Zabrani w kamasze

Internowani w wojskowych obozach specjalnych w czasie stanu wojennego muszą być wyrozumiali dla władz III RP. Oficjalnie nie zostali uznani za represjonowanych, a ich wnioski o odszkodowania sądy traktują w rozmaity sposób. Jedne je przyznają, ale większość odmawia. Niedziela, 25 października 2009



Nie posiłkowali się sędziowie w Elblągu, a potem w Gdańsku, rozpatrujący odwołanie w kilku sprawach zakończonych odrzuceniem wniosków o odszkodowanie. – Najpierw sąd w Elblągu uznał, że to było wojsko i nic mi się nie należy. Potem gdański sąd podzielił ten pogląd – mówi Tadeusz Szamański, dawny działacz z Elbląskiego.

Wnioski o odszkodowania za tamtą brankę wciąż można składać, choć wynik jest niepewny. Zachęca do tego Leszek Jaranowski, były więzień Czerwonego Boru, twórca ciekawego portalu poświęconego tamtym wydarzeniom. – Część osadzonych straciła zdrowie, wielu jest na rentach i emeryturach, klepią biedę, pieniądze z pewnością im się przydadzą – podkreśla. Ale chodzi także o to, żeby dać świadectwo i żeby sądy uznały pozorną brankę za formę represji. I o wywarcie presji na Sejm, by wreszcie sprawę uregulował.

Wnioskodawcom mogą pomóc wyniki śledztw wszczętych przez IPN, m.in. w Gdańsku i Białymstoku. W Gdańsku prokuratorzy zajęli się sprawą obozu w Chełmnie na początku roku. – Sprawa jest skomplikowana choćby ze względu na liczbę poszkodowanych. Jedną z kluczowych spraw jest to, czy wojsko miało prawo powoływać ich na ćwiczenia – mówi Maciej Szultz z oddziału IPN. Śledztwo potrwa najpewniej do końca roku.

W sprawie związkowców wcielonych w 1982 r. do wojska interweniowali parlamentarzyści, ale nawet ci z rządzącej PO w tym przypadku nie mają siły przebicia. Problemem jest stan państwowej kasy. Co prawda w przygotowanym projekcie nowego prawa kombatanckiego – aby objąć odszkodowaniami także represjonowanych w latach 1956-89 – nie było mowy o internowanych w obozach wojskowych, ale mogło to zostać zmienione w trakcie prac w Sejmie.

– Niestety, wybuchł kryzys i sprawa została odłożona na później, bo realizacja ustawy mogłaby kosztować nawet ponad 200 mln zł – mówi Tomasz Lis z Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Inaczej mówiąc, sprawa musi poczekać na lepsze czasy. Oby poszkodowani tego dożyli.

Wiara niemile widziana

– Za wspólną modlitwę, a modliliśmy się zawsze przed snem, byliśmy karani tzw. docieraniem, czyli dodatkowymi wymarszami na poligon i musztrą – mówi Leszek Jaranowski, przetrzymywany w Czerwonym Borze. – Nikomu nie udzielano przepustek w niedzielę, żebyśmy nie mogli uczestniczyć we Mszy św., choć kościół znajdował się niedaleko od poligonu. Ci, którzy upominali się o umożliwienie praktyk religijnych, byli zabierani pod eskortą uzbrojonych żołnierzy przed oblicze dwóch pracowników kontrwywiadu, którzy poddawali ich przesłuchaniom. Straszyli prokuraturą i sądem wojskowym, bo obowiązywało prawo stanu wojennego.

W obozie, w świetlicy, postawili radio. W niedzielę przez radio transmitowana była Msza św., więc w pierwszą niedzielę świetlica była pełna. Jednak wysłuchanie jej wtedy spowodowało falę przesłuchań i represji. Już następnego dnia odbiornik został zabrany. Gdy przed kolejną niedzielą wrócił na swoje miejsce, okazało się, że zablokowano program, na którym emitowano Mszę św.

W niektórych wagonach, w których mieszkaliśmy, mieliśmy małe radioodbiorniki. Jednak słuchanie Mszy św. skutkowało zawsze kipiszem: w poniedziałek o świcie wyprowadzano nas na zewnątrz, a wagony były przeszukiwane. W okolicach św. Mikołaja, w niedzielę, spotkała nas wielka niespodzianka. Ks. Władysław Palmowski, duszpasterz „Solidarności”, zorganizował wspólnie ze strukturami podziemnymi przyjazd naszych rodzin i bliskich. Obóz był strzeżony przez WSW, a rogatki i szlaban wjazdowy znajdowały się daleko od samego obozu.

W jaki sposób autobus pełny cywili przekroczył ten posterunek, pozostaje dla mnie zagadką. Obozowa kadra została całkowicie zaskoczona i doszło do naszego spotkania z rodzinami. Wyjeżdżając z obozu, ks. Władysław udzielił nam błogosławieństwa. Jeden z poruczników (dowódca plutonu) również je przyjął, przeżegnał się. Następnego dnia już go w obozie nie było.




«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama