Czy zabraknie powołań?

Dane statystyczne dotyczące nowych powołań, choć nie wszędzie, to jednak wydają się rodzić niepokój. Czy jest to tylko chwilowe osłabienie, czy stała tendencja, która będzie się w Polsce pogłębić, pokażą dopiero nadchodzące lata. Przewodnik Katolicki, 8 lutego 2009



– W ostatnim czasie coraz więcej mówi się o spadku liczby nowych powołań do kapłaństwa i życia zakonnego. Stwierdzenie to można uznać za prawdziwe, ale jednocześnie mało precyzyjne. Z jednej strony dostrzegamy bowiem, że mniej osób puka dziś do seminaryjnych i klasztornych bram, ale jednocześnie musimy pamiętać, że panuje obecnie niż demograficzny, o czym świadczy mniejsza liczba studentów także na świeckich uczelniach.

Jeśli weźmiemy pod uwagę i fakt, że coraz więcej młodych ludzi, pozostając świeckimi, znajduje swoje życiowe spełnienie w diakoniach wspólnot apostolskich i ewangelizacyjnych oraz nowych formach życia religijnego, sytuacja nie wygląda aż tak dramatycznie.

Dane statystyczne dotyczące nowych powołań, choć nie wszędzie, to jednak wydają się rodzić niepokój. Czy jest to tylko chwilowe osłabienie, czy stała tendencja, która będzie się w Polsce pogłębić, pokażą dopiero nadchodzące lata. Za wcześnie jednak, by mówić o wielkim kryzysie. Przyglądając się religijnej strukturze polskiego społeczeństwa, można żywić nadzieję, że po chwilowych wahaniach sytuacja unormuje się na nieco mniejszym, ale stabilnym poziomie. Co przyniesie dłuższa perspektywa, trudno jednak przewidzieć.

Jakie są przyczyny tego stanu rzeczy? Problem jest bardzo złożony. Musimy pamiętać, że mówimy o łasce powołania, którego dawcą jest sam Bóg. Trzeba więc pewnego dystansu, by nie powiedzieć pokory, wobec naszych ludzkich kalkulacji, bo dotykamy tajemnicy, która przekracza nasze możliwości percepcyjne. Owa pokora zakłada zgodę na tajemnicę i pewien margines niewytłumaczalności. Zaprasza również do mądrej refleksji nad kolejnym „znakiem czasu”, przez który Bóg może chcieć nam coś ważnego powiedzieć.

Wśród najczęstszych powodów spadku liczby powołań, poza demograficznymi, wymienia się dziś problem migracji młodych ludzi, bo wielu z nich wyjechało z kraju w poszukiwaniu lepszego życia. Kolejne, może jeszcze ważniejsze, to konsumpcyjny styl życia, rozluźnienie moralne, upadek tradycyjnych wartości, rozpad więzi rodzinnych, znacznie większa paleta możliwości, spośród których może wybierać dziś młodzież, antyświadectwo chrześcijan i negatywny obraz Kościoła ukazywany przez media. Niesprzyjających czynników jest zapewne więcej.

Co można zrobić? Zarysowane problemy podsuwają i odpowiedzi. Z pewnością ważna jest modlitwa, bo jeśli powołanie jest darem Bożym, to trzeba szukać go u Źródła. Sam Jezus wzywał, by „prosić Pana żniwa”. Potrzebna jest troska o dzieci, duszpasterstwo młodzieży, formacja rodzin. Ciągle aktualne i ważne pozostaje zwyczajne duszpasterstwo, ale i poszukiwanie dróg „nowej ewangelizacji”, by z przesłaniem Ewangelii docierać do „współczesnych areopagów”. Konieczne jest również tworzenie nowego języka przekazu wartości powołaniowych, który będzie czytelny i ciekawy dla współczesnej młodzieży.

Jednak najbardziej aktualne i zarazem radykalne pozostaje wezwanie do życia duchem Ewangelii. Dotyczy to zarówno duchowieństwa i osób konsekrowanych, bo ponoszą tu szczególną odpowiedzialność, jak i wszystkich wiernych. Życie rodzi życie, a śmierć - tylko śmierć. Nie ma mocniejszego i piękniejszego świadectwa powołaniowego, jak postawa człowieka, który nosi w sobie ewangeliczne światło, pokój, radość, prostotę i dobroć.

To nie słowa czy kolejne akcje, ale świadectwo życia najbardziej przemawia, a moc Ewangelii, którą człowiek wprowadza w swoją codzienność, jest z natury życiodajna. Warto i trzeba szukać nowych form duszpasterstwa powołaniowego, ale może jeszcze bardziej trzeba dziś odczytać wezwanie do nawrócenia. I nie ma się co obrażać na świat, że nie sprzyja temu, co duchowe, ale raczej zapytać, czy przypadkiem ja – człowiek ochrzczony i wierzący - nie stałem się przysłowiową „gaśnicą powołań”?

Czy mój styl życia mógł w kimś rozpalić światło nadziei i zrodzić pragnienie poświęcenia życia Bogu? Módlmy się o dar nowych i świętych powołań, ale może jeszcze bardziej o łaskę dogłębnej realizacji własnego powołania, byśmy sami żyli duchem Ewangelii. Wówczas będziemy mogli stać się zaczynem dobra i mieć nadzieję, że powołań nam nie zabraknie.



«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • beta
    12.02.2009 08:00
    Zgadzam się. Tylko szkoda że nie wprost autor artykułu nie napisał że gaśnicą powołań są sami powołani. Ci którzy już noszą sutanny czy habity. Swoim zachowaniem, często traktowaniem z góry ludzi świeckich zniechęcają do życia całkowicie poświęconego Bogu. Ksiądz który "wie wszystko" i na wszystkim się zna ale nie ma czasu by zająć się duszą drugiego człowieka-taki nie pociągnie za sobą nikogo prawie. Nie pisze z własnego doświadczenia, ale często słyszę takie historie. A do klasztoru czy pójdzie ktoś, kogo uczyła religii zakonnica, która nie potrafiła zdobyć autorytetu? Mam wrażenie że w seminariach i klasztorach nikt nie zajmuje się tym wydarzyło się w dzieciństwie osób powołanych. Często są to ludzie którzy nie potrafią zbudować prawidłowych relacji z innymi. I kto patrząc na nich uwierzy że idąc do seminarium czy klasztoru stanie się bardziej świętym człowiekiem? :)
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...