Nie lubię braw

Kiedyś w klasztorze w Pniewach widziałem siostrę, jak odchodziła z tego świata i już przed tym ostatnim progiem do wieczności była pogrążona w niebiańskim stanie. Chciałbym być tak blisko tej ostatecznej Tajemnicy, ale jeszcze jej nie dosięgam, jeszcze się jej lękam. Idziemy, 23 marca 2008



Podobno poeta dał Panu swoją książkę z dedykacją „bez nadziei na przeczytanie”?

Świadomie to zrobił, bo wiedział, że ja prawie w ogóle nie czytam, tylko patrzę. Nie mam też potrzeby pisania scenariusza. Do tych wszystkich przedstawień z 40 lat nie ma kartki papieru. Nic zanotowanego. Wszystkie obrazy noszę w sobie, jak na taśmie filmowej. Oczywiście były z tego powodu kłopoty, bo przecież za PRL-u władza musiała wiedzieć, co dzieje się w głowach twórców. Więc na potrzeby cenzury studenci-aktorzy coś tam pisali i wysyłaliśmy „scenariusz” na ul. Mysią do Warszawy.

A jak powstają rozwiązania techniczne dla ruchomych obrazów dziejących się na scenie?

Mamy zaprzyjaźnionych inżynierów w Świdniku, którzy pomagają w stworzeniu tej całej maszynerii. Kiedyś na przykład miałem pomysł, żeby kilkunastu aktorów płynęło w powietrzu i żeby jeszcze płaszczyzna, którą tworzą, rozchodziła się na boki. Więc oni obliczali środki ciężkości, żeby aktorzy nie pospadali. W pierwszych spektaklach sami dochodziliśmy do różnych rozwiązań, ale to nieraz kończyło się tragicznie.

Pamiętam rok 1971 i spektakl „Narodzenie”. Po próbie, kiedy już wszyscy poszli do domu i zostałem sam, postanowiłem spróbować jakoś doświetlić witraże, ważny element scenografii. Nalałem w tym celu do kilku miednic benzyny, ustawiłem je za witrażami i podpaliłem. Pobiegłem na koniec sali, żeby zobaczyć efekt.

No cóż... Wkrótce razem ze mną zobaczyło to kilka jednostek straży pożarnej. To było w auli KUL, na szczęście był wtedy życzliwy rektor, ojciec Krąpiec. I mnie nie wyrzucił. Ale do rana byłem przesłuchiwany przez Milicję Obywatelską, bo podejrzewano, że to jakaś prowokacja miała być. Niestety, spalił się też piękny dywan, rozkładany na inaugurację.

Do tej pory przygotowujecie spektakle w auli KUL?

Tak. Nasz teatr nie ma własnych pomieszczeń. Od 40 lat próby mamy i spektakle robimy w auli uniwersyteckiej. Przed i po musimy złożyć 30 rzędów krzeseł i ustawić tablice, żeby rano mogły odbywać się zajęcia. Tylko spektakl „Bruzda” wystawiamy w kościele.

Domeną Sceny Plastycznej KUL jest ciemność. W niej realizują się Pańskie wizje. Dlaczego?

Po spektaklu „Wilgoć” zawierzyłem nocy. Ale dla mnie nie jest ona nocą złoczyńców. To czas i miejsce, gdzie możemy jak najgłębiej zajrzeć w siebie. Nocą można wybierać te obrazy, które chce się zobaczyć, a nie te na siłę nam wciskane za dnia. Bardzo bliskie jest mi to, co dzieje się w dramacie światła u Rembrandta, De Latoura, Caravaggia. Moje spektakle porównuję do czarnego blejtramu, na którym, jak pędzlem, czyli białym światłem, tworzę przed widzem pewne wydarzenia. To mi pozwala uwodzić widza i prowadzić go. Czuje się malarzem w tym, co robię.




«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama