Matka 24

Niedziela 21/2013 Niedziela 21/2013

Z Marcinem Janosem Krawczykiem – reżyserem, scenarzystą i współproducentem filmu „Matka 24h” – rozmawia Margita Kotas

 

26 maja 2013 r. rozpocznie się 53. Krakowski Festiwal Filmowy, będący jedną z najstarszych inicjatyw w Europie poświęconych filmom dokumentalnym, animowanym oraz krótkim fabułom. Podczas 8 festiwalowych dni widzowie będą mieli okazję obejrzeć ok. 250 filmów z Polski i całego świata, prezentowanych w sekcjach konkursowych oraz pokazach specjalnych. Festiwalowi towarzyszyć będą wystawy, koncerty, pokazy plenerowe oraz spotkania z twórcami, a udział w nim weźmie 600 polskich i zagranicznych gości, wśród nich wybitni reżyserzy, producenci oraz wierna krakowska publiczność. W konkursie polskim wśród filmów dokumentalnych zaprezentowany zostanie obraz „Matka 24h”.

Margita Kotas: – Pretekstem do opowiedzenia tej historii stał się obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który „wędruje” po rodzinach, od domu do domu, pozostając w każdym z nich przez 24 godziny. Skąd pomysł na taki temat dokumentu?

Marcin Janos Krawczyk: – Inspirację do każdego filmu, jaki realizuję, przynosi życie. W tym przypadku było podobnie. Pewnego dnia wraz z żoną wybrałem się do rodziców mieszkających w Tomaszowie Lubelskim i nasz pobyt zbiegł się z wizytą w ich domu obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Dotychczas znałem peregrynację jedynie z opowieści babci, a teraz trzeba było po obraz wyjść do sąsiadów i przynieść go do domu. Jako dokumentalista, zainspirowany sytuacją, odruchowo wyciągnąłem kamerę. Myślę też, że w pewnym sensie zaskoczony rzeczywistością, trochę się za tą kamerą „schowałem”. Po chwili jednak zacząłem wraz z bliskimi czuć siłę tego obrazu, poczuliśmy, że jego nawiedzenie ma głębsze znaczenie. I wtedy już wiedziałem, że jest to temat na film. Wędrówka obrazu jest pretekstem do wejścia do różnych rodzin, w różne – zwykłe, proste, banalne, a niekiedy trudne – sytuacje, ale i do pokazania mocy, jaka płynie z tego obrazu. Film jest próbą odpowiedzi na pytanie, czym jest wiara w kontekście tragedii życiowej, cierpienia i bezradności.

– Przygotowania do realizacji filmu rozpoczął Pan na Jasnej Górze.

– Zacząłem zgłębiać historię Cudownego Obrazu i jego znaczenie dla ludzi. Przyjechałem na Jasną Górę 6-7 lat temu, by stanąć przed Obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, dowiedzieć się, jak zrodził się pomysł peregrynacji i jakie były jej początki. Przypadek sprawił, że spotkałem wówczas o. Sebastiana Mateckiego. Nawiązała się między nami nić porozumienia, która z czasem przerodziła się w przyjaźń. To o. Sebastian służył mi na tym wstępnym etapie swoją pomocą. Dowiedziałem się wówczas, na czym polega peregrynacja. Później napisałem hipotetyczny scenariusz i starałem się wpleść w niego skrajnie różnych bohaterów i środowiska. Najpierw udokumentowałem wieś w moich rodzinnych rejonach, a potem szukałem też miast i różnych placówek. Kluczem było poszukiwanie ludzi, którzy potrzebują matki. Zrozumiałem bowiem, że dla Polaków Matka Boża jest prawdziwą Matką. Matka Boża jest tą Matką, na którą możemy liczyć 24 godziny na dobę. Jak każda matka, Ona jest dla nas w sposób duchowy dostępna w każdej chwili.

– Jako odbiorca Pana filmu miałam wrażenie, że jest to film o matce w bardzo szerokim znaczeniu – o naszym kulcie i zaufaniu do Matki Bożej, ale i o ziemskich matkach borykających się z różnymi problemami i troszczących się o swoje rodziny. Czy był to efekt zamierzony, by na tle Matki Bożej pokazać rolę ziemskiej matki?

– Dokładnie tak. Dla mnie bardzo duże znaczenie miało pokazanie roli matki w życiu człowieka. Jedną z bohaterek mojego filmu jest Justyna, w której historii zawiera się chyba całe jego przesłanie. Ona po śmierci swojej mamy stara się być matką dla swojego rodzeństwa, szukając oparcia w Matce Bożej. Modli się przed obrazem, który przyszedł do jej domu, a jednocześnie traktuje ten obraz i obecność Maryi jako obecność swojej matki, która odeszła. Nie da się do końca opisać w słowach, kim jest ta matka i gdzie jest, ale właśnie ta scena w swoich emocjach daje odczuć czym jest matka 24h.

– Niejeden widz oglądający film może zaczepnie zapytać, ile z tych historii było „ustawionych”...

– Nie było „ustawek”. Generalnie trafiałem tam, gdzie obraz rzeczywiś-

cie był. Wyszukiwałem bohaterów, dowiadując się, w którym domu obraz będzie i umawiałem się z nimi, pytając o zgodę na filmowanie. Jedynie w przypadku scen kręconych w więzieniu trochę pomogliśmy „losowi”. Miałem już za sobą sceny w szpitalu w Janowie Lubelskim i nie ukrywam, bardzo mi zależało, by w moim filmie znalazły się sceny nakręcone w tak specyficznym środowisku jak areszt. Peregrynacja odbywała się wówczas w Kaliszu, gdzie jest areszt śledczy, ale nie było pewności czy obraz do niego przybędzie. Poczyniłem więc ku temu starania i udało się. Po fakcie natomiast tamtejszy proboszcz dziękował mi, że dzięki mnie obraz Matki Bożej trafił także do aresztu, gdzie przynajmniej kilku osadzonych bardzo na jego przybycie czekało.

– Czy trudno było otworzyć ludzi w obecności kamery?

– Ludzie szybko zapominali, że obok jest kamera. Mnie paradoksalnie pomogła rola, jaką przez kilka lat grałem w „Plebanii”. Mimo że serial się skończył, ludzie ciągle pamiętają i kojarzą mnie z postacią serialową (ks. Antoniego Króla – przyp. red.), i obdarzają mnie w związku z tym zaufaniem. Uznawali, że skoro robię film na ten temat, to z głębszych pobudek, a nie szukam taniej sensacji. Czasem jednak miałem wrażenie, że rola, jaką grałem w serialu, trochę mi przeszkadzała. W niektórych przypadkach ludzie starali się pokazać, jak gorliwie się modlą, a na modlitwie „na pokaz” jako twórcy dokumentu mi nie zależało.

– W wielu scenach widać autentyczne przejęcie i zmieszanie wynikające zatem nie z obecności kamery, ale samej Matki Bożej. To wielka sztuka towarzyszyć z kamerą w scenach nawiedzenia, a nie zniszczyć intymności tej chwili.

– Dokument jest ogólnie materią dosyć trudną. Choć można by zaryzykować stwierdzenie, że z jednej strony jest on sztuką trudną, a z drugiej łatwą. Trzeba mieć po prostu trochę szczęścia, by uchwycić jakąś szczególną chwilę, sytuację.

– Ukończył Pan Mistrzowską Szkołę Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy. Skąd u Pana zainteresowanie szczególnie filmem dokumentalnym?

– Sprawiła to życiowa prawda. Będąc aktorem, budując każdą swoją rolę, czynię to na bazie pewnych obserwacji, podpatrywania prawdziwych, naturalnych zachowań. By dobrze zagrać, muszę zagrać jak najprawdziwiej. Właściwie nie grać, a być. Kiedy zacząłem myśleć o filmie jako reżyser, doszedłem do wniosku, że najbliżej prawdy, żeby poznać człowieka, jest dokument, czyli tak naprawdę obserwacja. Reżyseria dokumentalna nie polega na tym, żeby coś szczególnie kreować, tylko żeby cierpliwie obserwować i wyłapywać ciekawe sytuacje. Robiąc dokument, staram się dotrzeć do takich momentów, kiedy mój bohater coś przeżywa, kiedy czegoś dotyka głębiej. Staram się dotknąć w człowieku tych strun, na których rozbrzmiewa jego wrażliwość.

– Pana film miał już wprawdzie swoje prezentacje, m.in. na Jasnej Górze, ale jego prawdziwe życie rozpocznie się dopiero podczas tegorocznego Krakowskiego Festiwalu Filmowego...

– Po ukończeniu 50-minutowej wersji filmu odbył się jego spontaniczny pokaz na wałach jasnogórskich, co dla mnie osobiście było pięknym uwieńczeniem pracy i podziękowaniem… „Matka 24h” była już pokazywana w TVP, zdobyła już pierwszą nagrodę na Festiwalu Sztuki Faktu w Toruniu, zaczynają napływać zaproszenia na festiwale zagraniczne – najbliższy to festiwal w czerwcu w Hiszpanii. Oficjalna międzynarodowa premiera filmu będzie miała natomiast miejsce na KFF. Wspaniale, że zbiega się to z Dniem Matki, ponieważ w krótszej wersji filmu – festiwalowej, szczególny nacisk kładę na matki Polki.

– Festiwalowa wersja, mimo iż skrócona do 30 minut, zawiera sceny, których nie ma w pierwotnej wersji filmu...

– To prawda. Najważniejszymi dla mnie spośród dodanych scen są ujęcia Jasnogórskiej Matki zza ołtarza, gdzie sfilmowałem zdjęcie Cudownego Obrazu i przytknięcie do niego kolejnej kopii – tak jak to miało miejsce niemal 60 lat temu. Zachęcam do obejrzenia dwóch wersji mojego filmu – o ich różnicach i wymowach szerzej można przeczytać w majowym wydaniu miesięcznika „Kino”. Mam też nadzieję, że dzięki przychylności Ojców Paulinów tegoroczni pielgrzymi będą mogli zapoznać się z moimi filmami na Jasnej Górze.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama