Europejskie obawy i nadzieje polskich katolików

Jak zareagują ludzie, gdy biskupi opowiedzą się za wstąpieniem do Unii, ale następnie – po kilku latach od wejścia Polski do UE – na skutek presji instytucji europejskich zostanie obalona obecna ustawa o ochronie życia poczętego, wprowadzona eutanazja, „małżeństwa” homoseksualne itp.? Więź, 1/2003




W środowiskach katolickich trzeba mówić prawdę, że wejście Polski do Unii jest związane z ryzykiem silnego wstrząsu dla jednej z najintensywniejszych kultur katolickich w Europie – kto wie, czy nie najintensywniejszej (nie należy tu mylić kultury katolickiej z kulturą polską, która teraz jest nijaka i w wielu obszarach chyba znacznie niższa niż kultura ludzi z krajów na zachodzie Europy). Rzecz jasna, tak naprawdę, nigdzie nie ma sterylnego środowiska dla kultury katolickiej, ani bliżej Brukseli, ani bliżej Moskwy, ani w równej od nich odległości. Jeżeli jednak istnieje tyle lęków w Kościele co do jej przetrwania w granicach Unii Europejskiej, to koniecznie trzeba się publicznie zastanawiać nad możliwościami jej ocalenia, a nawet myśleć o jej rozwinięciu.

Jak ludziom poszukującym Boga ukazać jej niepowtarzalność, piękno i dobro? Bliższym i pierwszorzędnym celem jest uczynienie Kościoła na tyle dojrzałym duchowo, aby jako zjednoczona wspólnota umiał stawiać Unii moralne wymagania. Jeżeli katolicy polscy mają wypełnić takie zadanie, muszą nie tylko zachować świeżość swojej wiary, ale zapoznać się z kulturą narodów, do których Chrystus chce ich posłać, a także wypracować formy ewangelizacji mające szansę trafić do tych ludzi. Trzeba by chyba nawet powiedzieć o dobrze pojętym „przystosowaniu się” do warunków kulturowych ewangelizacji panujących w Europie Zachodniej, w tym sensie, w jakim misjonarze udający się do Afryki poznają kulturę i wierzenia ludności, wśród której będą pracowali. Takie przygotowania mogą złączyć Kościół, który chce obdarzać ludzi dobrem otrzymanym od swojego Pana i zarazem przyjmować to, co dobre (a jest tego dobra wiele) z innych kultur wierząc, że wzmacniając dobro zwycięży zło – nawet jeśli jakaś część tego Kościoła boi się zła obecnego w zlaicyzowanym świecie bez Boga, w świecie propagującym cywilizację śmierci, i chce z tym złem walczyć. Na płaszczyźnie kościelnej spory polityczne powinny być tylko echem troski wierzących o Kościół i świat, w którym przyszło nam żyć i pełnić swoją misję uczniów Chrystusa.

ODNALEŹĆ DOBRO W LAICKIEJ EUROPIE

Jeżeli zaczynamy mówić o ewangelizacji Europy (jest to właśnie głos Kościoła), to trzeba coś wymiernego robić, aby być zdolnym do tak wielkiego wysiłku, jakim jest konfrontacja wierzących w Chrystusa z wielkimi obszarami niewiary i relatywizmu moralnego, a także coraz częściej spotykanego neopogaństwa (myślę przede wszystkim o wzrastającej popularności magii, wróżb itp.).

Wszędzie tam, gdzie coś chce się zmienić – w naszym przypadku „dać duszę Europie” – trzeba opracować programy edukacyjne, formacyjne, integracyjne itp., za których pomocą będzie się realizowało wyznaczone cele. Warto nawiązać dobre kontakty ze środowiskami katolików na zachodzie Europy, próbować poznać ich doświadczenia i także od nich czegoś się nauczyć. Mówiąc „A”, trzeba także powiedzieć „B”. W tym przypadku „B” oznacza przygotowanie takiej formacji wiernych, aby umieli się odnaleźć w liberalnej kulturze dominującej w UE, nie tracąc swojej wiary; aby umieli dostrzec w tej kulturze to, co najlepsze, a odrzucić fałsz; i co najważniejsze – by umieli głosić orędzie Jezusa. To „B” muszą powiedzieć przede wszystkim biskupi i kapłani, jeżeli nie chcą, aby posądzono ich później o płytką ideologię polityczną, np. okazywanie większej gorliwości w obronie polskiej ziemi niż w sprawach Królestwa Bożego. W obliczu nowych wyzwań nie wystarczy wezwać wiernych do ewangelizacji Europy. Chodzi o to, żeby ta ewangelizacja nie stała się sloganem, który nie rodzi żadnej realnej zmiany w życiu Kościoła. Jej podjęcie musi prowadzić do jakiegoś wymiernego celu, na tyle konkretnego i realnego, aby można było wokół jego realizacji skupić ludzi troszczących się o Kościół.

Słyszy się o dokumentach wydawanych przez biskupów, mających się ukazać z racji zbliżającego się referendum. Ustalone mają być kryteria głosowania w referendum. Niewiele jednak widać działań ze strony naszych pasterzy, aby ostatni Kościół masowy w Europie uczynić np. bardziej wspólnotowym. Ospałe struktury wielu polskich diecezji (niezdolnych choćby do wydawania ogólnopolskiego dziennika) nie są w stanie wyzwolić ludzkich energii potrzebnych do skutecznej ewangelizacji jednoczącej się Europy. Jeżeli postulaty ewangelizacji nie będą miały widocznego przełożenia na konkretne inicjatywy, jeżeli te inicjatywy nie będą jednoczyć wiernych we wspólnoty, jeżeli te wspólnoty nie będą lepiej formować swoich członków niż to czyni obecne duszpasterstwo, to coraz bardziej rozproszeni, podzieleni i zdezorientowani katolicy, poddani nieustannemu oddziaływaniu wielu pozakościelnych ośrodków opiniotwórczych, coraz mniej będą się czuli wspólnotą Ludu Bożego. Kościół zamiast kształtować niechrześcijańskie kultury, sam będzie przez nie kształtowany.

A przecież wprowadzenie możliwie największej grupy chrześcijan we wspólnoty i stowarzyszenia religijne powinno być w interesie katolików sympatyzujących zarówno z jedną, jak i drugą opcją polityczną. Jedni – grzmiąc o strasznej ateizacji, zagrożeniach płynących z Europy, domagając się zachowania nienaruszalności granic i suwerenności – powinni widzieć potrzebę wytyczenia granicy między Ludem Bożym a niewierzącym światem, powinni chcieć skupić katolików, aby uchronić ich od złego wpływu; drudzy zaś powinni widzieć, że na Zachodzie najprężniejsze ośrodki ewangelizacji to właśnie różne wspólnoty. To one tworzą elitarne środowiska życia chrześcijańskiego, w których przetrwała żywa wiara i gdzie rodzą się ciekawe inicjatywy apostolskie.

Stosunek do wspólnot i ruchów katolickich powstałych w innym niż polski kręgu kulturowym jest dobrym sprawdzianem tego, na ile w dyskusji wewnątrzkościelnej o integracji z Unią myśli się rzeczywiście o dobru Kościoła, o ewangelizacji krajów zachodniej Europy. Jeżeli uznamy, że każdy lokalny Kościół w Europie wypracował coś cennego, co ma do zaoferowania innym Kościołom lokalnym, to integracja na poziomie kościelnym oznacza przyjmowanie tych doświadczeń. Gdy popiera się zjednoczenie z Unią, logiczne jest, że powinno się wprowadzać do Polski wspólnoty i stowarzyszenia obecne w Kościołach zachodniej części kontynentu, a także proponować nasze własne doświadczenie. Tylko w ten sposób inność kulturowa tych Kościołów stanie się nam bliższa.

Trudno mówić o integracji w wymiarze kościelnym, gdy uważa się, że tylko nasze własne doświadczenie katolickości jest najlepsze, gdy zamyka się „granice” parafii na te katolickie wspólnoty, których formacja jest inspirowana inną kulturą narodową. Być może eurosceptycyzm połączony z negatywnym stosunkiem do innych Kościołów jest w tym przypadku zachowaniem konsekwentnym z punktu widzenia logiki, ale nie można nie zauważyć, że przy takim podejściu troska o polskość staje się ważniejsza od troski o ewangelizację ludzi innych kultur, także zresztą o ewangelizację niewierzących Polaków. Wtedy cała retoryka o potrzebie zachowania tożsamości Kościoła katolickiego w Polsce, jak i o konieczności ewangelizacji Europy, staje się pustym frazesem, mającym na celu zrealizowanie zamiarów innych niż kościelne.

Obie wrażliwości, o których tu pisałem – nazwijmy je wrażliwością obawy i nadziei – są potrzebne Kościołowi, pod warunkiem, że wzniosą się na pewien poziom katolickiej uniwersalności, a więc będą kształtowane przez dojrzałych chrześcijan. Nie wzniosą się jednak nigdy, gdy zabraknie przewodników duchowych wyciągających wspólnotę wierzących ze sztywnego gorsetu politycznej ideologii, gdy nie będzie przewodników walczących o rzeczywistą niezależność polityczną Kościoła i co za tym idzie – o priorytet wysiłków ewangelizacyjnych nad bieżącą grą polityczną.

***


Ksawery Knotz OFMCap – ur. 1965. Dr teologii pastoralnej, wykładowca w WSD Braci Mniejszych Kapucynów. Wikariusz prowincjalny Krakowskiej Prowincji Kapucynów. Autor książki „Akt małżeński – szansa spotkania z Bogiem i współmałżonkiem”. Mieszka w Krakowie.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama