Słowo wymaga wysiłku

Don BOSCO 7-8/2012

Rozmowa z ks. biskupem ADAMEM LEPĄ – biskupem pomocniczym archidiecezji łódzkiej, autorem książek i publikacji na temat środków komunikacji społecznej

 

Czy media mają duży wpływ na nasze życie?

Nie chodzi tylko o media, ale o oddziaływanie kultury masowej w ogóle. A nie ulega wątpliwości, że kultura masowa jest konkurencją dla kultury wysokiej. Im więcej w domu kultury masowej, tym mniej kultury wysokiej.

Masowej, czyli nie stawiającej odbiorcy zbyt dużych wymagań?

Kultura masowa roznieca namiętności, a nie rozwija intelektu. Tu widziałbym najważniejsze zagrożenie. Namiętności nie są tak niebezpieczne jak afekty, w których człowiek potrafi nawet dokonać zbrodni, za to mają to do siebie, że długo trwają i można powiedzieć, że obezwładniają człowieka. Zaburzają zdolność koncentracji i selekcji, które pozwalają mu budować dojrzałą osobowość i indywidualność. Kultura masowa uderza też w indywidualność, produkuje „przeciętniaków”. Niektórzy socjologowie zwracają uwagę, że coraz mniej jest ludzi nieprzeciętnych. 

Na czym polega tajemnica jej sukcesu?

Przede wszystkim na dominacji obrazu kosztem słowa. Bill Gates powiedział, że ci, którzy rządzą obrazami, rządzą umysłami. Kiedyś wydawało mi się, że to tylko kwestia oddziaływania na wyobraźnię, ale problem dotyczy w ogóle intelektu człowieka. Rozum przestaje być narzędziem kontroli. Jest w rękach obrazu, czyli w rękach namiętności.

Ale nie da się żyć bez obrazów...

Nie chodzi o to, żeby wypędzić z domu ikonosferę. Ona musi być, wszyscy mamy albumy, zdjęcia, oglądamy filmy. Chodzi o równowagę między ikonosferą a logosferą, czyli środowiskiem słowa: mówionego, pisanego i słyszanego. To, co się w domu mówi, w jaki sposób się to mówi, dialog, domowa biblioteka, radio, to wszystko należy do logosfery. Efektem negatywnym dominacji ikonosfery jest marginalizacja słowa. Trzeba pilnować, przede wszystkim w rodzinach, żeby słowo dominowało nad obrazem.

Dlaczego jest to aż tak ważne?

Obraz się konsumuje, słowo wymaga wysiłku. Mówiąc, stwarzamy. Niedawno byłem na wizytacji w wiejskiej parafii. Biskupi podczas wizytacji zadają pytania, pytania zadaje się np. kandydatom do bierzmowania. Tak było zawsze przez 2 tysiące lat, bo Chrystus zadawał pytania i to prawie każdemu, z kim rozmawiał. Dlaczego pytał, jeśli wszystko o człowieku wiedział? Pamiętamy dialog z Piotrem: Czy miłujesz mnie? Za trzecim razem Piotr mówi: „Ty wszystko wiesz, ty wiesz, że Cię kocham”. W tych pytaniach nie było banałów, nie było pytań krotochwilnych. One wszystkie były bardzo poważne, zmuszały do dojrzałej odpowiedzi, wyrażenia własnego stanowiska, do opowiedzenia się, do podjęcia decyzji. Kiedyś podczas wykładu ks. Marek Dziewiecki zwrócił uwagę, że w duszpasterstwie zaniedbujemy aspekt intelektualny. Za łatwo ograniczamy się do przeżyć, emocji, poczucia wspólnoty kosztem dojrzałej odpowiedzi i decyzji, która rodzi się z rozmowy. Za mało stawia się na mądrość. A w przypowieściach Jezusa jest apoteoza mądrości. Kto buduje na skale? Człowiek mądry. Kto buduje na piasku, popełnia głupstwo. Pozostaje w rozbracie z intelektem i mądrością Bożą.

Ale wiemy, że słowa też można źle używać, np. kłamiąc.

Oczywiście. Słowem można uratować albo zabić, „życie ocalić lub zniszczyć”. Chodzi o to, by za pomocą słów i obrazów tworzyć dobro z pomocą łaski i według kryteriów Bożych. Dlatego potrzeba zwracać uwagę na to, co się mówi. Zwłaszcza rodzice. Nie można mówić byle czego, bo słowa stwarzają nową rzeczywistość. Pozytywną, wychowawczą albo negatywną. Pozytywną, kiedy się wzmacnia dobrym słowem, życzy dobra, także kiedy toczy się dialog. Dialog jest błogosławieństwem. Poprawnie przeprowadzony jest wzajemną wymianą, darem osoby dla osoby. Negatywną, kiedy np. przeklina się, kłamie, oczernia, mówi złe rzeczy. Także, kiedy ogranicza się język tylko do rzeczy banalnych a nie mówi się o rzeczach ważnych, nie odpowiada się mądrze na pytania i nie stawia się mądrych pytań.

Trzeba bronić słów przed obrazami?

Światli nauczyciele i wychowawcy zachęcają, by mniej oglądać a więcej czytać. Z badań, które przeprowadza co roku Biblioteka Narodowa wynika, że z czytelnictwem jest coraz gorzej. Nie czytamy, nie kupujemy książek, a 70 procent Polaków nie rozumie w pełni tekstu, który czyta. Czytałem komentarz dyrektora Biblioteki Narodowej i jego zdaniem najdramatyczniejsze jest to, że ci którzy byli pytani, czy przeczytali jakąś książkę w ciągu roku, chwalili się, że nie. Kiedyś przyznawaliby się do tego ze wstydem, dziś się tym chełpią. Przecież telewizja, ewentualnie Internet im wystarczają.

Jeżeli aż 70 procent nie czyta ze zrozumieniem, to znaczy, że Polakami łatwo manipulować. Nie mamy wystarczającej wiedzy o świecie?

Przede wszystkim krytycyzmu. Tym bardziej, że tę wiedzę, którą mają, czerpią na ogół z jednego źródła informacji, na ogół z telewizji. Dokumenty Kościoła dotyczące komunikacji społecznej mówią, że chrześcijanie powinni korzystać z wielu czy przynajmniej kilku źródeł informacji. Wtedy mogą porównywać i unikać manipulacji.

 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...