Bunt, wolność, absurd

Przegląd Powszechny 11/2010 Przegląd Powszechny 11/2010

Camus był mężczyzną przystojnym, o smutnym spojrzeniu, tajemniczym głosie, podobał się kobietom.

 

Sama rozmowa z kobietą sprawiała mu przyjemność. Wolał rozmawiać z kobietami niż z mężczyznami. Matka była dla niego całym światem. Ojca nie znał. Nie był wiernym kochankiem, sam zaś wyrzucał kobietom niewierność nawet wówczas, gdy się zale­dwie zdrady domyślał. Pisał o zagrożeniach seksu dla pisarza, dla twórcy, dla rozwoju osobistego, który łączy się tylko z czystością, jednocześnie sam stosunki seksualne z kobietami traktował dość nonszalancko. Przyjaciele uważali, że kolekcjonuje kobiety. Piękna Simone Hié, obracająca się w środowisku artystycznym, długo opierała się urokowi Camusa. Została jego pierwszą żoną. W tym samym czasie obdarzał uczuciami dwie kobiety, Yvonne i Franci­ne. W liście do Yvonne pisał: Prawdopodobnie zmarnuję sobie życie, jeśli rozumieć je w potocznym tego słowa znaczeniu. Mam na myśli ewentualny ożenek z F., chyba że ona się na to nie zgo­dzi. Już od dawna nie dostaję od niej żadnych wiadomości… tak bardzo chciałbym Cię pocałować, a równocześnie odejść… będę igrał z losem, by ponieść porażkę: to właśnie usiłowałem Ci powiedzieć.Drugą jego żoną została Francine Faure. Camus pisał: Pozwólmy działać absurdalnemu bożkowi, który jest dokładny i elegancki, nieco ironiczny i strasznie szybki, kiedy uderza. Jego religia polega na tym, by nie starać się unikać ciosów, lecz umieć je przyjmować.

Camus w sferach paryskich intelektualistów był postacią po­wszechnie znaną. Po II wojnie światowej Paryż jeszcze przez kil­ka lat utrzymywał przedwojenny status kulturalnej stolicy świata. Kawiarnie zamieniły się w miejsce gorących dysput. Prowadzili je Albert Camus, JeanPaul Sartre i jego towarzyszka życia Simone de Beauvoir. Jadali wspólnie obiady, pili wino do późnych godzin nocnych, w La Rose rouge słuchali śpiewu Juliette Gréco. Scepty­cyzm Camusa odbierali jako cynizm. Różnili się w poglądach na wiele tematów. Sartre i Simone de Beauvoir wyznawali radosny ateizm. Camusowa niewiara była wyrazem niepokoju i bezradności. Sartre – powiedzieć można – był prostackim ateistą, odrzucał Boga jako przeżytek i burżuazyjny skansen. Camus toczył ciągły spór z Bogiem, czy raczej o Boga, albo przeciwko Niemu. Dał tego wyraz „Dżumie”, w postaciach doktora i jezuity. Camusa interesu­je przede wszystkim cierpienie człowieka. Ono jest odbiciem jego stosunku do Boga. W „Notatnikach” pisał: Sens mojego dzieła: tylu ludzi jest pozbawionych łaski. Jak żyć bez łaski? Trzeba na to przystać i uczynić, czego nie uczynił chrystianizm: zająć się potępionymi.

Ostatecznie Camusa i Sartre’a poróżni stosunek do stalinizmu. Sartre uważał, że jeśli ktoś z jakiegokolwiek powodu nie popiera Związku Sowieckiego, nie może zasiadać w gronie ludzi postępowych. Camus został zatem wykluczony. Sartre nie przebierał w słowach, uchodził za króla intelektualistów, z jego opinią liczyła się intelektualna stolica świata. Sartre w czasie wojny nie pojawił się w ruchu oporu. Natomiast po wojnie należał do najbardziej żarliwych lustratorów. Ponieważ wśród francuskich literatów i artystów przeważali kolaboranci, Sartre miał pole do popisu. Camus, który działał w ruchu oporu, był ostrożny w ferowaniu wyroków. François Mauriac (również działacz ruchu oporu) po wojnie głosił hasło pojednania Francuzów. Tych, którzy kolaborowali z hitlerowcami, z tymi, którzy działali w podziemiu. Jako chrześcijanin domagał się przebaczenia kolaborantom. Camus przeciwstawił się miłosierdziu, apelując o sprawiedliwość. Odrzucał miłosierdzie na tamtym, dla niego jako niewierzącego, nieistniejącym świecie. Domagał się sprawiedliwości tu, na ziemi. Polemika wierzącego z ateistą rozgorzała na łamach powojennej prasy francuskiej. Camus opowiedział się nawet za karą śmierci. Jednak gdy przyszło do konkretnych działań, podpisał się pod listem o ułaskawienie pisarza Roberta Brasillacha (nie kryjąc przy tym odrazy do zdrajcy; ostatecznie Brasillach został stracony, był to we Francji jedyny wyrok śmierci na pisarzu, więcej wyroków wykonano na dziennikarzach). Spór między Camusem a Mauriakiem był sporem między członkami ruchu oporu, każdy z nich miał prawo głosu. Takiego prawa mo­ralnego Sartre nie miał, a wypowiadał się najgłośniej i najbardziej radykalnie.

Sartre zaskoczył wszystkich wspomnieniem pośmiertnym, pełnym peanów na cześć Camusa. W jednym z wywiadów oświadczył, że łączyło ich wiele, zaś Camus nigdy nie robił mi świństw i ja również mu nie robiłem, co, jak wiadomo, w odniesieniu do autora „Muru” było nieprawdą. Sartre był doktrynerem, Camus – wrażliwym na cierpienia człowieka myślicielem. Autorowi „Dżumy” przypisywano pesymizm. Przypisywali mu go chrześcijanie i komuniści. Camus pisał: Powiedziałbym, że na ludzki los patrzę pe­symistycznie, natomiast jestem optymistą, co się tyczy człowieka. Wierzącym zazdrościł wiary. Sam musiał się zadowolić tym, co względne. Zasady moralne, tak jak wiedzę – trzeba zdobywać sa­memu. Camus, żałując, że nie wierzy w Boga, pisał: Bóg był – i jak sądzę jest jedną z szans człowieka, a tym wszystkim, którzy się od niego odwrócili, pozostaje odnalezienie innej drogi, jednakże bez zbytniej pychy i bez zbytnich złudzeń.

Albert Camus z upływem czasu czuł się coraz bardziej osamot­niony. Zabrał się do pisania kolejnej książki. Podjął w niej temat, który zbulwersował opinię. „Człowiek zbuntowany” (książka ukazała się w 1951 r.) – uważa Joanna Guze – to analiza buntu w jego postaci metafizycznej i historycznej, plus relacja: bunt–sztuka. To dzieło w pełnym tego słowa znaczeniu filozoficzne. Camus odżegnywał się od bycia filozofem, sięgał do refleksji literackich, społecznych i politycznych. W „Człowieku zbuntowanym” przekroczył granice, w których dotąd się obracał, przekroczył granicę ab­surdu. Camus: W obliczu zła i śmierci człowiek całą swoją istotą woła o sprawiedliwość. Chrystianizm historyczny odpowiedział na to wołanie ogłoszeniem królestwa i życia wiecznego, w które trzeba uwierzyć. Cierpienie zużywa nadzieję i wiarę; po czym trwa dalej, bez żadnych już wytłumaczeń. Toteż ludzie pracy, ten tłum, który cierpi i umiera, nie ma boga. Nasze miejsce jest u jego boku, z dala od dawnych i nowych doktorów. Chrystia­nizm historyczny uleczy od zła i zbrodni poza historią; ale zła i zbrodni doświadcza się w historii. Materializm współczesny, ze swej strony, wyobraża sobie, że daje odpowiedź na wszyst­kie pytania; ale służąc historii, powiększa zbrodnię, wszelkie usprawiedliwienie pozostawiając przyszłości, co także wymaga wiary. W obu przypadkach trzeba czekać, gdy niewinny wciąż umiera. Od dwudziestu wieków suma zła nie zmniejszyła się na świecie.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

TAGI| CAMUS

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama