Już po miesiącu Jan Paweł II odpisał po polsku, że Watykan skontaktował się ze specjalistycznym instytutem medycznym, w którym już na mnie czekają. W liście było też zapewnienie, że wszystkie wydatki związane z podróżą, wyżywieniem, leczeniem i półrocznym pobytem we Włoszech zostaną pokryte przez Watykan
To wspaniały człowiek. Bardzo się mną opiekował, osobiście zawoził na konsultacje i operację do instytutu, gdzie się leczyłam. Blisko współpracował z Papieżem. W każdą środę informował Jana Pawła II o postępach w moim leczeniu. W czasie pobytu w Rzymie napisałam do Papieża cztery listy. Dokładnie opisywałam: kto mnie leczy, w jaki sposób jestem traktowana, z jak ogromną życzliwością odnoszą się do mnie siostry zakonne, o. Konrad i tłumaczka, pani Lidia, dzięki której mogłam swobodnie się porozumiewać. Pisałam, w jaki sposób wydawane są pieniądze, które dostałam z Watykanu na leczenie.
Po tych listach Papież wysłał telegram do dyrektora instytutu z podziękowaniami dla niego i lekarzy za opiekę. Telegram zrobił na wszystkich ogromne wrażenie. Pamiętam, że pracownicy całego instytutu zebrali się w sali konferencyjnej, gdzie telegram został odczytany. Po tym spotkaniu został oprawiony w ramki i powieszony na ścianie.
– Jak przebiegało Pani leczenie?
– Pierwsza operacja odbyła się 10 maja 2002 r. O. Konrad przekazał mi informację, że tego dnia Jan Paweł II odprawił Mszę św. w mojej intencji w letniej rezydencji w Castel Gandolfo. Operacja trwała ponad 5 godzin. Zniosłam ją bardzo dobrze, obeszło się bez bólu. Podczas drugiej operacji Papież również modlił się za mnie.
– Spotkała się Pani z Papieżem?
– Na początku mojego pobytu w Rzymie powiedziano mi, że w każdym momencie mogę spotkać się z Janem Pawłem II. Zdecydowałam jednak, że stanę przed obliczem Papieża dopiero po operacji, kiedy mój stan się poprawi i będę trochę lepiej wyglądała. Tak też się stało. Pojechałam do niego 8 września 2002 r. razem z moim profesorem, z lekarzem dermatologiem i tłumaczką.
– O co pytał Panią Jan Paweł II?
– Pytał mnie, jak byłam leczona, jak byłam traktowana, czy wszystko mi się podobało. Spytał też o moje wykształcenie, a na koniec, czy mam jeszcze jakieś prośby i życzenia. Przez cały czas uważnie na mnie patrzył. Muszę przyznać, że byłam bardzo zdenerwowana, nawet zszokowana, że spotykam się z tak ważną osobą.
Klęczałam przed Papieżem i wydawało mi się, że ten człowiek już za życia jest świętym. Czułam jego szczególną energię, która na mnie oddziaływała. Byłam zagubiona i dopiero tłumaczka podpowiedziała mi, żebym podała rękę Papieżowi, który wyciągnął rękę, a ja ją ucałowałam. Jan Paweł II dał mi prezent – różaniec w pudełku. Wszystko to zostało uwiecznione na zdjęciach, które mam przed sobą. Dla mnie to bezcenna pamiątka. Podczas spotkania Papież powiedział, żebym zwracała się do niego, jeśli będę potrzebowała jakiejkolwiek pomocy.
– Po kilku miesiącach leczenia wróciła Pani do domu.
– Zwróciłam się do gubernatora i opowiedziałam mu o Janie Pawle II. Wcześniej gubernator mi nie pomógł, ale po tym, co ode mnie usłyszał, chciał naprawić swój błąd i w jakiś sposób podziękować Papieżowi. Gubernator Anatolij Artamonow wysłał list otwarty do Papieża z podziękowaniami za moje leczenie w Rzymie. I od tamtej pory na każde święta i urodziny Jana Pawła II wysyłał życzenia w imieniu całego rejonu. Papież odpowiedział telegramem z pozdrowieniami i w taki sposób poznałam gubernatora z Papieżem!
– W 2011 r. w Kałudze zorganizowała Pani specjalną wystawę.
– Chciałam oddać hołd Janowi Pawłowi II. Zebrałam wszystkie pamiątki, zdjęcia, książki w języku rosyjskim, które mi podarował, i przygotowałam wystawę w miejscowej bibliotece. Wystawa została otwarta 18 maja, z okazji urodzin Papieża. W tym samym czasie obchodziliśmy Rok Kultury Włoskiej, przyszło wiele ważnych osobistości. Nagrania z wystawy wysłałam do Watykanu, już do papieża Benedykta XVI. Napisałam, że nigdy nie zapomnę tego, co zrobił dla mnie jego Poprzednik. Później otrzymałam list z Mos-
kwy, w którym przedstawiciele Kościoła katolickiego przesłali podziękowania w imieniu Benedykta XVI.
– Jak zareagowali ludzie, których Pani znała, na pomoc Jana Pawła II?
– Niektórzy mówią, że zmieniłam wiarę i że skuszono mnie, żebym przeszła na katolicyzm. Ale to nieprawda. Nic z tych rzeczy. Pozostałam wyznania prawosławnego. Nikt mnie nie nakłaniał do zmiany wiary.
Oczywiście, utrzymuję bliski kontakt z katolikami, przyjaźnię się z nimi, chodzę na uroczystości, Msze św. Parafia rzymskokatolicka pomaga mi, jak może. Katolicy pomagają mi w zakupach, przywożą je do domu. Pomagają mi też wychodzić z domu, bo bardzo słabo widzę.
– Czy teraz Pani czegoś potrzebuje?
– Warunki życia mam normalne. Mieszkam w 2-pokojowym mieszkaniu. Jestem samotna, nie mam rodziny. Ale wszystko mam.
– Gdy myśli Pani o Janie Pawle II...
– ...to myślę, że Bóg zesłał mi tego człowieka. Bóg odpowiedział w ten sposób na moje cierpienie. Przypomnę, że w 2002 r. umierałam. A dzisiaj żyję, i sprawił to Jan Paweł II.
Moi znajomi mówią, że to cud.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
O św. Stanisławie Kostce rozmawiają jezuiccy nowicjusze z Gdyni: Marcin, Szymon, Jakub i Mateusz
O kryzysie Kościoła mówi się dziś bardzo wiele, choć nie jest to w jego historii sytuacja nowa.