Tak blisko i tak daleko

Kto ma reprezentować najwyższą władzę w Kościele? – to pytanie od tysiąca lat dzieli prawosławnych i katolików wierzących w Chrystusa, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć... Idziemy, 20 stycznia 2008




„Najbardziej nas rani pamięć krucjaty z roku 1204, gdy krzyżowcy zdobyli Konstantynopol, pozbawili cesarza władzy i utworzyli państwo, w którym powołali biskupstwa łacińskie. Dla nas Konstantynopol to nie jest jedno z wielu miast. To serce prawosławia.” – mówił niedawno na łamach „Rzeczpospolitej” biskup Athanasios, szef biura greckiego Kościoła prawosławnego przy UE w Brukseli i członek Międzynarodowej Mieszanej Komisji Teologicznej ds. Dialogu między Kościołami Rzymskokatolickim i Prawosławnym. Krzyżowcy złupili najwspanialszą wówczas świątynię chrześcijańską, jaką był zbudowany w 537 r. kościół Mądrości Bożej Hagia Sophia. W żywej pamięci greków wciąż jest także zdobycie Konstantynopola w 1453 r. przez Turków. Zachód mimo wielkich oczekiwań nie przyszedł z pomocą.


Razem w różnorodności


Przez ponad dziewięć stuleci wzajemne stosunki były zamrożone. Temperaturę obniżyło w XVI wieku utworzenie Kościołów unickich, co prawosławni często określają jako „nową metodę nawracania na wiarę papieską”. Uniatyzm stał się zresztą w latach 90. XX wieku powodem poważnego kryzysu w dialogu ekumenicznym, rozpoczętym udziałem obserwatorów prawosławnych w soborze watykańskim II oraz słynnym spotkaniem w 1964 r. w Jerozolimie Pawła VI i Atenagorasa I. Sprawę zakończyła strona katolicka, która wyrzekła się prozelityzmu oraz uznała (w „Deklaracji z Balamand” w 1993r.), że uniatyzm nie stanowi drogi do jedności.

Jak piszą młodzi prawosławni studenci Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie, „deklaracja stanowiła ogromne ustępstwo obu stron dialogu katolicko-prawosławnego. Ze strony katolickiej ustępstwem było wyrzeczenie się popierania ruchu unickiego (uniatyzmu). Ze strony prawosławnej ustępstwem było zaakceptowanie istnienia Wschodnich Kościołów katolickich. Wreszcie ustępstwem obu stron było wzajemne odstąpienie od wyznaniowego ekskluzywizmu – uznanie, że i Kościół katolicki, i prawosławny są nosicielami zbawienia (w obydwu Kościołach ważnie sprawowana jest Eucharystia, gdyż obydwa zachowały sukcesję apostolską – przyp. aw), zaś osiągnięcie jedności nie będzie polegać ani na wchłonięciu, ani na połączeniu, lecz na «spotkaniu w prawdzie i miłości»”.

Zanim to nastąpi trzeba odbyć szereg czasem niezwykle trudnych rozmów. Prowadzi je z ramienia obydwu wyznań Międzynarodowa Mieszana Komisja Teologiczna ds. Dialogu między Kościołami Rzymskokatolickim i Prawosławnym. Problem w tym, że nie wszyscy reprezentanci strony prawosławnej podpisują się pod wypracowanymi dokumentami. Wynika to przede wszystkim z napięć międzyprawosławnych. Nie rozstrzygnęli oni między sobą wielu spraw, co wcale nie dziwi biorąc pod uwagę, że jako całość prawosławni nie spotkali się ani razu od ósmego wieku! Na szczęście zupełnie niedawno zdołali wspólnie uchwalić, że brak podpisu którejś ze stron nie wstrzymuje dialogu z katolikami. Takie sprawy ujawniają też charakter trudności, na jakie napotyka dialog ekumeniczny. Na przykład rola patriarchy ekumenicznego z Konstantynopola jest inna niż rola katolickiego papieża. Nie ma on władzy rozstrzygania konfliktów. Wśród prawosławnych nie obowiązuje zasada podobna do katolickiej „Roma locuta, causa finita”. Jak podkreśla abp Jeremiasz „konflikty mogą niepokoić, denerwować, rodzić wiele pytań, ale można też na nie spojrzeć jak na wydarzenia radosne, bo pokazują, że Kościół prawosławny żyje pełnią życia”.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama