Aniołowie, którzy stali się ptakami

Któż jak Bóg 1/2022 Któż jak Bóg 1/2022

Rzadko zdarzają się powieści o aniołach, które zaskakują swoją oryginalnością, a na dodatek ich autor posiada wiedzę z zakresu angelologii. Rzadko też zaliczam „anielskie” utwory do literatury z wyższej półki. Niestety duża ich część to zwykła grafomania. Są jednak wyjątki. I właśnie o takiej wyjątkowej książce chciałbym dziś napisać, z góry zastrzegając, że uznanie dla walorów literackich nie musi wcale oznaczać akceptacji dla wyrażanych przez autora poglądów.

 

Norweski Proust

Karl Ove Knausgård, tworzący w Szwecji norweski pisarz, urodził się w 1968 r., a zadebiutował jako trzydziestolatek w 1998. Sławę przyniosła mu gównie sześciotomowa autobiografia pt. „Moja walka”, porównywana do „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta. Stała się ona największym fenomenem wydawniczym w historii Norwegii i została przetłumaczona na kilkadziesiąt języków, m.in. angielski, niemiecki, polski i włoski. W polskim przekładzie liczy sobie 4378 stron.

Moim zdaniem najciekawszym dziełem Knausgårda jest jednak jego druga powieść „En tid for alt” z 2004 roku. Karl Ove Knausgård otrzymał za nią nagrodę literacką Sørlandeta, a latem 2006 roku została ona ogłoszona przez dziennik „Dagbladet” jedną z 25 najlepszych norweskich książek, wydanych w ciągu ostatnich 25 lat. Bardzo szybko pojawiły się przekłady powieści na inne języki.

W Wielkiej Brytanii książka ukazała się pod długim tytułem „A Time to Every Purpose Under Heaven: A Novel of the Nature of Angels and the Ways of Man”. Tytuł edycji amerykańskiej jest zdecydowanie krótszy: „A Time for Everything”. Polski przekład, zatytułowany „Wszystko ma swój czas”, ukazał się w 2009 roku. Oczywiście łatwo zauważyć, że jest to cytat z biblijnej księgi Koheleta, w której czytamy: „Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem” (Koh 3, 1).

Trzy linie narracyjne

Trudno odpowiedzieć na pytanie, o czym właściwie jest ta fascynująca, liryczna i wielowarstwowa powieść, odznaczająca się iście epickim rozmachem, ponieważ autor odpływa w liczne dygresje, aby dopiero po kilkudziesięciu stronach powrócić do głównego nurtu narracji. Książka zawiera w rzeczywistości kilka historii, które same w sobie mogłyby być oddzielnymi nowelami. Motywem przewodnim przewijającym się przez całą książkę są splecione losy ludzi i aniołów.

Początkowo wydaje się, że mamy tu do czynienia z czymś w rodzaju akademickiego, filozoficzno-teologicznego eseju, w którym autor snuje rozważania na temat boskości, relacji nauki i wiary oraz natury aniołów. Obszerne partie książki są medytacją na temat ich ontycznego statusu.

Drugą warstwę narracyjną stanowi kilka zaskakujących literackich reinterpretacji opowieści biblijnych - historia pierwszych ludzi, którzy zostali wygnani z Raju i po upadku mieszkali w pobliżu Edenu, przez cały czas widząc odległy blask cherubinów strzegących Drzewa Życia; zadziwiająca i pełna niuansów historia braci Kaina i Abla oraz dzieje wielkiego Potopu. Rozgrywają się one w typowo skandynawskiej scenerii, gdzie są fiordy, góry pokryte śniegiem i sosnowe lasy, zamieszkałe przez rysie, niedźwiedzie, wilki i łosie. Tak właśnie miała wyglądać cała Ziemia przed Potopem, ale z czasem szczegóły dotyczące tego zniszczonego doszczętnie świata zostały wymazane z naszej pamięci. Kolejne pokolenia wyobrażały sobie ludzi z poprzedniej epoki jako dokładną replikę ich samych. W konsekwencji Kain i Abel w relacji biblijnej stali się postaciami podobnymi do nomadów, którzy żyli w płaskim, gorącym, wypełnionym piaskiem świecie drzew oliwnych i figowych, oaz, wielbłądów, osłów, długich szat i namiotów. W powieści Knausgårda biblijni bohaterowie noszą marynarki, spodnie i skórzane buty; mieszkańcy Nod używają myśliwskich strzelb, zwracają uwagę na jakość porannego światła nad fiordem, mieszkają w domach z szybami w oknach i budują farmy, aby skorzystać na lukratywnym biznesie hodowli norek. W jednej ze scen ojciec Noego zjawia się na jarmarku, na którym jako osobliwość pokazywane są zwłoki zamordowanego Nefilim, przedpotopowego pół-anioła, pół-człowieka.

Opowieść o Kainie i Ablu, sprowadzoną w Biblii do zaledwie kilku wersetów, Knausgård rozszerza do prawie stu stron, rozwijając skomplikowaną historię dwóch braci i ich relacji, trudnej miłości oraz zazdrości. Dowiadujemy się tam m.in., że Kain zabił Abla, aby ocalić go przed rosnącym okrucieństwem, odkrył bowiem, że jego uroczy młodszy brat o chłopięcym uroku ma naturę psychopaty.

Potop w wersji Knausgårda staje się rozległą epopeją i poruszającym dramatem o niewielkiej grupie ludzi, która stara się dotrzeć do bezpiecznego schronienia, podczas gdy poziom wody systematycznie i powoli podnosi się. Główną bohaterką jest tu starsza siostra Noego, kobieta w średnim wieku, mieszkająca kilka kilometrów dalej ze swoją rodziną. Kiedy patrzymy na Noego z punktu widzenia jego siostry, wydaje się on bardziej tchórzem niż boskim wybrańcem.

Kiedy już wsiąkamy w ten wykreowany świat fabularyzowanej biblijnej fikcji, akcja nieoczekiwanie przenosi się do współczesnej Norwegii. Pod koniec książki okazuje się, że narratorem przez cały czas był niejaki Henrik Vankel, młody człowiek żyjący na dobrowolnym wygnaniu na wyspie z powodu jakiegoś nieokreślonego przestępstwa popełnionego pod koniec lat 90-tych. Jest on bardzo podobny do bohatera późniejszej autobiografii Knausgårda. Między innymi nie potrafi uporać się ze skutkami toksycznej relacji z ojcem. Vankel oddaje się kontemplacji mew i w masochistycznej furii tnie sobie twarz oraz klatkę piersiową stłuczonym kieliszkiem, bezskutecznie próbując poprzez ból nawiązać kontakt z nieskończonością.

Obsesja na punkcie aniołów

Knausgård wymyślił postać szesnastowiecznego ekscentrycznego filozofa i uczonego - Antinousa Belloriego. Pseudohistoryczna rekonstrukcja życia i pracy tej fikcyjnej osoby jest pretekstem i punktem wyjścia do teologicznych rozważań na temat aniołów w Piśmie Świętym i sztuce sakralnej.

Około 1562 roku jedenastoletni Antinous Bellori z fascynacją obserwował pracę mrówek, a potem, samemu nie rozumiejąc motywów swego działania, zniszczył mrowisko. Kiedy przepełniony poczuciem winy i wstydem, uciekł ze łzami w oczach, zgubił się daleko od domu w ciemnym lesie. Widząc świecące w oddali światło, miał nadzieję, że to latarnia niesiona przez ojca który przybył mu na ratunek. Zamiast tego ujrzał dwóch całkowicie cielesnych aniołów, zupełnie niepodobnych do ich klasycznego wizerunku. Jeden niósł włócznię, a drugi płonącą pochodnię. Oprócz skrzydeł mieli oni kredowobiałe twarze przypominające czaszki, głębokie oczodoły, wysokie kości policzkowe, bezkrwawe usta, długie jasne włosy, cienkie szyje, smukłe nadgarstki i szponiaste palce, wyglądające jak pazury. Byli głodni, pożerali surowe ryby, złowione włócznią w rzece, a jeden z nich wydał nieznośny krzyk rozpaczy.

Wydarzenie to było przełomowym w życiu Belloriego. Empiryczna obserwacja aniołów stała się początkiem jego trwającej całe życie obsesji i pogoni za naukową wiedzą o aniołach. Od tego momentu Antinous poświęcił się poszukiwaniu i badaniu aniołów, pośredników boskości, wobec których żywił dziwną mieszankę tęsknoty i szacunku oraz zimnego pragnienia schwytania, a nawet zabicia jednego z nich, aby mógł go dokładnie zbadać i wszystko udokumentować. Owocem tych wieloletnich dociekań teologicznych było wydanie rozprawy „O naturze aniołów”, opublikowanej anonimowo w 1584 r. i skazanej na zapomnienie aż do jej ponownego odkrycia w 1859 r. w Londynie.

Po drobiazgowej analizie wszystkich 189 wzmianek o aniołach w Biblii oraz omówieniu niebiblijnych angelofanii, Bellori postawił heretycką tezę (będącą śmiałym połączeniem logiki, naukowej dedukcji, krytyki sztuki i spekulacji literackich) o zmienności zarówno aniołów, jak i Boga, kwestionując tym samym oficjalną naukę Kościoła. Był to czas, gdy rozwijające się nauki przyrodnicze skonfrontowały człowieka z materialistycznymi modelami wyjaśniania świata. Niezmienny, statyczny porządek ustępował wizji świata ciągle zmieniającego się, a Bellori wprowadził ten paradygmat do angelologii.

Angelologia Pseudo-Dionizosa Areopagity odzwierciedlała ludzkie marzenie o harmonijnym porządku, który jest niezmienny i jako taki pod doskonałą kontrolą, natomiast Bellori dowodził, że aniołowie dalecy są od doskonałości i duchowości, a nawet, że zarówno oni, jak i Bóg, przeszli radykalny proces przemian i degeneracji, na co dowody znalazł między innymi w sztuce wizualnej.

Historia upadku aniołów

Według Belloriego stopniowa degeneracja aniołów stanowiła bezradną reakcję na utratę przez nich celu, gdy Bóg zdradził Swoją naturę, opuszczając Niebo, aby stać się człowiekiem. Aniołowie popadli wtedy w dezorientację i rozpacz. Kenoza Jezusa Chrystusa stanowiła uderzenie w stan doskonałości, który ucieleśniali.

Do tej refleksji skłonił Belloriego fresk Giotta „Lamentacja”, ukazujący Chrystusa na krzyżu, podczas gdy aniołowie nad Nim są całkowicie załamani i zrozpaczeni. Bellori stojąc przed freskiem dostrzegł tylko ciemność i rozpacz, kenozę bez perspektywy wznoszenia się i gloryfikacji. Gdy Bóg umarł na krzyżu, aniołowie po prostu oszaleli z żalu i zostali uwięzieni na ziemi. Rozpacz osieroconych aniołów zapoczątkowała ich proces degeneracji i powolny upadek. Aniołowie przestali być boskimi posłańcami. Początkowo planowali wszystko zniszczyć i zainspirowali św. Jana, aby opisał to w swej Apokalipsie. Nie przewidzieli jednak, jakim sukcesem okaże się chrześcijaństwo.

O aniołach zaczęto pisać poematy, wznoszono do nich modlitwy, malowano ich obrazy. W średniowieczu stali się częścią powszechnej świadomości. Dzięki temu wciąż byli w stanie jakoś „zachowywać pozory”. Średniowieczna angelologia, która funkcjonowała jako wyrafinowana forma myślenia życzeniowego, tuszowała niejako niszczące konsekwencje śmierci Boga na krzyżu. Kiedy aniołowie ukazywali się ludziom, wywoływali reakcję przypominającą histerię. Ludzie wpadali w trans, mówili dziwnymi językami, na ich ciele pojawiały się stygmaty. A aniołowie byli zafascynowani tym, że sama ich obecność wywoływała zjawiska, które były dla nich tak całkowicie obce. Odczuwali też rosnące upojenie adoracją, jaką otrzymywali. Średniowiecze było czasem aniołów, dlatego, niezakotwiczeni już w Bogu, spędzali oni coraz więcej czasu wśród ludzi i coraz bardziej podlegali prawom natury.

We wczesnym renesansie zaczęto przedstawiać aniołów z obliczami wyrażającymi współczucie, tak jakby dopiero teraz byli na tyle blisko, aby pojąć to, co widzieli. Na początku XV wieku pojawiły się pierwsze zmiany w fizjonomii aniołów, co widać na obrazie Francesco Botticiniego, ukazującym trzech archaniołów z bladymi, prawie przezroczystymi aureolami (w przeciwieństwie do poprzednich sposobów jej malowania). Michał jest na tym obrazie co prawda ubrany w zbroję, ale nie ma w nim nic potężnego ani groźnego, wręcz przeciwnie - ma miękką chłopięcą twarz, a policzki nieco pucułowate i sprawia raczej wrażenie próżnego młodego szlachcica, a nie zwycięskiego wojownika ze wszystkimi aniołami Nieba pod swym dowództwem. Podobnie wyglądają pozostali archaniołowie. W oczach Gabriela dodatkowo pojawia się smutek, jakby zdawał on sobie sprawę, dokąd prowadzi ścieżka, którą podążają.

W pierwszej połowie XVI wieku aniołowie próbowali powrotu do starego porządku, gdy angelofanię uważano za wydarzenie wyjątkowe i rzadkie. Nie udało się to jednak, ponieważ zażyłość człowieka z nimi była już zbyt wielka. W niektórych miejscach aniołowie stali się tak powszechnym widokiem, że nie wywoływali już żadnych emocji. Blask ich ognisk na zboczach gór poza miastami w nocy, który początkowo wywoływał u ludzi niepokój, przestał wzbudzać jakiekolwiek zdziwienie. Wielkie stada aniołów siedziały na ziemi przez całą noc, całkowicie nieruchome, jakby byli oni żywymi trupami. Spotykanie ich było tak naturalne, że ludzie nie widzieli nawet powodu, aby o tym wspominać. Nawet w sztuce ich nadprzyrodzona aura osłabła i zaczęli być postrzegani jak piękne zwierzę, kwiat czy krajobraz.

Obrazy z XVII wieku zaczęły przedstawiać biblijnych cherubinów, niegdyś potężnych strażników Ogrodu Eden, jako zabawne, infantylne postacie - putta, stanowiące element dekoracji. Te dziecinne wizerunki były przejawem redukcji aniołów do tego, co znane. Innymi słowy, aniołowie coraz bardziej stawali się podobni do ludzi, przechodząc swoisty proces kenotyczny. Zamienili się w pucołowate dzieci o rumianych policzkach, unoszące się na małych skrzydłach. Wszechobecne barokowe putta były ostatnią próbą odzyskania znaczenia przez aniołów. Starali się one w ten sposób zatuszować leżącą u ich podłoża pustkę (związaną z nieobecnością samego Boga), skupiając uwagę widza na sobie. Ostatecznie jednak nie mogli ukryć tej pustki i wciągnęło ich to jeszcze głębiej w proces regresji, aż ostatecznie przeobrazili się w mewy o zimnych oczach, które, według Knausgårda, po raz pierwszy zaobserwowano w Norwegii w 1732 r.

Samotność ludzi i aniołów

Dziwna powieść Knausgårda zachwyca swoim pięknem, ale jest przygnębiająca. Mam wrażenie, że jej prawdziwym tematem jest samotność współczesnych ludzi, pozbawionych autorytetów i ideałów, którzy, tak jak aniołowie, przeszli metamorfozę, zatracając dawną duchowość. Humanizacja (czy wręcz „animalizacja”) aniołów jest w powieści literackim zwierciadłem dla beznadziei doświadczanej przez człowieka.
Za bardzo ciekawy należy uznać pomysł, że przedstawienia aniołów w sztuce zmieniały się wraz z ich zmieniającym się stanem rzeczywistym i że przemiana potężnych cherubów w cherubinki, czyli putta, dokonała się naprawdę. Szczególnie zaskakuje koncepcja, że mewy to zdegenerowani aniołowie, którzy zapomnieli, kim są. Podobne poglądy głosił Jerzy Nowosielski, twierdząc (całkiem na serio), że zwierzęta to aniołowie w stanie kenozy, czyli wyniszczenia. U Nowosielskiego jednak aniołowie uczestniczą w ten sposób w kenozie samego Chrystusa. U Knausgårda wprost przeciwnie - przemiana w mewy stanowi ostatni etap ich degeneracji, po utracie więzi z Bogiem.

Z teologicznego punktu widzenia narracja Knausgårda o Bożym odejściu w pustkę jest oczywiście błędna. To nie jest chrześcijańskie rozumienie kenozy związanej z Bożą miłością i odkupieniem. Nauka o krzyżu nie jest nauką o „śmierci Boga”, po której następuje przecież zmartwychwstanie ogłoszone przez anioła przy pustym grobie jako zwycięstwo miłości (Mk 16, 6).

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama