Jestem nieciekawym katolikiem

Nie jest prawdą, że ktoś, kto pracuje w mediach, nie może myśleć inaczej niż w duchu liberalnym - mówi Krzysztof Skórzyński, reporter TVN, mąż, ojciec Antka. Przewodnik Katolicki, 15 marca 2010



Dziennikarz, tak w mediach prywatnych, jak i publicznych, staje jednak zawsze wobec konieczności wykonywania zleceń, które przychodzą od pracodawcy. Czy można odmówić, gdy temat jest Panu obcy, gdy dotyka życia Kościoła, a Pan się zupełnie nie zgadza z postawioną tezą?

- Tak. Pracuję w takim miejscu, gdzie każdy z nas może powiedzieć: wolałbym tego tematu nie robić, bo jest mi obcy, bo go nie czuję lub dlatego, że uważam zupełnie inaczej. Człowiek pracujący w mediach ma przecież także – podobnie jak ludzie pracujący w wielu innych zawodach - swoje dylematy moralne, którym musi jakoś sprostać. Media na całym świecie, z natury, są zawsze bardziej liberalne niż konserwatywne, ale nie znaczy to, iż ktoś o poglądach konserwatywnych czy umiarkowanych nie znajdzie tu dla siebie miejsca. Odkąd pracuję w zawodzie, nie pamiętam takiej sytuacji, by ktoś próbował złamać mój sposób myślenia, moje sumienie czy, idąc jeszcze dalej, wiarę. Takich sytuacji nigdy nie było.

Dziennikarz, który otwarcie przyznaje się do swojej wiary, nie zawsze jest dobrze odbierany przez widzów. Kiedy w Wigilię Bożego Narodzenia Krzysztof Ziemiec wrócił do „Wiadomości” i w życzeniach powiedział o Nowonarodzonym Jezusie, odezwały się głosy radości z jego powrotu do zdrowia po ciężkim wypadku, ale także słowa krytyki…

- Krzysia znam bardzo dobrze. Wiem, co przeżywał przez półtora roku po swoim wypadku. Wiem też, jak ważna była dla niego wiara, jak ważny był Kościół i jak wielkie było wsparcie ze strony księży w tych dramatycznych momentach jego życia. Człowiek, który tak wiele przeżył, ma podwójny mandat do tego, by o wierze mówić głośno. Potrzeba wiele odwagi, by tak szczerze wypowiedzieć to, co się czuje. Gdy zadaję sobie pytanie, co ja bym zrobił w podobnej sytuacji, odpowiadam: nie wiem. Mam nadzieję, że też potrafiłbym się zdobyć na podobną odwagę.

Tej odwagi naprawdę potrzeba, czego dowodem niech będzie krytyka, która spadła na Krzyśka. Nie możemy jednak doprowadzić do takiej paranoi, jaka jest we Francji, gdzie zabrania się nosić burek kobietom muzułmańskim i gdzie Kościół katolicki musi stawać w ich obronie.

Na okładce pierwszego wielkopostnego wydania „Przewodnika Katolickiego” znalazły się słowa: „Wielki Post – czas dla wiary”. Czy z Pan punktu widzenia jest to rzeczywiście czas dla wiary?

- Tak w Wielkim Poście, jak i w Adwencie przypominam sobie trzy razy bardziej niż w ciągu roku, że jestem katolikiem. Taką mobilizacją są choćby zobowiązania, których nie ma na co dzień. Kiedyś w jednym z programów w Religia.tv skrytykowałem książkę o rekolekcjach w weekend, bo sądzą, że nie o to chodzi, by coś szybko załatwić, np. poczytać pół godziny jakieś rozważanie.

Potrzebujemy takiego czasu, jak Wielki Post, kiedy naprawdę coś trzeba z siebie dać. Musi być taki wyjątkowy czas, kiedy będziemy bardziej zdyscyplinowani. Zresztą tej duchowej dyscypliny w ogóle potrzebujemy. U mnie w domu taką osobą, która o tym przypomina, jest moja żona. Jak już mi się nic nie chce i jestem strasznie zmęczony, właśnie żona bierze sprawy w swoje ręce i mówi: klękaj, jest wieczór, musisz się jeszcze pomodlić, a potem kładziemy się spać. W Wielkim Poście jest jeszcze bardziej bezwzględna niż zwykle.

Co możemy zrobić, by dobrze – albo jak to lubię mówić: twórczo – przeżyć Wielki Post? Słyszałem kiedyś, że benedyktyni na początku Wielkiego Postu wynoszą z celi wszystko, co zgromadzili przez cały rok, a potem wnoszą z powrotem tylko to, co jest rzeczywiście niezbędne…

- Kiedyś banalne wydawało mi się stwierdzenie, że w Wielkim Poście nie chodzę na imprezy i nie piję alkoholu. Ale z drugiej strony muszę przyznać, że w dzisiejszym świecie bywa to dużym wyrzeczeniem.

Na pewno nie mogę mówić o zatrzymaniu i wyciszeniu. W mediach, tak jest każdego roku, jest to czas najgorętszy. Między Nowym Rokiem a wakacjami, np. w polityce, dzieje się zawsze najwięcej. Nie ma czasu, żeby się zatrzymać. Dlatego trzeba znaleźć czas, by się stąd po prostu wyrwać. W tym roku mamy ze znajomymi taki pomysł, by gdzieś wyjechać na rekolekcje wielkopostne. Chcemy wziąć urlop i spędzić kilka dni z dala od codziennych spraw. Musimy znaleźć czas, by z tej celi wynieść rzeczy niepotrzebne, a zostawić tylko to, co jest naprawdę istotne.

Takie 3-4 dni staram się zawsze wygospodarować, bo w pracy, którą mam, nie ma na co dzień czasu na zatrzymanie. Gdy jednak uda się z tej codzienności wyrwać, jest już tylko Rodzina i Pan Bóg.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama