W zdrowiu i w...

Niedziela 43/2012

Ania i Robert znali się z widzenia, gdy uczęszczali do tego samego liceum. Żadne z nich nie sądziło, że Bóg złączy ich drogi. Wiele razy mijali się na szkolnych korytarzach, nawet nie mówiąc sobie pospolitego „cześć”.

 

Ania i Robert znali się z widzenia, gdy uczęszczali do tego samego liceum. Żadne z nich nie sądziło, że Bóg złączy ich drogi. Wiele razy mijali się na szkolnych korytarzach, nawet nie mówiąc sobie pospolitego „cześć”. Minął rok i Robert zaczął studia ekonomiczne na jednym z lubelskich uniwersytetów. Ania nadal kontynuowała naukę, zawierając nowe znajomości oraz rozwijając zainteresowania. Oboje zajęli się swoim życiem, nie pamiętając jedno o drugim, aż do pewnej listopadowej nocy.

Tego wieczoru Ania wróciła do akademika i zastała tam swoją przyjaciółkę, która uchodziła za wzór moralności, z chłopakiem. Bardzo się na niej zawiodła, gdyż okazało się, że była ciągle okłamywana. Pomimo zmroku, Ania wybiegła na zewnątrz i usiadła na ławce, nie wierząc w to, co zobaczyła. Było chłodno, a drzewa traciły ostatnie liście, które mieniły się w świetle lamp. Młoda studentka straciła poczucie czasu, skuliła się i czekała, aż minie noc. Los chciał, że przechodziła tamtędy grupa chłopaków. Jeden z nich podszedł do niej, i gdy reszta się oddaliła, spytał, co się stało. To było ich pierwsze spotkanie od trzech lat. Robert bardzo się przejął tym, iż Ania jest sama o zmroku, a może dlatego, że pamiętał ją ze szkoły średniej. Przypomniał sobie młodą dziewczynę, która uchodziła za nieosiągalną, a teraz była młodą kobietą potrzebującą pomocy.

Od tego czasu zaczęli się spotykać. Okazało się, że studiują na tej samej uczelni. Robert odprowadzał ją do akademika, chodzili do kawiarni i spacerowali po parku. Dobrze się czuli w swoim towarzystwie. Pewnego dnia Ania otrzymała sms-a z prośbą o spotkanie przy pamiętnej ławce. Robert wyznał jej, że ją kocha i pragnie, aby za niego wyszła. Powiedziała „TAK”. Robert traktował ją jak bezcenny skarb, ponieważ bardzo się różniła od dziewczyn XXI wieku, a przede wszystkim była czysta i niewinna. Ślub odbył się w jej kościele parafialnym. Uroczystość wzruszyła nawet najtwardsze serca. Robert ukończył studia i zarabiał na rodzinę w dobrze prosperującej firmie, co pozwoliło Ani na kontynuację nauki. Ich miłość kwitła, czego owocem była córeczka. Mieszkając już w nowo wykończonym domu, zawsze mieli czas dla siebie. Gdy Ania pomagała córce w lekcjach, Robert przygotowywał kolację. Wieczory spędzali sam na sam, rozmawiając i dzieląc się troskami.

Nastał czerwcowy poranek i Ania źle się poczuła. Nie chciała martwić męża i udała się do swojego lekarza, który przeprowadził potrzebne badania. Następnego dnia Ania postanowiła przekazać nowinę Robertowi. Gdy z nim porozmawiała, zmienił się wyraz jego twarzy. Przez kilka kolejnych dni wracał późno do domu i był nieobecny. Zasmuciło ją to, gdyż była pewna miłości, która ich łączy. Jednak Robert nie był gotowy stawić temu czoła. Nagle, dotąd idealne życie, legło w gruzach. Był przekonany, że świat leży u jego stóp. Ania miała operację i przyjmowała chemię, a w tym czasie Robert wyprowadził się z domu. Trzydziestosiedmioletnia kobieta zamknęła się w sobie. Choroba spowodowała, że jej wyobrażenia o prawdziwej miłości okazały się złudne. Zawiodła się na chłopaku, który znalazł ją na ławce pewnej listopadowej nocy, na młodym mężczyźnie, który ją szanował, i zawiodła się na towarzyszu, który okazał jej tak wiele miłości. Chciała żyć dla swojej córki, bo tylko ona dawała jej siłę. Robert już się nie pojawił w jej życiu, nie chciał widzieć jej cierpienia.

Minął rok. Robert nie mógł pozbyć się poczucia winy. Zrozumiał, że przysięga złożona Ani i Bogu nie mówiła tylko „w zdrowiu” lecz „w zdrowiu i w chorobie”. Był zły na siebie, że stracił rok, zatracając się w pracy, a kobieta jego życia walczyła z chorobą w samotności. Zaparkował samochód na podjeździe i otworzył drzwi pustego domu. Panowała cisza, a wspomnienia same zaprzątały jego myśli. Wszedł do sypialni i znalazł wiadomość od córki:

„TATO, JEŚLI WRÓCIŁEŚ,

ZROBIŁEŚ TO ZA PÓŹNO.

MAMA ZAWSZE CIĘ KOCHAŁA!”

Upadł na kolana i nie mógł powstrzymać łez.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Agaton
    24.10.2012 17:47
    Portal Niedzieli w nowej szacie graficznej,a forum dla czytelników jak nie było tak nie ma.
    To zwyczajne tchórzostwo,a powinien być dialog.
    Niepostrzeżenie Niedziela stała się organem toruńskich mediów.
    Przydałby się młodszy Naczelny.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...