Rzeczywistość, nie political fiction

Niedziela 17/2015 Niedziela 17/2015

Z płk. Andrzejem Kowalskim o obcych scenariuszach dla Polski, bezradności polskich służb i uwikłaniu polityków – rozmawia Wiesława Lewandowska

 

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – W Niemczech ukazała się niedawno książka dziennikarza śledczego Jürgena Rotha, stawiająca tezę, że katastrofa smoleńska mogła być wynikiem zamachu przygotowanego przez rosyjskie służby specjalne. W Polsce tę możliwość oficjalnie z góry wykluczono, a wszelkie scenariusze ze służbami w tle – nie tylko te dotyczące katastrofy smoleńskiej – uważa się wręcz za przejaw paranoi ludzi snujących teorie spiskowe. Może dopatrując się w naszej rzeczywistości działania wrogich służb, rzeczywiście stajemy się bohaterami opowieści z gatunku political fiction? Czy to wszystko dzieje się naprawdę?

PŁK ANDRZEJ KOWALSKI: – Problem polega na tym, że zwykłemu zjadaczowi chleba trudno zrozumieć, iż obecność służb specjalnych w życiu nie jest związana wyłącznie z obrazkami z Jamesa Bonda w rodzaju pościgu czołgiem po ulicach Moskwy... Obecność tajnych służb w naszym życiu jest permanentna; nie są one aktywowane tylko do wielkich operacji, lecz realizują swe stałe zadania wynikające z ustawowych obowiązków...

– Mówi Pan, oczywiście, o sprawnych służbach w sprawnym państwie?

– Tak. Zadania stawiane służbom zależą od siły państwa, są formułowane bardziej albo mniej odważnie. W wersji odważnej są to zadania związane z wpływaniem na politykę innych państw, w mniej odważnej – służby ograniczają się tylko do obserwowania polityki tych państw.

– Polska jest dziś raczej przedmiotem wpływu obcych niż ekspansywnego działania własnych służb?

– Z pewnością. I nie tylko dziś, bo co najmniej od sejmu niemego w XVIII wieku mamy problem z potężną agenturą rosyjską w Polsce. Także z agenturą pruską. Od tamtego czasu trwa walka o suwerenność polskiej polityki – niestety, osiągaliśmy ją tylko w krótkich okresach. Obce wpływy w Polsce to brutalna prawda historyczna, a nie kwestia poszukiwania spisków. Co więcej, to dzieje się także tu i teraz. Normalną rzeczą jest, że ten niejawny wpływ jest w części realizowany za pomocą instytucji rządowych, a służby specjalne wykonują zawsze te najmniej dżentelmeńskie działania.

– Czyli jakie, tu i teraz?

– Na co dzień takie, jak zawsze i wszędzie: dowiadują się o słabych stronach polityków, doprowadzają do spotkań z tak wytypowanymi wpływowymi osobami i próbują je przekonać do pewnych rozwiązań. Budują też struktury mające uwikłać polityków np. w zależności biznesowe, w różnego rodzaju bardzo lukratywne przedsięwzięcia.

– W zamian za odpowiednią postawę polityczną, niekoniecznie związaną z interesem własnego państwa?

– Zawsze z jakąś – mniej lub bardziej widoczną natychmiast – szkodą dla własnego państwa. Oto np. wykreowany przez służby jakiś lukratywny biznes polsko-rosyjski z żywo zainteresowanymi jego pomyślnością polskimi politykami na skutek jednej decyzji Kremla może upaść, wówczas ci politycy chętnie godzą się na polityczne negocjacje i ustępstwa... Tego rodzaju procesy we współczesnym świecie nie stanowią już sensacji.

– Dlatego w Polsce po prostu się nimi nie przejmujemy?

– W normalnym państwie – nie „teoretycznym” jak obecna Polska – służby tworzyłyby „mapę zależności”, na której zaznaczano by tajne przyczółki rosyjskie, niemieckie i każde inne, które mogą mieć wpływ na to, że w polskiej polityce nie jest realizowana polska racja stanu, jak to się dzieje np. w przypadku kontraktu gazowego, który służy gospodarczemu, a jeszcze bardziej politycznemu interesowi Rosji. Podobnych przyczółków obcych interesów mamy dziś w Polsce bardzo wiele.

– Polskie służby nie zadają sobie trudu tworzenia dokładnej „mapy zależności”? Dlaczego?

– Niestety, moim zdaniem, nie rysują jej odpowiednio dokładnie. Po części wynika to z takiej, a nie innej woli politycznej; już dawno umarł w III RP mechanizm apolityczności służb. Przeprowadzona po przejęciu służb specjalnych przez PO w 2007 r. bardzo dogłębna czystka kadrowa sprawiła, że obecne kierownictwo służb jest zapatrzone w gabinety władzy, a na szczeblach pracowniczych mamy ludzi niedoświadczonych. W ostro zweryfikowanych przez PO służbach brakuje więc dobrej atmosfery oraz pogłębionego rozumienia rzeczywistości, które wykracza poza schemat politycznej poprawności.

– Ta słabość służb to przejaw zwykłej beztroski rządzących?

– Trudno to określić i zrozumieć. Faktem jest, że premier Donald Tusk już na początku 2008 r. jasno powiedział, iż służby specjalne to tak skomplikowany świat, że woli realizować swoją politykę bez podpierania się nimi. Był to bardzo zły sygnał dla tychże służb, które nagle poczuły, że mogą same sobie określać środowisko pracy – same sobie pisać plany i sprawozdania... Takie usamodzielnienie prowadziło do ich degradacji i pewnego wynaturzenia.

– To brzmi groźnie.

– Tak, bo jeżeli służby nie są wmontowane w propaństwową politykę, to zaczynają realizować nie wiadomo czyje scenariusze. I tu zaczyna się owo niepanowanie nad obcymi przyczółkami, obcymi wpływami, a nawet pewne otwarcie na wszelkiego rodzaju wrogie podpowiedzi, choćby w sferze biznesu, korzystne dla innych państw, szkodliwe dla Polski. Obawiam się, że mamy z czymś takim do czynienia.

– Przede wszystkim z bezradnością i podatnością na obce wpływy?

– Tak. Jednym z symptomów – a jest ich, niestety, coraz więcej – paraliżu polskich służb był brak ich działań w związku z ogłoszonym w styczniu 2011 r. raportem rosyjskiego MAK-u. Gdyby polskie służby specjalne działały na profesjonalnym poziomie, doszłoby do jakiejś formy zablokowania tego raportu, do uprzedzających działań polskich służb w celu ochrony polskiego interesu państwowego. Moim zdaniem, to właśnie wtedy można było powiedzieć już z całą pewnością, że polskie służby nie działają.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama