Prywatny folwark PSL

Przewodnik Katolicki 31/2012

Ujawniona w ostatnich tygodniach tzw. afera taśmowa ukazała zatrważającą skalę rozkradania państwa przez działaczy PSL. Nie łudźmy się jednak, że odwołanie ministra Marka Sawickiego czy prezesa Andrzeja Śmietanki cokolwiek zmieni. Polska nadal będzie bezkarnie grabiona przez partyjnych kolesiów i ich rodziny. Taka już u nas „polityczna kultura”.

 

Chyba nikt nie bierze na serio deklaracji premiera Tuska o konieczności zrobienia porządku w resorcie rolnictwa czy w imperium agencji rolnych i powiązanych z nimi spółek. Podobne rytualne  zapewnienia w ciągu minionych 23 lat ze strony rządzących słyszeliśmy dziesiątki razy. Nigdy nic z tego nie wynikało. Główni bohaterowie afer III RP mają się doskonale, niezbyt dokuczliwe sankcje zastrzeżone są dla „płotek”. Zdeprawowani takimi praktykami wyborcy są znieczuleni kolejnymi odpalanymi aferami. Traktują je jako naturalne „odpryski” wojenek na górze. W efekcie pozbawieni realnej społecznej kontroli partyjni bonzowie, ludzie ze służb specjalnych i cała kręcąca się wokół nich klientela żerują w najlepsze na państwowym majątku. Wszystkie partie na polskiej scenie politycznej były w mniejszym lub większym stopniu uwikłane w ten proceder, trzeba jednak przyznać, że „wierchuszka” PSL robi to w sposób wyjątkowo bezczelny.

Panie Waldku, pan się nie boi…

Mówi się, że utrącenie ministra Sawickiego i jego koterii to intryga zaplanowana i przeprowadzona przez szefa ludowców Waldemara Pawlaka, który obawiał się rosnącej konkurencji w partii ze strony Sawickiego. Były już minister chyba rzeczywiście poczuł się za mocno „w siodle”, skoro miał czelność raczyć rodaków telewizyjnymi reklamówkami ze swoim udziałem zachwalającymi programy dla rolnictwa podczas meczów Euro 2012. Według innej wersji „taśmy Serafina” zostały sprytnie użyte przez premiera Tuska, który chciał „przycisnąć”  rządowego  koalicjanta i uczynić go jeszcze bardziej spolegliwym. Kto, kogo i dlaczego wydaje się jednak mniej istotne. Pawlak to weteran polityki III RP, jedna z jej „niezatapialnych” postaci, na pewno przetrwa i to zamieszanie. Za parę tygodni sprawa nieprawidłowości w resorcie rolnictwa, Agencji Rynku Rolnego czy spółce Elewarr  ucichnie. Ludzie z nowego rozdania obejmą swoje posady i karawana pojedzie dalej. Nic nie wskazuje na to, żeby „zielone imperium”, czyli władztwo Polskiego Stronnictwa Ludowego, miało ulec uszczupleniu. 

Imperium PSL

W praktyce politycznej III RP przyjęło się, że obszar związany z rolnictwem kontrolują ludowcy. Nawet kiedy PSL było w dołku, a resortem rolnictwa kierowali przedstawiciele innych partii, wpływy ludowców w tym sektorze były bardzo mocno ugruntowane. W dużej mierze wynikało to jeszcze z dziedzictwa PRL. Matecznikiem Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego legitymizującego władze komunistów zawsze była wieś i obsługujące ją instytucje. Już wtedy był to gigantyczny majątek i prawdziwy bank posad. Tak zakonserwowany układ w okresie transformacji rozrósł się do rozmiarów prawdziwego imperium. Dziś zatrudnia ono co najmniej kilkadziesiąt tysięcy ludzi i obraca dziesiątkami miliardów złotych. Od 2007 r. wyłącznym władztwem PSL jest ministerstwo rolnictwa. Resortowi podlega kilka potężnych agencji. Agencja Rynku Rolnego (ARR) obsługuje miliardowe transfery unijne dla Polski w ramach tzw. polityki rozwoju obszarów wiejskich i zatrudnia w całej Polsce ok. 1300 osób. Agencja Nieruchomości Rolnych mająca struktury w całym kraju zarządza prawie 2 mln ha gruntów rolnych. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa obsługuje unijne dopłaty bezpośrednie dla rolników poprzez sieć 16 oddziałów wojewódzkich  i 314 biur powiatowych. Dodajmy do tego sieć ośrodków doradztwa rolniczego w całym kraju z olbrzymim majątkiem i pajęczyną spółek obsługujących sektor rolny. Związek Rolników, Organizacji i Kółek Rolniczych, Koła Gospodyń Wiejskich, wydawnictwa branżowe, to kolejne składowe tego imperium. Nie można zapomnieć o bankach spółdzielczych, których zarządy często powiązane są z PSL, setkach starostw powiatowych i urzędów gmin kontrolowanych przez działaczy ludowców. Ludzie PSL mocno usadowieni są także w całym sektorze rolno-spożywczym. Skompromitowany „aferą taśmową” szef  spółki Elewarr Andrzej Śmietanko, dzielił i rządził w zakładach zbożowych. Rozmówca Serafina, były prezes Agencji Rynku Rolnego Władysław Łukasik, napomykał podczas nagrań o zainteresowaniu pracą w Krajowej Spółce Cukrowej. Są jeszcze różnego rodzaju ośrodki doświadczalne związane z rolnictwem. Jak widać, naprawdę jest gdzie „zatrudniać działaczy”, jak trafnie ujął to jeden z liderów PSL Eugeniusz Kłopotek. – Działacze PSL mają dość specyficzną mentalność. Niestety, traktują oni te instytucje nie jako coś, co ma służyć dobru wspólnemu, ale jako prywatny folwark. Pieniądze tych instytucji i synekury służą budowaniu struktur partyjnych ludowców – diagnozuje w wywiadzie dla „Uważam Rze” Mariusz Kamiński, były szef CBA i wiceprezes PiS.

Obciążony Tusk

Sprawa „taśm Serafina” w równym stopniu jak PSL obciąża premiera Tuska. W normalnym kraju nie do pomyślenia byłoby tłumaczenie, jakie zaprezentował szef rządu w związku z raportem na temat nieprawidłowości w Agencji Rynku Rolnego i resorcie rolnictwa. Słowa Tuska o tym, że w ciągu roku na jego biurku ląduje 1800 podobnych dokumentów i żeby je przestudiować, musiałby założyć  „drugi NIK”, świadczą  nie tylko o cynizmie premiera, ale przede wszystkim potwierdzają diagnozę o raku toczącym od lat polskie życie publiczne. Ale czego można oczekiwać od człowieka i partii, która nie odwołuje się do żadnego etosu, żadnych wartości. Oderwanie polityki od  zasad prowadzi prostą drogą do rzeczywistości, której doświadczamy dziś w Polsce. Afera hazardowa? Przecież nie było żadnej afery hazardowej. Nepotyzm, korupcja? Ależ skąd, my dotrzymujemy standardów. Wczoraj Chlebowski i Drzewiecki, dziś Sawicki i Śmietanko, jutro X i Y. Można być pewnym, że bohaterów następnych afer w Polsce na pewno nie zabraknie.

Sami swoi – ciąg dalszy

W związku z „aferą taśmową” premier, występując przed kamerami, zaprezentował swój znak firmowy, czyli groźną minę zwaną też „wilczymi oczami”, zapowiadając, że przez jakiś czas osobiście będzie nadzorował pracę resortu rolnictwa. Był to policzek dla Waldemara Pawlaka i PSL, bo Tusk bezceremonialnie wtargnął na nie swoje podwórko.

Tymczasem aferą taśmową PSL zainteresowała się… Komisja Europejska. Jej rzecznik Roger Waite zasygnalizował: „przeczytaliśmy w prasie, że mogło dojść do nadużyć i nieprawidłowości przy wykorzystywaniu unijnych funduszy przez jedną z agencji ”, mając na myśli Agencję Rynku Rolnego i zapowiadając jednocześnie zwrócenie się do polskiego rządu o pilne wyjaśnienie sprawy. Bardzo groźnie zabrzmiały jednak słowa rzecznika o tym, że jeśli te informacje się potwierdzą, wtedy Komisja będzie chciała odzyskać fundusze i uzyskać zapewnienie, że nie będzie dochodziło do marnotrawstwa pieniędzy podatników. Oby więc nie okazało się, iż cała ta sprawa jest jedynie pretekstem do wymuszenia na Polsce zwrotu unijnych funduszy przekazanych rolnictwu.         

Tzw. afera taśmowa PSL została ujawniona w połowie lipca przez dziennikarzy „Pulsu Biznesu”. Opublikowali oni nagraną ukrytą kamerą kilka miesięcy wcześniej rozmowę szefa Kółek Rolniczych Władysława Serafina z byłym prezesem Agencji Rynku Rolnego Władysławem Łukasikiem. W efekcie tej publikacji prokuratura wszczęła postępowanie sprawdzające, a CBA skierowało do Prokuratury Generalnej zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Fotel ministra rolnictwa stracił Marek Sawicki. W czasie nagranej rozmowy panowie Łukasik i Serafin rozmawiają  m.in. o wykorzystywaniu państwowego majątku przez niektórych działaczy stronnictwa dla własnych korzyści. Nepotyzm, zatrudnianie osób bez kompetencji na najwyższych stanowiskach oraz omijanie przepisów, by móc wypłacać wielotysięczne wynagrodzenia – to główne zarzuty stawiane ludowcom. Nadal nie ma jednoznacznych informacji o tym, kto nagrał rozmowę i kto dostarczył ją dziennikarzom.

Za parę tygodni sprawa nieprawidłowości w resorcie rolnictwa, Agencji Rynku Rolnego czy spółce Elewarr  ucichnie. Ludzie z nowego rozdania obejmą swoje posady i karawana pojedzie dalej

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • XXX
    12.08.2012 18:31
    Już dawno jestem zdania że jedynym lekiem na choroby naszej sceny politycznej,jest zmiana ordynacji wyborczej. Obowiązująca dziś niewiele różni się od tej z okresu PRL-u. Jedynie wybory bezpośrednie z jednomandatowych okręgów wyborczych dałyby pewność że oddajemy głos na swojego kandydata, dziś takiej pewności nie mamy, w gruncie rzeczy oddajemy głos na partię, a wchodzą pierwsze osoby z listy.Wybierając bezpośrednio mielibyśmy kontrolę nad poczynaniami wybrańców, jednocześnie trzeba by stworzyć możliwość odwołania tych którzy nie spełniają swoich deklaracji, taka możliwość istnieje w wielu krajach w których demokracja jest faktem. My ciągle trwamy w epoce PRL-u czego jawnym dowodem są tego typu afery.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...