Istnieje druga Rosja

Przewodnik Katolicki 19/2013 Przewodnik Katolicki 19/2013

Z Antonim Macierewiczem, szefem parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej rozmawia Łukasz Kaźmierczak

 

Najpierw wynajęcia sali odmówił Uniwersytet Adama Mickiewicza, potem Polska Akademia Nauk. Niełatwo było wręczyć Panu Medal Przemysła II
przyznany przez Akademicki Klub Obywatelski…

– No cóż, tak jak Akademicki Klub Obywatelski im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego odbudowuje dziś etos nauki polskiej, tak niektórzy przedstawiciele administracji czy władz politycznych cofają się do lat 80., do czasów komunistycznych. Przykre, że ludzie administracji rządowej mają taką samą mentalność jak ich poprzednicy z lat 80. XX w.

Odmawiający bronią się tarczą: „nie chcemy u nas polityki”.

– Myślę, że nikt, kto mnie słuchał, w sprawie katastrofy smoleńskiej nie ma wątpliwości, że tutaj żadne polityczne ani ideologiczne względy nie mają jakiegokolwiek znaczenia. Przyświeca mi tylko i wyłącznie jeden cel: dojście do prawdy. Bo my wszyscy przeminiemy, a sprawa zbrodni smoleńskiej pozostanie jako jedno z tych wielkich, straszliwych polskich doświadczeń, z którego jednak musimy się podnieść jako naród wzmocnieni.

Może niektórzy zwyczajnie boją się, bo media straszą ich, że Macierewicz wywoła wojnę z Rosjanami?

– Odpowiem tak: nie mam najmniejszych wątpliwości, że przez cały czas była i jest jeszcze druga Rosja – i to w elitach władzy, a nie tylko w sympatii, współczuciu i solidarności zwykłych Rosjan. Zresztą po dziś dzień internet rosyjski jest przestrzenią dyskusji nieporównanie bardziej gorącej i otwartej, niż ma to miejsce w Polsce. Naprawdę warto zajrzeć sobie na strony rosyjskie i zobaczyć, jak tam patrzy się na kwestie odpowiedzialności Rosji za Smoleńsk. My oczywiście tej kwestii nie przesądzamy. O winnych będzie można mówić, gdy ustalimy fakty.

To ostrożność?

– Zbyt długo zajmowałem się służbami specjalnymi, żeby podejmować takie rozstrzygnięcia bez namacalnych dowodów. A ci wszyscy, którzy zwalczają mnie, podejrzewając o antyrosyjskie uprzedzenia, sami chyba mają kompleksy antyrosyjskie. Ja w żadnym wypadku nie wskazuję Rosji – i w ogóle nikogo na tym etapie nie wskazuję – bo po prostu tego nie wiem. Może to byli terroryści arabscy? A może ktoś inny?

Wspomniał Pan o drugiej Rosji…

– My o niej w Polsce nie mówimy, ale ta druga Rosja naprawdę istnieje. To jest Rosja, która dążyła do wyjaśnienia prawdy o Smoleńsku. Ten kraj jest dużo bardziej skomplikowany, niż się wielu ludziom wydaje, ten kraj znajduje się ciągle na rozdrożu. Przecież Lech Kaczyński jechał tam, żeby wręczać medale ludziom Memoriału
 – Rosjanom, którzy poświęcili całe swoje życie, żeby ujawnić prawdę o ludobójstwie katyńskim.

Przed chwilą obejrzałem film wyprodukowany przez oficjalną rosyjską agencję prasową RIA Novosti, na którym widać symulację lotu Tu-154,
która kończy się eksplozją w powietrzu. Dlaczego właśnie tak?

– Bo oni tak właśnie uważali, bo po prostu chcieli przekazać całemu światu informację, że jest także Rosja, która nie chce mieć nic wspólnego ze śmiercią prezydenta Rzeczypospolitej. To są ludzie, których poglądów nie znam poza tym, że nie chcą, żeby Rosja nadal trwała w uścisku postkomunistycznym, którego symbolem jest Katyń i Smoleńsk. Oczywiście, jak to w polityce, zapewne w grę wchodzą tutaj także jakieś gry, rywalizacje i doraźne interesy, ale niewątpliwie oni chcieli – i myślę, że nadal chcą – pozbyć się tego straszliwego brzemienia. Widać, że po stronie rosyjskiej był ktoś, kto chciał wyjaśnić tę sprawę. Tylko że po stronie rządu Tuska kogoś takiego nie było…

Mocne słowa. Nie za mocne?

– Mam wrażenie, że w zachowaniu Donalda Tuska dominuje strach przed współodpowiedzialnością za tę tragedię. Nie wierzę, że on zakładał, że może dojść do takiej tragedii. Ale wspólnie z premierem Putinem prowadził działania przeciwko prezydentowi Kaczyńskiemu, których celem było wyeliminowanie tego ostatniego z polityki zagranicznej. W swoich zeznaniach prokuratorskich pan minister Arabski nazwał je „grą równoległą”. Obie strony nie chciały prezydenta w Katyniu i dążyły, by spotkać się tam tête-à-tête. W tym celu prowadzono wiele rozmów, jak choćby te Arabskiego z Uszakowem w restauracji w Moskwie. Oczywiście Rosjanie mają tego pełną dokumentację. Kiedy ta gra skończyła się w tak straszliwy sposób, Tusk znalazł się w pułapce. I nie ma ani odwagi ani siły, by się z niej wydostać.

Co więc tak naprawdę wydarzyło się nad Smoleńskiem?

– Tak, to ważne rozróżnienie: nie było katastrofy w Smoleńsku, była katastrofa nad Smoleńskiem. Doszło do eksplozji – i to wiemy już na pewno. A takim rozstrzygającym dowodem na to jest znalezienie kilkudziesięciu odłamków kadłuba Tu-154 mniej więcej na 150 metrów przed miejscem dotknięcia ziemi przez samolot. Czyli tupolew rozpadał się już w powietrzu. Powtarzam, znalezione fragmenty pochodzą z kadłuba samolotu. Skąd więc takie elementy w miejscu, w którym samolot był jeszcze w powietrzu? To koronny dowód eksplozji, jaka zniszczyła Tu-154 jeszcze przed jego upadkiem na ziemię. Pancerna brzoza nie miała z tą tragedia nic wspólnego.

Muszę tutaj zapytać: na jakim materiale dowodowym bazuje Pański zespół parlamentarny? Czy na tym, który strona polska dostała oficjalnie od Rosjan?

– Nie, nasza sytuacja zasadniczo jest inna. Rzeczywiście, prokuratura i komisja Millera opierają się na rosyjskim materiale dowodowym, który nie jest w żaden sposób udokumentowany i którego umocowanie w procedurach procesowych jest bardzo często nikłe. Przykładowo, jeżeli opiera się całą koncepcję na zdjęciach zrobionych przez fotoamatora pana Amielina trzy dni później – całe trzy dni po katastrofie! – to te zdjęcia nie mają żadnej dokumentacji procesowej. Taki „dowód” nawet w przypadku zwykłego wypadku samochodowego nie byłby uznany przez jakikolwiek sąd. 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama