Z życia do życia

Zmartwychwstanie to największe dobro, jakie w ogóle mogliśmy otrzymać. Ale trzeba je nazwać dobrem trudnym. Zostaliśmy, jak uczniowie Chrystusa, tak przytłoczeni Jego śmiercią, że z ciężkim sercem wznosimy oczy ku niebu. Dlatego nasza nadzieja jest trudna... Idziemy, 23 marca 2008



Jezus zinterpretował, z tego wynika, symbolicznie swoją śmierć i pozostawił uczniom „pierwszą mszę”, „wieczerzę Pańską” (1 Kor 11, 20) w której żyje pod postacią chleba i wina. Tym samym przypisuje swej śmierci działanie zbawcze, które jednak trzeba widzieć w jego ukierunkowaniu na królestwo Boże. Wszystkie relacje o ustanowieniu Eucharystii mówią jasno o tym, że Jezus chciał, aby rytuał chleba i kielicha był powtarzany. Mówił: „Czyńcie to na moją pamiątkę”. I właśnie od tamtego historycznego momentu tak się dzieje wśród wierzących w całym świecie.



Oddajemy cześć krzyżowi


W Wielki Piątek wspominaliśmy śmierć Jezusa na krzyżu. Symbolika krzyża jest dla chrześcijan wyjątkowo istotna i duchowo pobudzająca. Krzyż bowiem to znak zbawienia przez mękę Syna Bożego oraz symptom nadziei, że ludzkie cierpienia prowadzą również do zmartwychwstania, jeżeli zostaną sprzęgnięte z mocą płynącą z życia i śmierci Jezusa. Dlatego oddajemy cześć krzyżowi? Nie czcimy krzyża jako narzędzia zbrodni, tylko jako narzędzie zbawienia. Kiedy całuję podczas liturgii Ewangelię, to w ten sposób oddaję hołd nie kartce papieru, lecz słowu zbawienia, a w ostatecznym sensie – samemu Zbawicielowi.

Gdyby – przykład czerpię z katechezy ojca Jacka Salija – zastrzelono mi bliską osobę, rewolwer byłby tylko i wyłącznie narzędziem zbrodni. Natomiast Pan Jezus umarł nie tylko dlatego, że ludzie podjęli zbrodniczą decyzję zamordowania Go. Umarł, bo sam chciał oddać za nas życie, po to przecież przyszedł na tę naszą ziemię. U św. Jana czytamy: „Ja życie moje oddaję, aby je znów odzyskać (J 10, 17). Nie tylko umarł dlatego, że sam tak chciał, ale również w sposób, w jaki chciał.

Czy jednak krew przelana na Kalwarii to cena za dług, jakiej Bóg wymaga za obrazę, której od nas doznał? Cóż, ewangeliści i św. Paweł stosują w swych interpretacjach takie terminy jak „okup”, kara, sprawiedliwość, ofiara. Czyżby sugerowali, że Bóg zaplanował śmierć Jezusa, żeby odkupić nasze grzechy, a przez to niejako nadał cierpieniu jako takiemu wartość? Chyba jednak nie; raczej trzeba powiedzieć, że wybierając zadanie bezbronnego proroka Jezus wyraził bezwzględne posłuszeństwo Ojcu w niebie oraz doskonałą ofiarę. I w tej kenozie Chrystus nie przesłonił swego Bóstwa, lecz właśnie przez nią objawił Bóstwo zarówno swoje, jak i Ojca, ponieważ „Bóg jest miłością”, miłością, czystą i bezinteresowną, aż po śmierć na krzyżu. Dlatego odważamy się powiedzieć, że śmierć jest dla chrześcijanina ostatecznie zyskiem, bo jego życiem jest sam Chrystus „wywyższony na belce krzyża”. Im bardziej radykalne samowyniszczenie, tym pełniejszy objaw miłości ku ludziom, lecz również tym bardziej zupełna ufność w Ojca – nadzieja wbrew wszelkiej nadziei, że miłość Boga zwycięży.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama