Bunt, wolność, absurd

Przegląd Powszechny 11/2010 Przegląd Powszechny 11/2010

Camus był mężczyzną przystojnym, o smutnym spojrzeniu, tajemniczym głosie, podobał się kobietom.

 

W 1945 r. Camus został ojcem bliźniąt – Catherine i Jeana. Pracował nad „Dżumą”, która ukazała się w 1947 r. Ta powieść – mora­litet – przyniosła mu światową sławę. Wszystko bywa absurdalne, świat staje do góry nogami, wszystko się wali, wszyscy umierają bez wyjątku: dzieci, starcy, zbrodniarze, bohaterowie. Jak się bronić przed absurdem? Obrona nie ma sensu, gdyż jesteśmy skazani na absurd. Absurd to jednak nie zło. To konieczność. Ale nie wolno godzić się na zło. Nie wolno godzić się na żaden jego przejaw, na­wet najdrobniejszy. Czy zło można pokonać? Ludzie – pisał Camus – są wyczerpani złem albo zrezygnowani, co na jedno wychodzi. Tyle tylko, że nie mogą już znieść kłamstw na ten temat.Zła ni­czym nie można usprawiedliwić. Ani rozumem, ani sercem. Nawet jeśli dżumy nie da się pokonać, nawet jeśli nie da się zwyciężyć w ludożerczej wojnie, nie znaczy to, że należy przystać do wroga. Na naszym świecie są zarazy i ofiary. W miarę możliwości nie należy być po stronie zarazy.To wszystko, aż wszystko.

Camus wygłosił prelekcję dla dominikanów (grudzień 1946). Był na niej obecny amerykański pisarz Julien Green, katolik. Dał następujące świadectwo o Camusie: Mimo że chory i wyraźnie zmęczony, sposób, w jaki przemawia, porusza mnie do głębi. Mówi

a. o tym, czego oczekuje się od francuskich katolików w 1946 r. Jest wzruszający, przy czym wcale nie sili się na elokwencję. Sprawia to jego szczerość. Mówi szybko, prostymi zdaniami, zagląda do notatek. Ma bladą twarz, smutne spojrzenie, smutny jest też jego uśmiech. Po skończonej prelekcji ojciec Maydieu pyta mnie, czy chciałbym coś powiedzieć. Daję znak, że nie… Kilku słuchaczy zadaje pytania, czyniąc to tak niezręcznie, że lepiej by już było, aby się w ogóle nie odzywali. Jeden z nich, były rewolucjonista

b. o naiwnym spojrzeniu, stwierdza coś, co wprawia wszystkich w osłupienie: „Panie Camus, ja doznałem łaski, a pan nie – mówię to z całą pokorą”. Jedyną odpowiedzią Camusa był ten jego smutny uśmiech… choć później oświadczył: „Jestem pańskim świętym Augustynem przed nawróceniem się. Walczę z proble­mem zła, nie mogąc sobie z tym poradzić”.

„Dżuma” ukazała się po wojnie, pracował nad nią, gdy przebywał w okupowanej Francji (19421943). „Dżuma” to nie tylko okrucieństwo nazistowskie, ona może być wszędzie. Tam, gdzie terror, wygnanie, lochy więzienne, cierpienie, śmierć, tam, gdzie władzę obejmuje zło. Camus pisał w liście do pani Rioux: „Dżumę” można interpretować na trzy sposoby. Jest ona jednocześnie relacją o epidemii, symbolem okupacji nazistowskiej (nawiązuje zresztą do wszelkich reżimów totalitarnych), wreszcie konkretną ilustracją pewnego problemu filozoficznego, a mianowicie zła. Camu­sa przestało interesować bohaterstwo i świętość. Chciał wiedzieć więcej: Jak być człowiekiem? Świata nie da się zrozumieć. Trzeba się zatem zająć człowiekiem.

Działając w ruchu oporu, Camus otrzymał fałszywe papiery na nazwisko Albert Mathé. W „Dżumie” ci, którzy walczą z zarazą, nie są przedstawiani jako bohaterzy. Oni „tylko” walczą. Camus nie wynosił swojego udziału w podziemiu do rangi bohaterskiego wy­czynu. Nie uczestniczył w akcjach bojowych, pełnił rolę skrzynki kontaktowej, ale i tak spośród innych pisarzy i intelektualistów zapisał najbardziej aktywną kartę. Rwał się do działania, robił to, na co mu pozwalano. W „Dżumie”, gdy zaraza się skończyła, ci, którzy ją przeżyli, wrócili do swoich zajęć. Tłum wyszedł na ulicę świętować koniec nieszczęścia i wyzwolenie. Francuzi podczas wojny – nie umniejszając roli członków ruchu oporu – na ogół kryli się po kątach. Gdy gen. Charles de Gaulle wkraczał do wyzwolonego Paryża, witano go kwiatami i owacyjnie. Paryżanie czuli się zwycięzcami. Camus zachowywał się jak narrator, doktor Rieux z jego książki: Radość jest zawsze zagrożona. Wiedział bowiem to, cze­go nie wiedział ten radosny tłum i co można przeczytać w książkach, że bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika, że może przez dziesiątki lat pozostać uśpiony w meblach i bieliźnie, że czeka cierpliwie w pokojach, w piwnicach, w kufrach, w chustach i w papierach, i że nadejdzie być może dzień, kiedy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudzi swe szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście.

Camus był mężczyzną przystojnym, o smutnym spojrzeniu, tajemniczym głosie, podobał się kobietom. W „Notatnikach” znaj­dujemy taki zapis:Seks prowadzi donikąd. Nie chodzi o moralność, ale o nieproduktywność. Można mu ulegać, porzucając twórczość. Tylko z czystością łączy się rozwój osobisty. Seks daje zwycięstwo, ale tylko wolny od imperatywów moralnych. Rychło jednak staje się klęską – i jedynym zwycięstwem jest ko­lejne zwycięstwo nad nim: czystość… Rozkiełzany seksualizm prowadzi do filozofii nieznaczenia. Czystość, na odwrót, przy­wraca światu sens. Nie są to jedyne jego notatki o seksie. Czy dla­tego tyle uwagi mu poświęcał, że był jego niewolnikiem? Będąc w związku z jedną kobietą, pisał do drugiej: Nawet jeśli nie mam racji i nawet jeśli cierpisz, cóż obchodzi Cię cała reszta. Nie widzę w tej sytuacji niczego uwłaczającego, ponieważ ani Ty, ani ja nie zachowywaliśmy się niestosownie. Zresztą nawet gdyby ludzie tak uważali, doskonale wiemy, że tak nie było. Wiesz również to, że jeśli o nas chodzi, niczego nie zdążyliśmy zepsuć. Nie widzę w tym żadnego absurdu, byś do mnie pisała, odwiedziła mnie, zadzwoniła do mnie czy spojrzała na mnie czule…

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

TAGI| CAMUS

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama