnięcia. Są grupy, które budują swoją tożsamość wokół pewnej pozytywnej idei, ale są też takie, które kształtują ją w opozycji do innych grup. Jest takie powiedzenie, że nic tak nie łączy ludzi jak wspólny wróg. Jeżeli na spotkaniu towarzyskim wśród zebranych gości znajdzie się ktoś, na kogo można ponarzekać, np. nielubiany szef czy polityk, zaraz tworzy się nieformalna grupa gotowa do wymiany krytycznych uwag. Gdy tylko ta osoba opuści spotkanie lub temat się wyczerpie, stopniowo wszyscy się rozchodzą.

Jest bardzo wiele grup, dla których jedyną racją istnienia jest nienawiść do kogoś lub czegoś. Nie
mają własnej tożsamości, jakieś pozytywnej treści, która spajałaby je od wewnątrz. Zdarza się, że rodzina jednoczy się przeciwko ojcu alkoholikowi. Kiedy on umiera, okazuje się, że jej członkowie już tak dobrze się nie dogadują, co więcej, wybuchają między nimi kłótnie i dochodzi do nieporozumień. Wspólny problem maskował brak więzi i głębszych uczuć. W niektórych rodzinach takim tematem zastępczym bywa dziecko zachowujące się agresywnie lub jego choroba. Pamiętam rodziców, którzy przychodzili z podobnym problemem. Szukali pomocy, gotowi byli poddać dziecko leczeniu, ale po jakimś czasie okazywało się, że nie robili nic, żeby mu pomóc. Kończyło się na deklaracjach. Problem dziecka pozwalał im zapomnieć o kryzysie, jaki przechodziło ich małżeństwo. To częsty sposób omijania trapiących nas trudności: spychamy odpowiedzialność na osoby trzecie, teściową lub sąsiada, robimy wszystko, żeby nie konfrontować się z samym sobą.


Ludzie, lwy, hieny i śledzie


Jednym z warunków sprawnego funkcjonowania grupy jest hierarchiczna struktura. Hierarchia jest potrzebna po to, żeby było jasne, kto rządzi, kogo słuchać, kto podejmuje decyzje, a kto ma się im podporządkować. Wśród zwierząt żyjących w stadach prawie zawsze jest przewodnik, który odgrywa dominującą rolę. Chociaż są pewne wyjątki. Przykładowo śledzie tworzą stada bez hierarchicznego podziału ról. Naukowcy przeprowadzili pewien eksperyment: odłowili z ławicy śledzia, któremu usunęli fragment mózgu, tak że zupełnie tracił orientację w przestrzeni - pływał bez żadnego celu raz w jedną, raz w drugą stronę. Kiedy połączono go ze stadem, wszystkie śledzie zaczęły naśladować jego bezsensowne ruchy (prawdopodobnie potraktowały je jako sygnał zagrożenia). Brak hierarchii oznacza chaos i bałagan. Zwierzęta wypracowują ją w walce: najsilniejszy i najsprawniejszy będzie rządził, słaby, nieporadny takiej szansy mieć nie będzie. Człowiek wbrew pozorom stracił niewiele z tych pierwotnych instynktów, może je tylko bardziej zsocjalizował. Współzawodnictwo i rywalizacja są ucywilizowanymi formami agresywnych zachowań zwierząt. Lwy lub hieny gryzą się po uszach czy ogonach, a ludzie pną się po szczeblach kariery, zdobywają tytuły naukowe, podnoszą swój status majątkowy. Motywuje ich lęk przed tym, żeby nie być na dole, nie spaść do roli kozła ofiarnego. Takie ryzyko zawsze istnieje.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama