Człowieczy los Anny German

Niedziela 17/2013 Niedziela 17/2013

Z pewnością głęboko w nasze serca zapadła filmowa scena, pokazująca, jak mała Ania bawi się z tatą w chowanego. Tym razem jednak taty nie znajdzie... I już nigdy go nie znajdzie. A będzie go szukała przez całe swoje życie. Tak Waldemar Krzystek, reżyser, autor serialu telewizji rosyjskiej pt. „Anna German”, wyobraża sobie ostatnie chwile Eugeniusza Germana spędzone z ukochaną córeczką Anią

 

Anna German znalazła się u szczytu sławy. Świat stał przed nią otworem, mogła podbijać wszystkie sceny. I przyszedł dzień 27 sierpnia 1967 r., który mógł być ostatnim dniem w jej życiu. Po koncercie w Forli k. Ravenny, gdy w nocy wracała do Mediolanu, kierowca fiata, którym jechali, zasnął i uderzył w kamienną bandę przy autostradzie. Pogotowie wezwane do wypadku zabrało nieprzytomnego kierowcę, ona została. Wyrzuciło ją daleko od autostrady, a ratownicy nie wiedzieli, że w samochodzie był pasażer. Po kilku godzinach, wykrwawiona, została odnaleziona. Jej stan określono jako beznadziejny. Dopiero po kilkunastu dniach odzyskała przytomność. Przez 4 miesiące leżała bez ruchu, od stóp do głowy unieruchomiona w gipsowej skorupie. Lekarze nie dopuszczali możliwości, aby w przyszłości mogła chodzić czy śpiewać. To było niemożliwe w związku z doznanymi obrażeniami. Mama i narzeczony

Zbigniew Tucholski walczyli razem z Anną o powrót do normalnego życia. Przyszły mąż skonstruował specjalny sprzęt do rekonwalescencji i wieczorami wynosił ją na opustoszałe ulice Warszawy, aby uczyła się chodzić od początku.

Powrót do życia

Po długiej przerwie, w grudniu 1969 r., Anna German pojawiła się w „Tele-Echu” z Ireną Dziedzic. W Nowy Rok wstrząsnęła telewidzami, gdy w programie „Muzyka lekka, łatwa i przyjemna” zaśpiewała „Człowieczy los”, przejmującą piosenkę, którą skomponowała podczas choroby. W styczniu 1970 r. po raz pierwszy po przerwie wystąpiła na scenie, w Sali Kongresowej w Warszawie. Śpiewała, a ludzie stali, klaskali i płakali.

Wydawało się, że powraca do normalnego życia rodzinno-zawodowego. W 1975 r. została mamą. Urodziła syna Zbigniewa Ivarra. Osobiście w pełni zaangażowała się w jego wychowanie. Uważała, że dla dziecka trzeba zrezygnować z niektórych obowiązków i ambicji. „Siedzę już dwa lata w domu, wychowuję swojego synka i nie żałuję, bo wydaje mi się, że dla dziecka konieczny jest kontakt z rodzicami, a przede wszystkim, w pierwszym okresie, z matką” – mówiła w wywiadzie radiowym. Wiele dobrych rad dawała młodym mamom. Zwierzała się też żartobliwie, że miała wtedy jeden problem, bo synek nie lubił, jak śpiewała. Potem Anna German coraz więcej koncertowała, nagrywała płyty, traktując jednak opiekę nad dzieckiem jako swój podstawowy cel w życiu.

W 1969 r. Anna German miała uświetnić pierwszy polski Festiwal Piosenki Religijnej Sacrosong, zorganizowany w kościele św. Teresy w Łodzi. Organizatorem i twórcą festiwalu był salezjanin – ks. Jan Palusiński, duszpasterz łódzkiego Duszpasterstwa Akademickiego „Węzeł”. Jednak nie mogła wystąpić. – Była po wypadku, kuśtykała po złamaniu nogi. Przyjechała, miała śpiewać, ale nie była w stanie. Cała się trzęsła, bardzo wszystko chłonęła i przeżywała – wspominał ks. Palusiński, a jego wypowiedź odnotował kilka lat temu w „Niedzieli” Witold Dudziński (nr 20/2009).

Kolejne śmiertelne niebezpieczeństwo

Odzyskana radość nie trwała długo. W 1979 r. nastąpił nawrót zdiagnozowanej przed kilkoma laty choroby nowotworowej. To był rak kości. Wiedząc o chorobie, pojechała na swoje ostatnie tournée do Australii.

Z pewnością naszych czytelników interesuje zaangażowanie religijne Anny German. Jej mąż tak mówi na ten temat: „Mama Ani, Irma, była zawsze zapracowana, a babcia prowadziła dom i właściwie to ona wychowywała Anię. I wychowała ją na… anioła. Jako nastolatka Ania uczęszczała z babcią do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego we Wrocławiu. Później jej kontakt z Kościołem uległ rozluźnieniu. Ale pod koniec życia, gdy już była bardzo chora, postanowiła wyłączyć się ze wszystkiego i poprosiła, aby jej przyniesiono niemiecką Biblię babci. Po dwóch tygodniach czytania powiedziała, że dostała od Boga znak i chce zostać ochrzczona chrztem biblijnym przez zanurzenie”. Wtedy też został ochrzczony jej syn i zawarła małżeństwo kościelne. W czasie choroby odwiedzali ją m.in. księża katoliccy. Do końca życia przyjaźniła się z ks. Janem Twardowskim, poetą. Skomponowała wtedy muzykę do kilku psalmów, m.in. do Hymnu o miłości z 1 Listu do Koryntian św. Pawła oraz do modlitwy „Ojcze nasz”. „W domu, w gronie najbliższych i przyjaciół, ostatni raz zaśpiewała, zresztą wstrząsająco, «Ojcze nasz» – wspomina mąż. Powiedziała wtedy, że jeśli wyzdrowieje, to już nie będzie śpiewała na estradzie, ale tylko w kościele dla Pana Boga”. Zmarła 25 sierpnia 1982 r. Spoczęła na cmentarzu ewangelicko-reformowanym przy ul. Żytniej w Warszawie. Jej dzielna matka Irma German o ćwierć wieku przeżyła swoją jedyną córkę. Zmarła w 2007 r. w wieku 98 lat, a babcia, którą kochała nad życie, zmarła w 1971 r.

Rosja kocha Annę German

Ekranizowana biografia wielkiej gwiazdy piosenki Anny German odkrywa mroczne karty historii stalinowskiej Rosji. O dziwo, u naszego wschodniego sąsiada znalazły się na tę filmową opowieść wielkie pieniądze. Widzowie i w Rosji, i w Polsce dzięki masowemu przekazowi filmowemu uświadomili sobie grozę stalinowskich czystek z lat 30. XX wielu, dotykających również zwyczajnych, cicho żyjących, uczciwych ludzi. Zdaniem reżysera filmu, to właśnie wielka legenda Anny German sprawiła, że Rosjanie byli gotowi tę prawdziwą opowieść jednego życia przyjąć i rozpowszechnić.

Reżyser Waldemar Krzystek przypomina w filmie, jak sekretarz generalny Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Leonid Breżniew, wielbiciel Anny German, chciał ją ściągnąć z powrotem do ZSRR. Zaprosił gwiazdę na Kreml i proponował: obywatelstwo, mieszkanie, daczę pod Moskwą oraz samochód. Nie przyjęła jednak propozycji, mówiąc, że pozostanie Polką. Polska bowiem uratowała życie jej, mamy i babci. Polska ją przygarnęła i Polką pozostanie. Miała tylko jedno życzenie: zobaczyć grób ojca. To jednak nie było możliwe, bo grób Eugeniusza Germana nie istnieje. Na ostatnim etapie swojego życia Anna German dotarła do podziurawionej od kul ściany budynku NKWD w Taszkiencie, gdzie jej ojciec został rozstrzelany w 1938 r.

Warto wiedzieć, że przed hotelem Rossija w Moskwie jest aleja z wmurowanymi w chodnik 70 gwiazdami z nazwiskami artystów zasłużonych dla kultury rosyjskiej. Jedna z nich to gwiazda Anny German, przyznana jej jako jedynej nie-Rosjance.

Głos Anny German oraz jej mamy, babci i męża można usłyszeć na płycie z jej piosenkami, wydanej w 2012 r. przez Wydawnictwo Muzyczne Caritas Wojskowej, pt. „Wspomnienie. Autobiografia”. Za tydzień zamieścimy w „Niedzieli” wspomnienia Zbigniewa Rabińskiego, który znał osobiście Annę German i uczestniczył w jej koncertach na żywo.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| ANNA GERMAN

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama