Święty chodzi zawsze uśmiechnięty

Tryby 4/2013

„Święci są po to, ażeby zawstydzać” – powiedział bł. Jan Paweł II. Można te słowa w odniesieniu do naszego bohatera sparafrazować: „Święci są po to, ażeby uszczęśliwiać”. Okulary wskazywały na inteligencję, jednak uśmiech był jego znakiem rozpoznawczym. Mowa tu o św. Josemarii Escrivie de Balaguer, charyzmatyku, kaznodziei, założycielu Opus Dei.

Księża muszą być święci

Gdy młody Josemaria powiedział ojcu, że chce zostać księdzem, ten się rozpłakał. Był to jedyny moment, kiedy syn widział ojca płaczącego. Nie o takiej drodze marzył dla swego  dziecka, ale uszanował jego wybór. Jedynym, co zaproponował tata, była rozmowa ze znajomym księdzem. Powiedział mu również, że księża muszą być święci.

Ofiara miła Bogu

Ważnym obrazem, wspomnieniem z życia małego Josemarii Escrivy, które szczególnie wpłynęło na jego pojmowanie ofiary, były ludzkie ślady stóp na śniegu. Był to zimowy dzień, kiedy chłopiec dostrzegł na śniegu ślady bosych stóp ludzkich. Nie od razu domyślił się, do kogo należą. Po pewnym czasie przypomniał sobie, że w miasteczku mieszkają karmelici bosi i tak wywnioskował, że są to ślady któregoś z nich. Jedna myśl, jaka mu się nasunęła, dotyczyła ofiarności. Zapytał samego siebie: „Jeśli inni mogą składać Bogu takie ofiary, zdobywają się na takie poświęcenie, czy i ja nie mogę Mu czegoś ofiarować?”.

W służbie chorym

Choć charyzmatem Josemarii nie była pomoc chorym, i tak chętnie to robił. Od 1927 do 1931 r. była kapelanem Patronatu Chorych. Nigdy nie odmawiał pomocy, chętnie udzielał jej  biednym, potrzebującym, bardzo często ich pocieszał, dodawał otuchy, okazywał ciepło i miłość. Jako kapłan dbał o ducha. Tam, gdzie była potrzeba przychodził z Komunią Świętą, udzielał sakramentu namaszczenia chorych, a także towarzyszył wielu w chwili śmierci. Ta posługa dodawała mu sił do realizacji wielu innych zadań. Sam stwierdził: „Służenie innym to największa radość, jakiej może doświadczyć dusza – i to właśnie musimy czynić my, księża: służyć wszystkim, dzień i noc – inaczej nie jesteśmy księżmi. Ksiądz powinien kochać zarówno młodych, jak i starszych, biednych i bogatych, chorych i dzieci; powinien dobrze przygotowywać się do odprawiania Mszy świętej, przyjmować i opiekować się duszami ludzkimi, każdą z nich, niczym pasterz, który zna swoje stado i każdą owieczkę woła po imieniu. My, księża, nie mamy praw: lubię myśleć o sobie jako o słudze wszystkich i jestem dumny z tego tytułu”.

Dzieło Boże

Pierwsze lata kapłaństwa ks. Escrivy to czas intensywnego rozeznawania woli Bożej. Jak sam wspominał: „W tym czasie każdego dnia, prosiłem Pana o światło, słowami Domine, ut sit! Domine, ut videam!Panie, abym przejrzał!”. Wiedział, że Bóg powołuje go do „czegoś” wyjątkowego, jednak nie zdawał sobie jeszcze sprawy – do czego. Zapisywał jednak swoje przemyślenia i Boże natchnienia na luźnych karteczkach. Pewnego dnia, w czasie rekolekcji, gdy przeglądał owe zapiski – nagle padł na kolana, olśniony wizją, którą roztoczył przed nim Pan. Jak sam mawiał – „ujrzał Dzieło Boże”. I z natchnienia Bożego, 2 października 1928 r. – poznając w całej pełni wolę Boga – założył to, co w przyszłości nazwie po prostu Opus Dei. W czasie, gdy powstało Dzieło, ludzie byli rozdarci między pragnieniem świętości a pozostaniem w świecie i wypełnianiem swoich codziennych obowiązków. Św. Josemaria doskonale to rozumiał, i zgodnie z wolą Bożą – wskazał ludzkości drogę uświęcania się nie poza światem, ale właśnie w nim – poprzez jak najdoskonalsze wypełnianie swoich zadań w zjednoczeniu z Panem. Duchowość Opus Dei można zatem nazwać drogą do „świętości dla każdego”. „Zwykła praca to oś świętości” – mawiał Josemaria.

Struktura dzieła klarowała się przez kolejne lata i dzisiaj Dzieło tworzą: prałat (biskup stojący na czele Dzieła); zarządy: główny, regionalne i lokalne; numerariusze (duchowni i świeccy żyjący w celibacie, mieszkający we wspólnych ośrodkach); przyłączeni – świeccy żyjący w celibacie, jednak w naturalnych rodzinach i środowiskach pracy; supernumerariusze (świeccy żyjący w małżeństwie, całkowicie oddający Panu swoje życie rodzinne i zawodowe); współpracownicy – nie są członkami Dzieła, ale wspomagają jego działalność. Mogą nimi być nawet niechrześcijanie.

Dziś Opus Dei zrzesza ponad 80 tys. członków, prawie 90 narodowości.

Śmierć

Św. Josemaria Escriva – pomimo tego, że zmarł w wieku 73 lat – odszedł do Pana nagle, gdyż w pełni sił, pełniąc swoje obowiązki. W ciągu dnia przyszedł w przerwie do swego biura, usiadł w fotelu, spojrzał po raz ostatni na piękny obraz Matki Bożej i…  z delikatnym uśmiechem na twarzy – zmarł 26 czerwca 1975 r.

Karolina Mazurkiewicz

 

Anegdoty z życia Josemarii Escrivy

1) Gdy Josemaria był mały i nie smakowała mu zupa – rzucił talerzem tak, że zupa zabrudziła ścianę. Mama celowo nie usuwała brudu przez dłuższy czas, żeby Josemaria zobaczył, jakie to brzydkie, złe i długotrwałe konsekwencje mają wybuchy gniewu.

2) Po pogrzebie taty, gdzie zwyczajem było, że najstarszy syn otrzymywał klucz od trumny z ciałem ojca – Josemaria wracał nad rzeką i wyrzucił ten klucz do rzeki, żeby nie być przywiązanym do rzeczy i aby nie mąciło to jego spokoju. Wiedział, że tata jest już w niebie. 

3) Pewnego dnia, już jako ksiądz, jechał tramwajem. Był tam murarz – brudny od wapna, który szedł w stronę Josemarii tak, że nie dało się nie wyczuć, że chce go ubrudzić tym wapnem. Wtedy Josemaria pierwszy podszedł w jego stronę, przytulił go, wytarł się o jego ubrudzone wapnem ubranie i powiedział z uśmiechem: „Czyż nie o to ci chodziło, przyjacielu?!”. Tamten był zaszokowany. I potem jechał dalej, z widoczną głęboką refleksją na twarzy.

4) Gdy Josemaria wybudował akademik dla studentów, następnego dnia miało być uroczyste poświęcenie kaplicy, z udziałem biskupa, i wprowadzenie Jezusa do tabernakulum, a brakowało mu kilku paramentów. Oddał to zatem św. Józefowi. Napisał na kartce to, czego mu brakuje: kielich, ampułki, itp. Pełen ufności zostawił ją na ołtarzu i poszedł spać. W nocy obudziło go pukanie do drzwi. Otwiera, a tam starszy mężczyzna daje mu paczkę. Nie mówiąc ani słowa odszedł. Josemaria wziął paczkę, otworzył i znalazł tam dokładnie to, co napisał na kartce. Od tej pory na każdym kluczyku do tabernakulum w kaplicach i kościołach OPUS DEI jest napis: “ITE AD IOSEPH!” – Idźcie do Józefa.

kl. Tomasz Podlewski

 

Myśli niepospolite:

„Poddawanie się Woli Bożej, to sekret szczęśliwości na ziemi”
„Stale powtarzam: niech smucą się ci, którzy nie chcą wiedzieć, że są dziećmi Boga”

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Joda
    22.08.2013 10:37
    http://www.katolik.pl/smutek--wazne-cierpienie,23640,416,cz.html

    I kto tu kłamie?
  • Joda
    22.08.2013 10:44
    PS.
    Br. Albert Chmielowski przeżył poważne załamanie nerwowe będąc w szeregach Towarzystwa Jezusowego. Podobnie Edyta Stein ma na swoim koncie epizod depresji. Oboje zostali świętymi. Podobnie i inni święci byli normalnymi ludźmi z krwi i kości, więc nie przypuszczam, by im życie się chwilami nie łamało.
    Chyba autorzy artykuliku cokolwiek przesadzają w materii.
  • DT
    20.06.2015 23:50
    Nie rozumiem tych dwóch powyższych komentarzy... Przecież ten świetny skądinąd artykuł wcale nie przeczy prawdzie i cierpieniu w życiu świętych! Dziwne. To po prostu jeden z aspektów życia Josemarii. Ani tekst p. Karoliny, ani anegdoty opisane przez kleryka (prawdziwe, bo zaczerpnięte z trzytomowego dzieła A. V. de Prady) nie odbiegają w niczym od prawdy! Czytajcie dokładnie ludzie :)
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...