Dar nieba

– Niestety, Mario, droga do zatwierdzenia Żywego Różańca nie była łatwa. Dopiero gdy Ojciec Święty go pobłogosławił, zaczął owocować nie tylko we Francji, lecz także na całym świecie.

 

– Niestety, Mario, droga do zatwierdzenia Żywego Różańca nie była łatwa. Dopiero gdy Ojciec Święty go pobłogosławił, zaczął owocować nie tylko we Francji, lecz także na całym świecie.

Maria Dubois popatrzyła na swoją przełożoną wzrokiem, w którym tęsknota mieszała się z podziwem.

– Ach, jak ja mateczce zazdroszczę, że mateczka osobiście zna Ojca Świętego. To musi być chyba tak, jak… jakby spotkać samego Chrystusa…

– To prawda, Mario. Miłość Ojca Świętego bardzo przypomina miłość Pana Jezusa. On jest taki dobry. Kocha zarówno tych szlachetnie urodzonych, jak i najmniejszych. I właśnie ten dobry Ojciec Święty skierował do nas najbardziej ojcowskie słowo, jakby chciał pokazać, że nasz Żywy Różaniec darzy nieustanną troską. Gdy go ujrzałam po raz pierwszy, przedstawiłam mu nasze dzieło i odpowiedziałam na wszystkie pytania, lecz nie śmiałam prosić o błogosławieństwo dla nas. Dopiero za drugim moim pobytem w Rzymie Ojciec Święty pobłogosławił nas, ale zrobił to pod jednym warunkiem.

– Jakim, mateczko?

– Że będziemy odmawiać Różaniec także za Jego Świątobliwość. A mówiąc to, uśmiechał się bardzo serdecznie i przyjaźnie.

– I mateczka się zgodziła, prawda?

– Oczywiście, Mario – Paulina roześmiała się perliście. – Obiecałam, że będziemy się z tego zaszczytnego warunku wywiązywać z wielkim zapałem.

– Ach, więc to dlatego na zakończenie każdego Różańca odmawiamy modlitwę za Ojca Świętego?

– Tak, Mario. Czy teraz zaspokoiłam potrzebę twojej wiedzy na temat Żywego Różańca?

– Tak, mateczko, dziękuję bardzo. Tylko…

– Tak, Mario?

– Dlaczego pomyślała mateczka właśnie o Różańcu? Przecież ma mateczka tyle pięknych pomysłów, mogła mateczka wymyślić jakąś całkiem nową formę modlitwy. Może wtedy nie byłoby tak wielu problemów? W końcu Różaniec to tak popularna modlitwa, że wszyscy uważają ją za swoją…

Paulina popatrzyła uważnie na Marię.

– Doprawdy tak uważasz? Pewnie dlatego, że ty sama zawsze kochałaś modlitwę różańcową, lecz wierz mi, że mało jest takich jak ty. W rzeczywistości bowiem ta piękna modlitwa od dawna była lekceważona i traktowana jako naiwna, pusta forma pobożności. Uważano ją za dobrą dla „zawodowych dewotek”, i to jeszcze pod warunkiem, że byłyby stare i nie miały nic do roboty. Och, cóż za fałszywe uprzedzenie! Wskutek złego traktowania Różańca zło w świecie zaczęło rosnąć, a pobożność różańcowa nie ośmielała się ujawniać z obawy przed kolejnymi ośmieszeniami. I Różaniec trwał w poczciwych duszach jak ogień tlący się pod popiołem. Mówisz, Mario, że byłoby mniej problemów, gdybym wymyśliła jakąś nową formę modlitwy? Czy jednak nie słuszniej jest trwać przy tej, którą niegdyś samo niebo przedstawiło nam jako najlepszą, by złagodzić słuszny gniew Boży? Mnie chodziło wyłącznie o to, by przyciągnąć więcej łask na ziemię, by wyjednać zwłaszcza te, które łamią oporne serca zbawienną skruchą i zmieniają ludzi. A Różaniec, moim zdaniem, dokładnie te wszystkie zalety w pełni przedstawia. Po cóż zatem miałam szukać nowej formy? Wolałam raczej wymyślić coś, by ożywić tę starą, wsławioną tyloma cudami i uświęconą przez Kościół. Ponadto zaś… – Paulina przerwała i popatrzyła na Marię z cudownym uśmiechem.

– Tak, mateczko?

– Różaniec podoba się Maryi. Nie powinno się nim gardzić dla innych form pobożności. Wierz mi, Mario, że ja sama nigdy nie ośmieliłabym się tego zrobić, bo mam niezbitą pewność, że wszystkie dobra, jakich w swoim życiu doświadczyłam, przyszły do mnie przez Różaniec. Wprawdzie ks. Würtz długo musiał mnie zachęcać, bym regularnie po niego sięgała, lecz gdy już zaczęłam, owoce tej pięknej modlitwy nie kazały długo na siebie czekać. Dzięki Różańcowi zrozumiałam to, co dla mojego pysznego umysłu zdawało się niemożliwe do zrozumienia, a mianowicie że tylko upokorzenie serca i pokładanie ufności w zasługach Syna Bożego jest władne wprowadzić duszę w królestwo pokoju. Przez Różaniec mój umysł oderwał się od wszelkich zgubnych rozumowań i ludzkiej mądrości, by całą swą myśl złożyć w tajemnicach życia i śmierci Boga, który stał się ofiarą swojej miłości do człowieka. Wreszcie przez moc świętego Różańca moje serce ośmieliło się połączyć swój głos z głosem Zbawiciela, którego łzy, ubóstwo i cierpienia nieprzerwanie rozbrzmiewają w modlitwie Ojcze nasz. Wiesz, Mario, kiedyś, gdy byłam młoda, wydawało mi się, że słyszę głos Boga, lecz zupełnie nie rozumiałam Jego słów. Dzisiaj mogę powiedzieć, że coś niecoś z tego, co mówi do mnie Bóg, rozumiem, lecz nigdy bym się nie ośmieliła twierdzić, że jest to moją zasługą… Wszystkiego, co wiem, nauczył mnie Różaniec. – Paulina spuściła wzrok i popatrzyła na swoje dłonie. Zdawało się, że sprawdza, czy aby na pewno ma wszystkie dziesięć palców. – Dlatego zamiast wymyślać nową modlitwę, poddałam się natchnieniu Boga, by odmłodzić tę starodawną, lecz wciąż skuteczną, i w ten sposób przyjść z pomocą biednym dzieciom Kościoła zniewolonym własnymi słabościami. No, wystarczy już tych nauk – dodała z uśmiechem, energicznie podnosząc się z ławki. – Muszę się zabrać za pisanie okólnika do naszych wspólnot. Wkrótce początek miesiąca.

– To ja teraz pójdę do kaplicy – powiedziała Maria, również wstając. – Tyle cudowności się nasłuchałam, że będę miała o czym rozmawiać z Jezusem.

– Dobrze, Mario, idź. A nie zapomnij polecić dobremu Jezusowi swojej biednej mateczki.

– Nie zapomnę! – zapewniła Maria.

 

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama