Duchowy bilans

W Kościele przeżywamy kolejny Wielki Post i chyba dobrze byłoby, gdybyśmy jako chrześcijanie - nie tyle na płaszczyźnie gospodarczej, co duchowej - przeprowadzili pewien bilans zysków i strat Przewodnik Katolicki, 22 marca 2009



Tylko dla odważnych

W ostatnim czasie jednym z głównych tematów nieustannie „maglowanych” w mediach jest kryzys gospodarczy. Wiąże się on z wieloma analizami, badaniami, prognozami… Mniejsze lub większe firmy uważnie śledzą swoje bilanse zysków i strat. Podejmowane są konkretne plany czy kroki, które mają zaradzić kryzysowi. Tymczasem warto, abyśmy podjęli krok, który należy jedynie do osób odważnych. Tym właśnie krokiem jest własny, rzetelny rachunek sumienia, analiza tego, co możemy określić jako korzyść dla naszego ducha, ale także i tego, co powinniśmy uznać jako stratę, a może czasem duchowy kryzys czy nawet krach…

Nie lubię budzików!

Skoro mamy mówić o rachunku sumienia, warto rozbić te dwa słowa i nieco się im przyjrzeć. Najpierw przypomnijmy, czym jest sumienie. Katechizm Kościoła powie, że sumienie to wewnętrzne sanktuarium człowieka, w którym możemy usłyszeć Boży głos. Głos Bożej woli, głos Bożego prawa, napomnień czy też pochwały ludzkiego postępowania. Do mnie jednak oprócz określenia „wewnętrzne sanktuarium” równie mocno przemawia pewne porównanie zastosowane przez księdza Piotra Sosnowskiego, salezjanina, wykładowcę, w którego zajęciach z homiletyki było mi dane uczestniczyć w łódzkim seminarium.

Kiedy mówił o sumieniu, zadawał najpierw kluczowe pytanie: Czy lubisz swój budzik??? Tak zwyczajnie: budzik! Znamy doskonale to urządzenie. Niejednokrotnie ratuje nas przed spóźnieniem do szkoły, do pracy, na pociąg, samolot… Nikt chyba nie ma wątpliwości co do pożyteczności budzików. Ale pozostaje pytanie, czy lubimy swój budzik?

A najlepiej zadać to pytanie o szóstej rano, kiedy człowiek chętnie słodko by jeszcze pospał, a tu niestety. Dźwięk, którego nie lubię, wyrywa mnie z błogiego spoczynku. Wstawaj! Rusz się! No i znamy to chyba z autopsji, kiedy z determinacją uderzamy to zacne urządzenie, tłumacząc sobie, że jeszcze trochę. A tu za pięć minut znowu pobudka. Myślę, że o piątej lub szóstej rano większość z nas powie, że nie lubimy budzików.

A sumienie to właśnie taki budzik. Kiedy robimy coś niewłaściwego, zaczyna się odzywać. A my jednym uderzeniem wyłączamy go jeszcze na chwilę, jeszcze trochę. A on znowu. Jest tylko jeden problem. Podobnie jak bateria w budziku może się wyczerpać, tak i sumienie można skutecznie zagłuszyć. Jeśli zbyt gwałtownie potraktujemy budzik, możemy go zniszczyć. Sumienie także możemy zdeformować. Wtedy potrzeba nie tylko rachunku sumienia. Wtedy potrzeba konkretnego nawrócenia. I choć nawrócenie i rachunek sumienia są sobie bardzo bliskie, my skupimy się przez moment na tym ostatnim.

Bilans zysków i strat

Uwielbiam określać rachunek sumienia jako bilans zysków i strat. Da się bowiem zauważyć, że często jako katolicy traktujemy ten duchowy rachunek bardzo jednostronnie, skupiając się jedynie na stratach. No tak, jako dzieci pierwszokomunijne uczyniliśmy swój pierwszy rachunek sumienia. Odpowiedzieliśmy sobie na dziesiątki pytań dotyczących grzechów.

Jednak im bardziej jesteśmy dojrzali, tym bardziej warto, byśmy w duchowym bilansie dostrzegali nie tylko straty, ale również zyski. Zyski, czyli to, co jest w nas dobre, szlachetne, wartościowe. I może ktoś powie: Proszę księdza, ale to prowadzi do narcyzmu! Od razu odpowiem, że nie o narcyzm tutaj chodzi. Myśląc o tym, co jest we mnie dobre, wcale nie chcę popaść w samouwielbienie, ale chcę uwielbić Pana Boga za to, co w ostatnim czasie było naprawdę dobre i cenne.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama