Aerozol, boskie tchnienie

Więź 1/2015

"Ubik" stanowi dla mnie wzór tego, co nazywam „książkami krypto­religijnymi”. Brzmi to mniej zaskakująco niż jeszcze dwadzieścia lat temu, tymczasem bowiem dostrzeżono, że za sprawą jego autora (a także Ursuli Le Guin i kilkorga innych pisarzy) fantastyka naukowa odkryła w pewnej chwili religię.

 

Otóż widzi pan, panie Lem, tu w Kalifornii nie ma kultury, jest tylko tandeta. [...] Gdyby Bóg chciał się nam tutaj objawić, zrobiłby to pod postacią puszki spreju reklamowanej w telewizji.

Philip K. Dick w liście do Stanisława Lema[1]

O powieści Philipa Dicka Ubik (spolszczonej przez Michała Ronikiera) pisałem kilkakrotnie[2]. Kiedy zetknąłem się z nią jako trzynastolatek, była to dla mnie po prostu wciągająca lektura SF. Z czasem zacząłem jednak podejrzewać, że dziwną potrzebę powracania do niej tłumaczy jakaś zaszyfrowana treść, którą odbieram bez udziału świadomości. Wrażenie to podtrzymywały fragmentaryczne przebłyski, małe objawienia: jakieś szczegóły, pierwotnie nieprzyciągające uwagi, coraz wyraźniej kierowały myśl w stronę, której nie odwiedza się zazwyczaj za sprawą literatury rozrywkowej, a do niej właśnie zalicza się zwykle twórczość amerykańskiego pisarza.

Dziś Ubik stanowi dla mnie wzór tego, co nazywam „książkami krypto­religijnymi”. Brzmi to mniej zaskakująco niż jeszcze dwadzieścia lat temu, tymczasem bowiem dostrzeżono, że za sprawą jego autora (a także Ursuli Le Guin i kilkorga innych pisarzy) fantastyka naukowa odkryła w pewnej chwili religię. Podgatunek zrodzony z dziewiętnastowiecznego scjentyzmu, przez dziesiątki lat budowany na założeniu, że wszechświat poddaje się stopniowo ludzkiemu rozumowi, a wszelkie kulty są jedynie pozostałością po dzieciństwie ludzkości, został nagle wypełniony treściami (quasi)mistycznymi, koncepcjami teologicznymi, echami dawnych herezji.

W pewnej chwili fantastyka naukowa odkryła religię...   Joshua | Ezzell / CC 2.0 W pewnej chwili fantastyka naukowa odkryła religię... Przypadek Philipa Dicka jest na tej drodze szczególny z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że autor Ubika miał ambicję należeć do tzw. głównego nurtu literatury i dopiero na kolejne odrzucenie jego niefantastycznej powieści przez wydawcę (podczas gdy publikowanie opowiadań SF przynosiło mu stały dochód) miał zareagować słowami: „pieprzę to, nie wiem, czy uda mi się zostać normalnym pisarzem, będę więc wszystko, co wiem, wkładać w science fiction”[3]. Wkrótce „wszystko, co wiem” zaczęło wiązać się z jego pasjami religioznawczymi. Po drugie, czy to z powodu osobistych inklinacji, czy też w wyniku przebywania w środowisku kalifornijskiej kontrkultury – co oznaczało m.in. kontakt ze środkami halucynogennymi – w lutym i marcu 1974 r. pisarz przeżył serię doświadczeń, które polskiemu czytelnikowi nasuwają nieodparcie skojarzenie z tzw. wizją ognistą Juliusza Słowackiego. Od tamtej pory Dick już do śmierci w 1982 r. będzie krążył wokół zagadnień otwarcie mistycznych (jego ostatnią powieść, Transmigrację Timothy’ego Archera, trudno w ogóle zaliczyć do nurtu SF). Ubik wszakże powstał znacznie wcześniej: napisany w 1966 r., opublikowany został w roku 1969.

Rekonstrukcja fabuły po raz pierwszy

Ponieważ trudno mi zakładać, że czytelnik „Więzi” zna powieść, której ukryte przesłanie chcę zanalizować, nie pozostaje mi nic innego, jak spróbować streścić jej akcję. Zgodnie z internetowym zwyczajem sygnalizuję zatem: uwaga, spoiler! (czyli fragment, z którym nie należy się zapoznawać, jeśli za niezbywalny element satysfakcji czytelniczej uznajemy zaskoczenie przebiegiem fabuły).

Na początku Ubika dowiadujemy się, że w przyszłości istnieje rynek usług... telepatycznych. Czytanie w myślach czy jasnowidzenie narusza prywatność i prowadzi do zdobywania tajemnic handlowych (takich jak stan kapitału, dochody pracowników czy charakter wdrożonych do produkcji nowinek technicznych). Dlatego obok komercyjnych firm „psi”, oferujących podobne usługi, istnieją firmy „anty-psi”, utrudniające pracę tamtym: śledzące telepatów i zakłócające działanie ich nadnaturalnych zdolności.

Bohaterami powieści okazują się właśnie ludzie firmy „anty-psi”, Korporacji Runcitera: właściciel Glen Runciter i jego prawa ręka, specjalista od pomiarów pola parapsychicznego Joe Chip. Mają kłopot, gdyż z rynku znikają kolejno najznakomitsi telepaci, ludzie z firmy Raya Hollisa, przez co popyt na usługi „anty-psi” maleje, a poza tym nie wiadomo, co właściwie knuje konkurencja. Glen udaje się w tej sytuacji po radę do... nieżyjącej żony. Oto bowiem drugi ważny wynalazek tego świata: moratoria, gdzie zmarłych przechowuje się w chłodniach i podtrzymuje ich gasnące procesy umysłowe, pozwalając przez pewien czas zachować z nimi kontakt, zanim nie odejdą na zawsze, być może ku ponownym narodzinom. Niestety, w Moratorium Ukochanych Współbraci, gdzie znajduje się ciało Elli Runciter, przebywają też zwłoki młodo zmarłego Jorry’ego Millera, którego aktywność mentalna przyćmiewa aktywność Elli i nie pozwala Glenowi z nią porozmawiać.

Joe Chip poznaje tymczasem dziewczynę, Pat Conley, której zdolności nie mieszczą się w dotychczasowych ramach: Pat, jeśli się skupi, potrafi cofnąć czas i zmienić przeszłość (więc pośrednio także i jej następstwa, przez co jest cennym nabytkiem w walce z jasnowidzami, których przewidywania unieważnia). Razem z Glenem i grupą jego pracowników wyruszają oboje do pracy, Korporacja bowiem otrzymała wreszcie atrakcyjną, choć nieco podejrzaną ofertę: prawdopodobnie wszyscy pracownicy Hollisa skupili się w tajnym przedsiębiorstwie zlokalizowanym na Księżycu i tam właśnie należy im zacząć przeszkadzać. Niestety, oferta okazuje się prowokacją: po przylocie naszych bohaterów na miejsce dochodzi do terrorystycznego zamachu bombowego, w wyniku którego ginie właściciel Korporacji Runcitera.

Cała grupa wraca w pośpiechu na Ziemię, wioząc ciało Glena, by jak najszybciej umieścić je w moratorium. Kontaktu ze zmarłym nie udaje się jednak nawiązać. Co gorsza, świat wokół zaczyna się zmieniać: przedmioty się starzeją, na pieniądzach pojawiają się portrety Runcitera, pozostałe realia cofają się do stanu sprzed drugiej wojny światowej, kolejni pracownicy Korporacji umierają pod wpływem nieznanego czynnika, który odbierają jako śmiertelne zimno i błyskawiczne starzenie się, a ich ciała wyglądają po śmierci jak mumie zasuszone setki lat wcześniej. W najdziwniejszych miejscach (od napisu w toalecie publicznej po reklamówkę telewizyjną) pojawiają się natomiast komunikaty sygnowane przez Glena Runcitera, z których wynika wreszcie, że w zamachu bombowym nie zginął on, lecz jego towarzysze (z Joem włącznie) – i leżą teraz w moratorium, a on, jedyny żywy, próbuje z nimi nawiązać kontakt. Poddający się czasowemu regresowi świat jest zaś projekcją umysłu Jorry’ego Millera, który dla dodania sobie sił pożera ich kolejno jako energetyczny wampir. Jedyny środek obrony przed Jorrym stanowi tytułowy ubik – aerozol, który podtrzymuje stan życia, czy raczej półżycia, ludzi zamrożonych w moratorium. Desperackie wysiłki Joego, aby w pseudoświecie zmarłych zdobyć ubik, który zresztą wynalazła (!) Ella Runciter, wypełniają resztę książki, aż do ostatniego rozdziału. W nim trafiamy znowu, jak się wydaje, do świata żywych: Glen kończy rozmowę z zamrożonym Joem i płaci napiwek technikowi z moratorium, ten jednak kwestionuje otrzymane pieniądze. Na monecie widnieje profil Joego Chipa, Glen staje więc przed zagadką, którą czytelnik już zna: to początek procesu regresji widzialnego świata.

Dodajmy, że każdy z rozdziałów opatrzony jest mottem naśladującym teksty reklamowe. Przedmiot reklamy za każdym razem nazywa się ubik, ale pod tą nazwą kryją się kolejno: niezidentyfikowany bezszmerowy aparat elektryczny, piwo, kawa rozpuszczalna, sos do sałatek, lekarstwo na żołądek, golarka, płyn do czyszczenia mebli, kasa oszczędnościowo-pożyczkowa, odżywka do włosów, antyperspirant, środek nasenny, przyprawa do jedzenia, biustonosz, folia do żywności, odświeżacz oddechu, płatki śniadaniowe oraz...

Treść ostatniego motta ujawnię nieco później.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...