Do gazu albo na rozwałkę

Esesman rzucał czapkę daleko, poza obręb pracy, i kazał przynieść ją więźniowi. Więzień szedł krok za krokiem i czekał, kiedy padnie strzał. Strzał padał, a esesman dostawał trzy dni urlopu za uniemożliwienie ucieczki. Niedziela, 24 stycznia 2010



Marta Jacukiewicz: – Przywieziono Pana do Auschwitz na początku istnienia obozu, w jednym z pierwszych transportów. Jak wyglądało życie każdego dnia?

Kazimierz Piechowski
: – Na każdy dzień składała się przede wszystkim praca. Najgorsza była praca pod gołym niebem. Ciężka praca w mrozie, deszczu, śniegu, w błocie. To wszystko sprawiało, że człowiek z wolna tracił siły. Kiedy przy mnie nie było kapo ani esesmana, pozorowałem robotę i odpoczywałem, a gdy był blisko, udawałem, że rwę się do pracy. Ale jeśli ktoś tyrał, bo od niego tego żądali, to wtedy takiego przywoziliśmy na taczce martwego. Były przypadki, że więzień wiózł taczką kamienie i chciał wyprostować plecy. Gdy zauważył to esesman, zawołał: „Daj mi swoją czapkę”. Więzień zdjął z głowy czapkę i dał esesmanowi. Wiedział, że od tej chwili liczą się sekundy jego życia. Esesman rzucał czapkę daleko, poza obręb pracy, i kazał przynieść ją więźniowi. Więzień szedł krok za krokiem i czekał, kiedy padnie strzał. Strzał padał, a esesman dostawał trzy dni urlopu za uniemożliwienie ucieczki.

– Kiedy narodził się pomysł zorganizowania ucieczki z KL Auschwitz?

– W garażach i warsztatach pracował Ukrainiec, Gienek Bendera. Zaprzyjaźniłem się z nim. Któregoś dnia oświadczył mi, że jest na liście do gazu albo na rozwałkę. Informację tę otrzymał od więźnia, który pracował w „Politische Abteilung” (obozowe gestapo). „Kazek, czy można by stąd uciec?” – zapytał. On był złotą rączką od mechaniki samochodowej, jego tam nawet na swój sposób szanowali. A kiedy jakiś samochód wyremontował, to pozwalali mu w celu sprawdzenia objechać tym wozem obozowe uliczki. Powiedziałem wtedy: „Gienek, to niemożliwe. Przecież stąd, z centralnego obozu, nikt jeszcze nie uciekł. Nie możemy wsiąść do samochodu w pasiakach i wyjechać stąd”. Gienek nadal uporczywie wracał do tego tematu, dlatego postanowiłem zastanowić się, czy z tych zamiarów, że możemy mieć samochód, można stworzyć realny plan ucieczki.

– Jak zatem wszystko się zaczęło?

– Po jakimś czasie kierownik parteru Zucker wysłał mnie na drugie piętro po puste kartony. Zauważyłem drzwi z napisem „Bekleidungskammer”. Bekleidung to znaczy odzież, a odzież u esesmanów to przecież mundury. Wpadałem na drugie piętro, ale drzwi były zamknięte. Raz jednak były lekko uchylone. Niedługo myślałem, wszedłem i bez namysłu powiedziałem do esesmana, który tam był: „Panie sierżancie, ma pan zejść do głównego biura”. Nikt go tam nie wzywał, ale musiałem coś mu powiedzieć, a tylko to wpadło mi do głowy. On zeskoczył z ławeczki, na której stał i porządkował coś na półkach, i zaczął mnie kopać, bić, aż się przewróciłem… Ale ja w tym czasie zobaczyłem już wszystko, były tam mundury, buty, broń, amunicja, granaty, hełmy. Dosłownie wszystko.

– Jedyna brama, przez którą można było wyjść poza obóz centralny, to brama „Arbeit macht frei”. Jakim sposobem udało się Wam przejść przez tę bramę?

– Myślałem prawie całą noc i nie mogłem nic wymyślić, aż wreszcie... przecież to takie proste. Trzeba przejść przez bramę „Arbeit macht frei” jako fałszywe „Rollwagenkommando”. Wtedy nie uciekamy ani z bloku, ani z komanda. W ten sposób mogliśmy opuścić obóz centralny oraz zabezpieczyć więźniów przed konsekwencjami naszej ucieczki. Do połowy 1942 r. Niemcy przestrzegali więźniów każdego transportu: „Stąd ucieczki nie ma. Tu należy pracować i tylko pracować. A jeśli już komuś taka głupota przyjdzie do głowy, to niech wie, że jeżeli ucieknie z bloku, to dziesięciu z tego bloku pójdzie na śmierć, a w przypadku ucieczki z komanda pracy, zginie dziesięciu z tego komanda”. Jeśli nas wypuszczą, to znaczy, że wypuścili fałszywe komando, które nie wróciło.

– Aby przejść przez bramę, trzeba było czterech osób, do najmniejszej rolwagi. W jaki sposób dobraliście jeszcze dwóch więźniów?

– Byliśmy z Gienkiem, ale trzeba było pomyśleć, żeby stworzyć czwórkę. Łatwo było Gienkowi zwerbować Józka Lemparta, z którym pracował. On był pewny, to był ksiądz. Zaproponowałem Staszkowi Jasterowi, harcerzowi. I on się zgodził. Mieliśmy więc już zmontowaną czwórkę.

– Dlaczego wybraliście 20 czerwca 1942 r. na dzień ucieczki?

– Uciekać mogliśmy tylko jeden dzień w tygodniu, w sobotę. Dlatego, że tego dnia pracowaliśmy tylko do południa. Esesmani zamykali magazyn i wyjeżdżali do swoich domów. A 20 czerwca 1942 r. była sobota.




«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...