Nie lubię braw

Kiedyś w klasztorze w Pniewach widziałem siostrę, jak odchodziła z tego świata i już przed tym ostatnim progiem do wieczności była pogrążona w niebiańskim stanie. Chciałbym być tak blisko tej ostatecznej Tajemnicy, ale jeszcze jej nie dosięgam, jeszcze się jej lękam. Idziemy, 23 marca 2008



Inną fascynacją Pana jest czas.

Chcę tworzyć poza nim. Chciałbym, żeby moje spektakle nie dawały widzowi poczucia miejsca i czasu, w których dzieją się pokazywane sceny. Chcę mówić o tym, co w człowieku było zawsze. Wiele rzeczy, które są w nas do końca życia, ma swój początek w dzieciństwie, kiedy wiele przeżywaliśmy, a niewiele rozumieliśmy. Wtedy to zrodziły się nasze kompleksy, kłopoty, które dziś już – w świecie dorosłych – potrafimy ukryć. Dlatego chciałem odkryć taką formę porozumienia z widzem, która byłaby przedwerbalna.

Fascynuje mnie także czas na granicy przejścia: z tego świata do wieczności. Chcę być bliżej tych, co zbliżają się do tego momentu. Starość jest jakimś głębokim fenomenem istnienia. Chcemy gdzieś zgubić tę porę życia, która według mnie jest porą najciekawszą, najdojrzalszą, najważniejszą. Żal mi, że chcemy zgubić to, co najważniejsze.

Pański teatr niektórzy określają jako niszowy. Czy nie ma Pan jednak wrażenia, że jest przez krytyków niedoceniany? Myślę zwłaszcza o Polsce, bo zagranicą jest Pan chyba bardziej znany i szanowany.

Żadnych procesów się nie przyśpieszy. Jeżeli coś ma sens, to zawsze się obroni, nawet jeśli nie będzie reklamy i nie będzie kamer. Dojrzałem do tego, żeby nie zabiegać o nie. Był czas, kiedy zazdrościłem, że inni je mają. Ale to już przeszło, nie będzie już takiej potrzeby we mnie. Dzieje się przecież tyle dobrego w anonimowym spotkaniu z drugą osobą. I wcale kamery nie muszą być przy tym obecne. Ważniejsza jest moja rozmowa z widzem, niż to, że jestem na jakimś panteonie. Bez ludzi, którzy przychodzą na przedstawienia, nie byłoby mojego teatru. Widz tworzy ze mną dramaturgię spotkania. Poprzez wzajemną konfrontację doświadczeń, przeczuć chcę w nim wywołać drżenie duszy. Co może być piękniejszego? Zupełna cisza po przedstawieniu jest największą radością. Nie lubię braw. Cisza przypomina mi wyjście ze świątyni.



***

Leszek Mądzik (1945) – założyciel (w 1969 r.) Sceny Plastycznej KUL, twórca jej siedemnastu spektakli, a także autor wielu scenografii w teatrach Polski, Francji, Niemiec, Portugalii; twórca plakatów teatralnych; fotografik; profesor warszawskiej PWST, uczestnik kilkudziesięciu festiwali i laureat wielu z nich. Urodzony w Bartoszowinach na Kielecczyźnie, uczył się w Liceum Plastycznym w Kielcach, czterokrotnie bez powodzenia zdawał na ASP: w Warszawie (gdzie w 2006 r. otrzymał doktorat honoris causa!), Krakowie, Poznaniu); studiował na Wydziału Historii Sztuki KUL. Zanim założył Scenę Plastyczną, współpracował z Teatrem Akademickim KUL jako scenograf. Cykl autorskich przedstawień rozpoczął w 1970 r. premierą według własnego scenariusza i z własną scenografią spektaklem „Ecce Homo” (reż. J. Lodek). Zrezygnował z warstwy słownej, aktora uczynił elementem obrazu, który wspomagany światłem i oszczędnie dozowanymi efektami dźwiękowymi staje się wizją plastyczną, wyrażającą filozoficzne przesłanie do widza o przemijaniu i śmierci. Na podstawie Encyklopedii Teatru Polskiego PWN.
«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama