Rozpacz - czy nadzieja?

Od czasów średniowiecza uniwersytety zajmowały w cywilizacji zachodniej trwałe i stabilne miejsce, będąc ośrodkami zarówno prowadzenia badań naukowych, jak i kształcenia wyższego, i w ten sposób w znacznym stopniu kształtując jej kulturowe oblicze. Ethos, 85-86/2008



Wydaje się, że trendy, które krytykował Bloom – przy wielu różnicach między europejskim a amerykańskim modelem kształcenia – dotarły obecnie na nasz kontynent i do naszego kraju. Rzeczywistość akademicka podlega dziś szybkim zmianom, które choć nie zawsze odzwierciedlają przemiany w Ameryce, wydają się przynosić podobne rezultaty, a wśród nich również koniec tradycyjnie pojmowanej misji uniwersytetu. Integracja europejska wymogła uniformizację szkolnictwa wyższego, tak jego struktury, jak i funkcjonowania, a jej zasady wyznacza tak zwany Proces Boloński.

Ma to niewątpliwie swoje dobre strony - ułatwia międzynarodową współpracę naukowców i pozwala zarówno kształcącym się, jak i wykładowcom na prowadzenie badań lub odbycie części studiów poza granicami kraju. Jednocześnie jednak powszechne staje się narzekanie na biurokratyzację uczelni utrudniającą pracę naukowców i na konieczność podporządkowania badań zapotrzebowaniom podmiotów zewnętrznych, które mogą dostarczać środków na ich finansowanie. Uniwersytety stają się więc stopniowo przedsiębiorstwami – aby się utrzymać na edukacyjnym rynku, muszą podporządkować swoją autonomię zewnętrznym regułom działania, a także oferować takie kierunki studiów, na które znajdzie się najwięcej chętnych.

I tak nikogo nie dziwi już obecność na uniwersytecie specjalności takich, jak marketing czy kosmetologia, ani „kurczenie się” dyscyplin teoretycznych, określanych dziś potocznie jako „niepraktyczne kierunki studiów”. Wydaje się, że dominująca dziś tendencja, by wiedzę traktować instrumentalnie, jako narzędzie, które służy celom praktycznym i samo w sobie nie przedstawia wartości - tendencja, której analizę przedstawiliśmy w 75. numerze „Ethosu”, zatytułowanym „O nowej edukacji” - dotarła dziś na uniwersytety.

Obserwowane przemiany skłaniają do wniosku, że funkcjonujący w dzisiejszej rzeczywistości uniwersytet coraz częściej przekształca się w wielokierunkową szkołę zawodową, preferującą wąskie, praktyczne specjalizacje w miejsce tradycyjnej formacji ogólnohumanistycznej. Przekazywana studentom wiedza ma charakter zatomizowany, nie zostaje osadzona w jakiejkolwiek – niekoniecznie teologicznej – perspektywie antropologicznej.

Wzrasta liczba studentów studiów zaocznych i eksternistycznych. Siłą rzeczy profesora-mistrza coraz częściej zastępują podręcznik i egzamin testowy. Nauka na uniwersytecie utraciła też swój elitarny charakter. Dziś studiują wszyscy, bez względu na zainteresowania, predyspozycje czy poziom intelektualny. Sytuacja ta w pewnym sensie „służy” pracownikom naukowym: zapewnia dostateczną liczbę godzin pracy, by można było utrzymać etaty.

Zjawiskom tym towarzyszy zarazem tendencja do przekształcania w uniwersytety (techniczne, medyczne czy przyrodnicze) politechnik oraz dawnych akademii medycznych i rolniczych. Czy oznacza to, że różnice między poszczególnymi typami uczelni rzeczywiście uległy dziś zatarciu, czy też mamy do czynienia wyłącznie ze zmianą nazwy dyktowaną względami pragmatycznymi? Czy jesteśmy świadkami zmiany profilu uniwersytetu, czy raczej zmiany jego tożsamości? Czy można mówić o zmianie statusu nauk, które tradycyjnie tożsamość tę wyznaczały, czyli ogólnie pojętej humanistyki, czy czasy humanistyki się przeżyły? W jakim zakresie potrzebują jej ludzie pracujący w zawodach praktycznych, chociażby informatycy, lekarze, prawnicy?

Pytania te postawiliśmy autorom zaproszonym do współtworzenia niniejszego numeru „Ethosu”. Chcieliśmy, by jednocześnie przypomnieli czytelnikom klasyczną koncepcję uniwersytetu, jego historię w kulturze oraz funkcjonujące dziś jego modele. Czynią to w swoich artykułach Balázs M. Mezei i Roman Majeran. Uzupełnieniem artykułów o profilu historycznym są teksty, których autorzy podejmują wprost tematykę kryzysu uniwersytetu. Na gruncie amerykańskim czynią to ks. Richard J. Neuhaus i Gertrude Himmelfarb, a perspektywę polską przedstawiają Agnieszka Lekka-Kowalik oraz Tadeusz Luty. O zanikającej dziś roli mistrza w kształceniu uniwersyteckim pisze Ireneusz Ziemiński.

W numerze „Ethosu” poświęconym problematyce uniwersytetu nie mogło zabraknąć artykułów poruszających kwestię jego autonomii. Zagadnienie to było w ostatnim okresie często dyskutowane w nawiązaniu do wystąpienia Benedykta XVI na uniwersytecie w Ratyzbonie oraz do jego niewygłoszonego przemówienia na uniwersytecie La Sapienza w Rzymie. Część społeczności akademickiej rzymskiego uniwersytetu – w imię swoiście pojmowanej autonomii uczelni – nie chciała bowiem obecności Papieża podczas uroczystej inauguracji roku akademickiego. Zapis tego drugiego wykładu, wraz z szerokim komentarzem Rocca Buttiglionego, postanowiliśmy zaprezentować czytelnikom w dziale dotyczącym autonomii uniwersytetu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama