Już kiedyś była prezydencja Polski w Europie

Niedziela Niedziela
30/2011

Prezydencji w Unii Europejskiej Polska nie otrzymała ani za swe zasługi, ani dla swej chwały. Ta półroczna prezydencja jest standardowa: co sześć miesięcy – zgodnie z procedurami – każde kolejne państwo obejmuje przewodnictwo w UE.

 

Trwa polska prezydencja w Unii Europejskiej, a jakoś nie widać, aby od tego miało się coś zmienić w Europie albo w samej Polsce. Wszystko jest normalnie. Wszystkie decyzje, nie tylko te strategiczne, ale nawet te mało ważne, trzeciorzędne, zapadają nie w Warszawie, ale w Brukseli, Berlinie i Paryżu. Polska nie ma żadnego istotnego wpływu na decyzje podejmowane przez najważniejsze państwa Unii Europejskiej.

Prezydencji w Unii Europejskiej Polska nie otrzymała ani za swe zasługi, ani dla swej chwały. Ta półroczna prezydencja jest standardowa: co sześć miesięcy – zgodnie z procedurami – każde kolejne państwo obejmuje przewodnictwo w UE. Dotyczy to zarówno potężnych Niemiec, nadmiernie wpływowej Francji, jak też malutkiej Estonii, a nawet Malty. Prezydencja nie oznacza dominacji – prezydencja jest zaprzeczeniem dominacji. Integrację europejską poprzez podboje, a następnie dominację w ciągu wieków prowadziło Imperium Rzymskie, a następnie Karol Wielki, Cesarstwo Niemieckie, napoleońska Francja, hitlerowskie Niemcy, a wreszcie Rosja Sowiecka. Potęga polityczna, militarna i gospodarcza oraz świetność kulturalna Rzeczypospolitej XVI wieku nie służyły podbojom ani dominacji Polski w Europie. To była właśnie pierwsza i szczególnego rodzaju prezydencja, realna prezydencja Polski.

Prezydencja nie jest tym, czym była przed wejściem w życie Traktatu Lizbońskiego w 2009 r. Na jego mocy powstały dwa nowe centralne stanowiska w Unii Europejskiej. Pierwsze – to urząd Prezydenta Rady Europejskiej – szczytu UE, złożonego z premierów, prezydentów i kanclerzy państw członkowskich – którym został Herman Van Rompuy. Drugie stanowisko to tzw. szef unijnej dyplomacji – obecnie Catherine Ashton. Premier Donald Tusk nie będzie zatem przewodniczył obradom unijnych szczytów. Podobnie to nie szef MSZ Radosław Sikorski, lecz Lady Ashton będzie przewodziła obradom Rady Unii Europejskiej ds. Zagranicznych.

Nie jesteśmy gorsi, tylko biedniejsi

W UE panuje egoizm polityczny. Wbrew oficjalnym dokumentom, głoszonym deklaracjom, uchwałom, wbrew oficjalnej polityce Komisji Europejskiej, wbrew fałszywym uśmiechom i zgniłym kompromisom – niewiele jest wśród państw UE równości i solidarności! W UE są kraje, które powinny odgrywać dużo większą rolę polityczną niż ta, na którą się im zezwala. To przede wszystkim Wielka Brytania, ale również Polska, Szwecja, Dania. Pomimo swego potencjału widać wyraźnie, jak marginalizowane są te m.in. kraje przez tych, którzy mają nieproporcjonalnie wielkie wpływy w UE. Taką właśnie niewspółmiernie dużą rolę w UE odgrywają Francja, a także Belgia, Portugalia, Hiszpania, Grecja i malutki Luksemburg. Wydaje się, że standardową, normalną rolę w stosunku do swego potencjału i znaczenia w UE odgrywają takie państwa, jak Niemcy, Włochy, Czechy, Węgry, Austria. Co więcej –

o ile operetkowe mocarstwo, jakim jest Francja, „pręży muskuły” i udaje silniejsze, niż jest realnie, to odwrotnie czynią Niemcy. RFN ma ogromny potencjał ludnościowy, gospodarczy, militarny, finansowy, naukowy i kulturalny, a jednak od lat w swej polityce jak gdyby stara się pomniejszyć swe znaczenie. Tak było do niedawna i wynikało to z kompleksów Niemców po II wojnie światowej, kiedy każdy miał dziadka w Wehrmachcie albo w formacji jeszcze dużo gorszej od Wehrmachtu. Jednak od jakiegoś czasu Niemcy systematycznie powiększają swoje wpływy w Europie, a w UE w szczególności.

Prezydencja Polski w Europie będzie trwała pół roku – do 31 grudnia 2011 r. Nawet jeżeli będzie ona miała charakter bardziej medialno-promocyjny aniżeli realnie polityczny, to i tak jest szansa, aby zmienić naszą dotychczasową pokorną politykę wewnątrz UE. Należy egoistycznie bronić polskich interesów! Dokładnie tak samo, jak robią to inni, a zwłaszcza Francuzi, Belgowie, Grecy, Hiszpanie, Portugalczycy czy Włosi. Nie jesteśmy w niczym od nich gorsi ani głupsi, ani mniej rozwinięci cywilizacyjnie. Jako społeczeństwo jesteśmy od nich pracowitsi, bardziej uczciwi i pobożni, ale biedniejsi. Polska bieda wynika nie z tego, że Polacy są leniwi! Polska bieda wynika z faktu, że byliśmy pod zaborami, okupacjami, byliśmy pozbawieni niepodległości i suwerenności przez prawie trzysta lat! Zaborcy i okupanci nie tylko pozbawili nas niepodległości, ale zarazem eksploatowali Polskę ekonomicznie, rabowali bez miłosierdzia i w sposób drastyczny. Szczególnie Rosja i Niemcy niszczyły i eksploatowały ziemie polskie w latach 1939-45, a Związek Sowiecki przez pół wieku – w latach 1944-91, tak bardzo, że do dzisiaj nie możemy się pozbierać po tych rabunkach. Pisał o tym Jan Paweł II: „My, Polacy, nie mogliśmy uczestniczyć bezpośrednio w tym procesie odbudowy Europy, który został podjęty na Zachodzie po zakończeniu II wojny światowej. Zostaliśmy z gruzami własnej stolicy. Znaleźliśmy się jako alianci zwycięskiej koalicji w sytuacji pokonanych, którym narzucono na czterdzieści kilka lat dominację ze Wschodu, w ramach bloku sowieckiego”.

W innej swej słynnej i znaczącej wypowiedzi o miejscu Polski na mapie Europy Ojciec Święty jednoznacznie przypomniał: „Byliśmy i jesteśmy w Europie. Nie musimy do niej wchodzić, ponieważ ją tworzyliśmy. Tworzyliśmy Europę z większym trudem aniżeli ci, którym się to przypisuje albo którzy sobie sami na wyłączność przypisują patent na europejskość”.

Pierwsza prezydencja Polski

Prezydencja Polski w Europie już raz była i trwała nie 6 miesięcy, ale ponad 100 lat. Był to Złoty Wiek Polski, niesłusznie przez pewnych historyków ograniczany jedynie do wkładu Rzeczypospolitej w rozwój kultury i cywilizacji europejskiej. Od końca XV wieku do roku 1620 Polska była potęgą od morza do morza i najsilniejszym państwem Europy! To nie była dominacja, ale właśnie szczególnego rodzaju realna europejska prezydencja Polski. W tym samym okresie Niemcy nie istniały w ogóle jako państwo, składały się z kilkudziesięciu bez przerwy zwalczających się małych państewek. Podobnie Włochy i Belgia. Poza Europą była barbarzyńska Rosja, gdzie panowało carskie samodzierżawie i azjatyckie okrucieństwo. Ponad 10 (!) dzisiejszych państw – 1/3 Europy (m.in. Grecja, Bułgaria, Serbia, Albania, Rumunia, Ukraina, Węgry) – albo w całości, albo częściowo było pod okrutnym, islamskim panowaniem Imperium Tureckiego. Turcy w imię islamu dążyli do zniszczenia chrześcijaństwa i utworzenia Kalifatu Europa. Agresywne plany podboju Europy mieli carowie rosyjscy, którzy głosili imperialną doktrynę: „Moskwa jest trzecim Rzymem, a czwartego nigdy już nie będzie”. Okrutni królowie, zwłaszcza Henryk VIII, krwawo rządzili Anglią. Bogactwo Hiszpanii i Portugalii opierało się na ich kolonialnych podbojach. To właśnie w Hiszpanii i Portugalii palono na stosach tysiące niewinnych i bezbronnych ludzi – najwięcej w ówczesnej Europie. Ale na stosach palono też ludzi w Niemczech, w Austrii, we Włoszech i Francji. W tych krajach palono też na stosach książki, a była to przecież epoka europejskiego humanizmu i odrodzenia!

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama