Zaproszenie na pustynię

Czterdziestodniowy Wielki Post to zaproszenie skierowane do nas przez Boga, „by mówić do naszego serca”. Chodzi o to, byśmy świadomie wkroczyli w ten święty czas, by nie był to tylko kolejny okres roku liturgicznego, ale rzeczywista przygoda z Bogiem. Przewodnik Katolicki, 22 lutego 2009



Tak absurdalnie muszą jawić się niektóre praktyki postne (umartwienia).
Umartwienie, które z założenia nie ma być dokuczliwe, przestaje być umartwieniem. Na przykład, gdyby ktoś czas postu potraktował jaką świetną okazję do spożywania krewetek w winie, zagryzanych kanapeczkami z kawiorem i popijanych chłodnym szampanem. Gdyby uważał to za doświadczenie pustyni, to znaczyłoby, że legalizm prawny przysłonił mu zupełnie sens postu i sam siebie oszukuje.

Podobnie jest w sytuacji, gdy ktoś rzeczywiście podejmuje drakońskie wyrzeczenia, ale z motywów zupełnie egoistycznych. Można znaleźć wiele przykładów ludzi, którzy z zemsty lub aby innym dokuczyć, zdolni są do niebywałych poświęceń. Są też tacy, którzy chcą po prostu schudnąć lub sobie udowodnić, że jednak na coś ich stać. Trudno potraktować to jako praktykę postną.

Pustynia jest etapem

Pustynia nie ma być naszym celem, lecz etapem. Z pustyni człowiek ma wejść do „Ziemi Obiecanej”, ma przeżywać radość, która jest udziałem tych, którzy w świetle Bożego Objawienia poznali, kim są, dokąd zmierzają, jakie niebezpieczeństwa czają się po drodze i Kto może ich z tych opresji wybawić.

Chrześcijaństwo nie polega na siedzeniu we łzach i na popiele. Pustynia (umartwienie) ma zaowocować chrześcijańską radością. Radość chrześcijańska tym różni się od radości pozornej i przemijającej, że nie jest uwarunkowana sytuacją zewnętrzną. Jezus mówi o radości, której pragnie dla swych uczniów w Wieczerniku. Wówczas, gdy stawał wobec zdrady, męki i śmierci, mówi o radości, bowiem ma poczucie jedności z Ojcem i chce wypełnić Jego plan do końca. To nadaje sens Jego ziemskim trudom, a z poczucia spełnienia („wykonało się”) płynie radość.

Również nasz Wielki Post nie ma być celem samym w sobie. Nie pości się, żeby cierpieć (choć wiąże się to z trudem), ale po to, by później przeżywać pełniej swoje życie, niezależnie od tego, co będzie działo się wokoło. Owocem czasu postu jest doświadczenie, że Bóg mówi do mego serca, że nie jestem dla Niego obojętny, że moje życie ma sens nawet wówczas, gdy nie wszystko idzie po mojej myśli. Bo przecież myśli Boże nie są naszymi, a nasze drogi – Bożymi.

Doświadczyć obecności Boga w swoim życiu to móc powtórzyć z całym przekonaniem za psalmistą: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23, 4).

Moje czterdzieści dni pustyni

Przed nami kolejny Wielki Post. To czas, w którym słowa z Księgi Ozeasza Bóg kieruje do każdego z nas: „Chcę cię przynęcić, na pustynię wyprowadzić i mówić do Twojego serca”. Czy potrzebujemy tego czasu doświadczenia, by coś przemyśleć, za coś przeprosić, coś sobie uświadomić, coś postanowić?

Czy też zagonieni na targowisku świata nie mamy czasu na takie sprawy. Bo tempo życia, bo chwila obecna, bo kryzys, bo nie można zostać w tyle, bo coś nam się przecież od życia należy… A post? No cóż, kupię sobie pstrąga… A może jednak warto zostawić pełne miski w Egipcie i wyruszyć… Wtedy trzeba tylko pomyśleć, co może być moją pustynią i zadbać, by nie wyszedł z tego egzotyczny piknik.





«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama