Hazard po polsku

Afera w rządzie PO wielu przypomniała o skali biznesu hazardowego. A także wielu z nas uzmysłowiła, jak wielkie są chroniczne w tej branży nadużycia, nieprawidłowości i zwykłe oszustwa. Niedziela, 1 listopada 2009



To prawda: nikt nikogo nie zmusza do gry. – Ale jeśli ktoś nie ma odporności, albo ma ją obniżoną, to bardzo łatwo da się wciągnąć. Z badań przeprowadzonych przez socjologów z KUL-u wynika, że stopień prawdopodobieństwa wciągnięcia w hazard wykazuje 70 proc. osób eksperymentujących z grami hazardowymi – podkreśla Jacek Racięcki, terapeuta uzależnień. Specjaliści wskazują na cztery etapy uzależnienia. Pierwsza jest faza zwycięstw. Gra się okazjonalnie, fantazjuje o wygranych. Wygrane powodują coraz większe pobudzenie i przeznaczanie na grę coraz większych sum.

Druga jest faza strat. Stawia się coraz większe sumy, coraz więcej przegrywa i bardziej chce wygrywać. Zaczynają się kłopoty, gra się kosztem domu i pracy, zaczyna popadać w długi, koniecznie chcąc się odegrać. Na końcu jest faza desperacji, a potem jeszcze utraty nadziei. Wszystko zmierza ku poczuciu beznadziei, myślom samobójczym, ucieczce w alkohol, narkotyki albo leki. Albo… ku zwróceniu się o pomoc. To może być początek zdrowienia. Terapia jest długotrwała, ale daje dobre efekty.

Bez limitów

Biznes hazardowy w Polsce reguluje specjalna ustawa. Według niej, hazard to gry liczbowe i pieniężne (tu monopol ma Totalizator), poker, ruletka, gra w kości, bingo –
i zakłady wzajemne, bukmacherskie – typowanie wyników meczów, wyścigów konnych i psich. Jako osobny segment traktuje grę na automatach, dzieląc je na zwykłe i te o ograniczonych wygranych. Zwykłe muszą stać w koncesjonowanych salonach gry. Ich liczba – podobnie jak liczba kasyn i salonów gry w bingo – jest limitowana. Np. w miejscowości do 100 tys. mieszkańców może działać tylko jeden salon, od 100 do 200 tys. – dwa, do 300 tys. – trzy itd.

Maszyny o ograniczonych wygranych nie podlegają takim limitom. Mogą stać w sklepach, punktach usługowych i lokalach gastronomicznych „oddalonych co najmniej 100 m od szkół, placówek oświatowo-wychowawczych, opiekuńczych oraz ośrodków kultu religijnego”. Do jednej sali można wstawić najwyżej trzy automaty, na jedną grę można przeznaczyć równowartość 7 eurocentów, a wygrana może wynieść do 15 euro. Nie ma natomiast limitu gier, w których może uczestniczyć jeden gracz: niska wygrana po zsumowaniu może okazać się wysoką.

Dlatego, jak zwraca uwagę ujawniony niedawno raport Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, struktura branży hazardowej w ostatnich latach szybko się zmienia. „Fenomenem okazały się automaty do gier o niskich wygranych, których ekspansja była na tyle duża, że pod względem obrotów segment ten przerósł dotychczas niekwestionowanego lidera, jakim były gry liczbowe i stanowi obecnie około połowy całego rynku hazardu” – czytamy w raporcie.

Według oficjalnych szacunków, Polscy hazardziści wydają na gry – w około 200 legalnych salonach z automatami do gry, niemal 30 kasynach i ok. 50 tys. punktów z automatami – co najmniej 17 mld zł (połowę w automatach o niskich wygranych). Jednak nieoficjalnie obroty są znacznie większe, bo wyliczenie, ile złotówek przepływa w tzw. szarej strefie i przez e-hazard, jest niemożliwe.

W Internecie działa coraz więcej firm oferujących m.in. zakłady bukmacherskie. – Tak jak każdy inny rodzaj gier i zakładów wzajemnych w Internecie, zakłady bukmacherskie, są w Polsce nielegalne – podkreśla twardo Witold Lisicki z Ministerstwa Finansów. Ich status jest jednak niejasny, bo takie usługi oferują tylko firmy zagraniczne. I choć polscy internauci zawierają zakłady w Polsce, niełatwo ustalić, gdzie – w kraju czy za granicą – w siedzibie firmy jest zawierana umowa. Dlatego nie ma większych szans na ściganie obstawiających mecze w Internecie.
(WD)



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama