Życie wieczne dla każdego?

W modnym dzisiaj myśleniu o apokatastazie pojawia się wiele paradoksów i problemów, nad którymi zbyt łatwo przechodzi się do porządku dziennego. Zamiast Boga, który przeprowadza swój zamysł zbawienia świata, mamy obraz Boga spętanego własną miłością i wszechmocą. W drodze, 11/2007




Na koniec jeszcze raz o popularności tematu apokatastazy. Wśród teologów temat stracił na atrakcyjności w ostatnim czasie, ale po przejściu przez sale akademickie poważniej zadomowił się w kościelnej praktyce. Ceremonie pogrzebowe na przykład coraz rzadziej akcentują wymiar modlitwy za zmarłych, zadowalając się jedynie pocieszającą formułą o „spotkaniu wkrótce”, bez cienia wątpliwości co do losu tych, którzy odeszli, i tych, którzy zostają. Kaznodzieje niechętnie zdobywają się na poruszanie „zbyt skomplikowanych” wątków, które musiałyby opowiedzieć w sposób bardziej wyczerpujący o naszej sytuacji i naszej roli wobec zbawienia. Łatwiej zadowolić siebie i słuchaczy słowami prostymi i miłymi, które zbyt szybko utożsamia się z całością Dobrej Nowiny.

Nieprzypadkowo to właśnie współczesna kultura Zachodu, tak zwykle mało otwarta na prawdy o zbawczym działaniu Boga, wyjątkowo chętnie słucha o miłości Boga wyrażonej w nadziei zbawienia dla wszystkich. Cóż, każdy prorok musi się zdobyć na rachunek sumienia, gdy za bardzo jest oklaskiwany – jeśli oczywiście proroczą funkcję teologii chcemy jeszcze brać po uwagę.

Teologia nigdy nie jest tworzona w ideowej próżni, zawsze staje za nią praktyka i życie Kościoła. W tym wzajemnym przenikaniu leży w końcu znaczenie zbawcze (nie bójmy się tego słowa) teologicznej refleksji. Szlachetną jest rzeczą uwalniać ludzi od paraliżującego strachu przed piekłem, denuncjując niewłaściwą teologię i, przede wszystkim, złe przepowiadanie. Rozejrzyjmy się jednak wokół – chociaż dobrze mieć przysłowiowych chłopców do bicia, to jednak, niestety, trzeba to powiedzieć wbrew teologicznej „politycznej poprawności”, Kościół nie jest pełen straszących piekłem kaznodziejów. A przecież nie chodzi o to, aby w imię sadyzmu lub „teologicznego rewanżyzmu” stwierdzić, że na pewno ktoś w piekle jest. Takie stwierdzenie byłoby w świetle przekazu wiary nieuzasadnione. Zdecydowanie wybiega poza dane objawienia i w konsekwencji poza kompetencje teologa. To nie przez skrajności wyraża się prawda chrześcijańskiego objawienia – trzeba o tym pamiętać niezależnie od tego, którą stronę dyskusji się reprezentuje. Czasami jednak trzeba też jasno umieć odczytać, która strona potrzebuje wzmocnienia, które prawdy zostały zapomniane, o których warto właśnie dzisiaj przypominać.

Zdaje się, że powinniśmy przypomnieć sobie o piekle i że pamięć ta jest nam obecnie potrzebna. Nie po to, aby się bać, ale aby o swoim życiu poważnie pomyśleć, aby coś ważnego odkryć z ludzkiej godności i wolności, aby ucieszyć się zwycięstwem Chrystusa, który chce nas z wszelkich piekieł wyprowadzać i od wiecznego potępienia ratować. Brzmi archaicznie? Trudno.



***
Piotr Napiwodzki - ur. 1972, dominikanin, dr teologii Uniwersytetu Fryburskiego, rektor Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie.


[1] Por. Gorges Minois, Historia piekła, Warszawa 1998, s. 183–190.  
[2] Por. Daniel Pickering Walker, The Decline of Hell. Seventeenth Century Discussions of Eternal Torment, Chicago 1964. 
[3] Por. Medard Kehl, Und was kommt nach dem Ende? Von Weltuntergang und Vollendung, Wiedergeburt und Auferstehung, Kevelaer 2005, s. 182–184. 
[4] Por. Medard Kehl, Und was kommt nach dem Ende? Von Weltuntergang und Vollendung, Wiedergeburt und Auferstehung, Kevelaer 2005, s. 184.  
[5] Bernard Sesboüé, Zmartwychwstanie i życie. Krótki traktat o rzeczach ostatecznych, Poznań 2002, s. 128. 
[6] Por. Medard Kehl, Eschatologie, Würzburg 1988, s. 294.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama