Matka Nadzieja

Rycerz Młodych 5/2014

Ojciec Święty Franciszek 6 sierpnia 2014 r. podczas środowej audiencji generalnej na Watykanie powiedział, że powinniśmy uczyć się na pamięć Błogosławieństw, tak jak uczymy się Bożych przykazań. Miłość totalna.

 

Błogosławieństwa są dopełnieniem przykazań danych Mojżeszowi na górze, pokazują nam konkretne Boże przesłanie, które mamy realizować w życiu. Papież podkreślił, że Pan Jezus dał nam na Górze Błogosławieństw swoisty „rejestr”, i to według niego będziemy sądzeni. W kolejnych numerach „Rycerza Młodych” rozważamy Błogosławieństwa i prezentujemy sylwetki tych osób, które w konkretny i znamienny sposób ów „rejestr” uczyniły dewizą swego życia i poszły śladami wskazań Chrystusa. Tak też czynimy w bieżącym numerze – to już piąte błogosławieństwo i kolejna sylwetka do naśladowania.

Miłosierdzie poddane analizie ze względu na morfologię zawiera w sobie dwa wyrazy: „miłość” i „osierdzie”, co daje temu pojęciu w pięknym języku polskim znaczenie – w pełnym tego słowa znaczeniu – zupełne. Miłosierdzie charakteryzuje miłość totalną, całkowitą, wypływającą wprost z osierdzia. Co to jest osierdzie? Osierdzie to inaczej worek okołosercowy, w którym ukryte jest serce. Osierdzie zapewnia sercu prawidłową pracę, pełni funkcję ochronną wobec serca, stanowi więc dla niego podporę. Miłość wypływająca z osierdzia, bez którego serce nie mogłoby bić, to miłość bezinteresowna i nie oczekująca rewanżu czy jakiejkolwiek zapłaty.

Jeszcze bardziej fascynująca jest analiza hebrajskiego słowa rahamim (rehem – „łono matczyne”), które w Biblii oznacza miłosierdzie i odwołuje nas do miłości matki do dziecka. Miłość macierzyńska to miłość wyjątkowa, która kocha i służy, totalnie się poświęcając. Ten, kto świadczy miłosierdzie, „umiera”, „spala się” dla drugiego jak matka dla dziecka. Rehem to termin, który ukazuje miłość Bożą jako tę, która łączy cechy uczuciowej miłości matczynej i czułej miłości ojcowskiej, i to jest pełny i zupełny obraz Bożego Miłosierdzia, które zawsze gotowe czeka na człowieka. To jest istota i właściwe znaczenie miłości Pana Boga do każdego człowieka. Chrystus, błogosławiąc na Górze miłosiernych, pragnął, by ludzie czynili bliźnim miłosierdzie. Św. Bazyli Wielki powie, że „okazując miłosierdzie bliźniemu, upodabniamy się do Boga”, a przecież to jest właśnie nasze powołanie i cel, do którego wzywa Pan: „Świętymi bądźcie, jak ja jestem święty”.

Ten, kto postępuje z bliźnimi według miłości, dostąpi miłości Bożej i miłosierdzia, to będzie zapłata adekwatna do czynów miłosierdzia, czyli najsprawiedliwsza. Miłosierdzie to nie tylko konkretne formy aktywności, widzialne akty, dzieła pomocy drugiemu człowiekowi, ale również pewna postawa – wewnętrzna i zewnętrzna – która zawsze zakłada dobro drugiej osoby. To miłosierdzie w mowie, w myślach, w słowach – co jest chyba najtrudniejsze w zwykłym codziennym życiu. Matka Speranza, o której chcę napisać, mówiła, że obmowa to jeden z najcięższych grzechów. Obmowa jest bowiem grzechem przeciwko miłości bliźniego, jest poważnym występkiem. Powinniśmy się wystrzegać oceniania ludzi nawet w myślach, gdyż nie znamy całej prawdy o drugim człowieku. Unikanie niemiłosiernych ocen bliźniego i mówienie o drugim z miłością, stronienie od plotek i wartościujących opinii jest też postępowaniem miłosiernym. Świadczenie miłosierdzia odbywa się więc na wielu poziomach – może to być uśmiech, przyjazny gest, miłe słowo wsparcia, cicha i dyskretna a pomocna obecność, uznanie, a także modlitwa – jako jedna z najdoskonalszych form miłosierdzia, którą możemy okazać drugiemu człowiekowi, modlitwa wypływająca z troski o drugiego, mojego bliźniego. Nie na darmo więc mówi się, że najpotężniejszym egzorcyzmem jest miłość.

Miłosierdzie w praktyce

Osobą, której życie na wskroś przeszył grot miłosierdzia, była – mało jeszcze znana – beatyfikowana 31 maja 2014 r. Hiszpanka, Matka Speranza. Maria Józefa Alhama Valera (to jej właściwe imiona) miała mistyczne doświadczenie w wieku 12 lat, co nadało szczególny rys całej posłudze, którą pełniła w swym życiu. Objawiła się jej św. Teresa od Dzieciątka Jezus, prosząc, by dziewczynka w swym życiu głosiła światu Boże miłosierdzie. Jako siostra zakonna, która założyła swój własny dom zakonny, głosiła czynem i słowem miłosierdzie ubogim, do których szła z budującą nadzieją (Esperanza z hiszpańskiego to nadzieja; świadomie takie imię zakonne wybrała). Speranza zakładała z wielkim rozmachem w Hiszpanii fundacje skupiające się na pomocy ludziom najbardziej potrzebującym. Mało kto wie, że to ona przyczyniła się do beatyfikacji naszej rodzimej apostołki Miłosierdzia Bożego. Gdy Urząd Kościelny miał wątpliwości w uznaniu prawdziwości przesłania z Dzienniczka Siostry Faustyny, to ona zasugerowała, że istnieją poważne błędy w tłumaczeniu Dzienniczka z polskiego na włoski i francuski. Błędy te uniemożliwiały prawidłowy kult Bożego Miłosierdzia, w związku z czym Święte Oficjum zakazało formy kultu, które proponowała polska zakonnica. Interwencja Matki Speranzy okazała się niezwykle skuteczna i niezbędna, by można było uznać objawienia św. Faustyny i dostrzec błędy w tłumaczeniach. Rękopisy Dzienniczka zostały ponownie przejrzane, a przekaz w nim umieszczony ostatecznie przez Kościół uhonorowany.

Matka Nadzieja z niezwykłym rozmachem i przy kompletnym braku środków budowała swe dzieło, można powiedzieć, że ufała Chrystusowi wbrew nadziei i realizowała Jego natchnienia z namacalną pomocą z nieba. Każde dzieło miłości bliźniego, które zapoczątkowała, doprowadziła do końca, pomimo tego że była wyśmiewana i oskarżana przez ludzi o defraudowanie pieniędzy. Wytykana i oskarżana milczała i modliła się: „Panie Jezu, Ty nigdy nie byłeś ekonomem, nie wiesz, jak to jest... nie zajmowałeś się pieniędzmi, przecież oddałeś kiesę Judaszowi. A żeby zapłacić podatek, kazałeś Piotrowi złowić rybę i wyjąć monetę z pyszczka ryby. Znajdź sposoby i środki, żeby Opatrzność dała nam to, czego potrzebujemy”, a Niebo wspierało ją ekonomicznie z zadziwiającą mocą, niejako na przekór temu, co inni jej zawistnie zarzucali. Nadzieja była na wskroś praktyczna, widziała Boże działanie we wszystkim i ufała, że każdy może otrzymać miłosierdzie: „Muszę postępować w taki sposób, aby wszyscy, których spotykam, wiedzieli, że dobry Jezus miłuje wszystkie dusze taką samą miłością: że jeśli jest jakaś różnica, to właśnie taka, że jeszcze bardziej umiłował te dusze, które pomimo swoich wad trudzą się i walczą, aby stać się takimi, jak On chce. Bóg miłuje z ogromną czułością nawet człowieka najbardziej zepsutego, najbardziej opuszczonego, największego nędznika”. Swoją misję i dzieło streściła w pięknym zdaniu: „Mam doprowadzić do tego, aby ludzie poznali dobrego Jezusa nie jako ojca zagniewanego na niewdzięczne dzieci, lecz jako ojca litościwego, który stara się pocieszać swe dzieci, niesie pomoc i uszczęśliwia, który strzeże ich na każdym kroku, szuka ich nieustannie z niestrudzoną miłością”.

Nadzieja była atakowana przez szatana z zadziwiającą mocą. Wywnioskować można, że szatan chciał zapobiec rozszerzaniu miłosierdzia przez Matkę, dlatego tak bardzo jej dokuczał, gdy podejmowała jakieś dzieło mające pomóc drugiemu człowiekowi. Tak stało się, gdy Nadzieja chciała wykopać studnię w Collevalenza według wytycznych, jakie otrzymała w objawieniu od Pana Jezusa. Collevalenza miało stać się w przyszłości miejscem pielgrzymek i uzdrowień. Szatan wtedy wpadł we wściekłość, groził, że pozabija robotników i połamie wiertła. Groźby swe spełnił w połowie, wiertła rzeczywiście połamały się, co uniemożliwiło wiercenie studni, więc wstrzymano roboty. Matka nie dawała się zastraszyć, szukała coraz to nowych sposobów. Diabeł też nie odpuszczał, któregoś dnia strącił ją ze schodów. Nadzieja jednak ciągle kazała robotnikom wiercić. Ludzie i robotnicy zaczęli ją wyśmiewać, bo odwierty były bardzo głębokie, wody zaś ani kropli. Ona jednak ufała słowom, które usłyszała od Pana, i na 92 metrze wytrysnęła woda. Obecnie w Collevalenza dzieją się cuda, ludzie doświadczają miłości Bożej, a tego najbardziej boi się szatan. Matka Speranza pragnęła, by w tym miejscu szerzyło się Boże Miłosierdzie, które otwiera niebo grzesznikom i jest źródłem ukojenia dla wszystkich, którzy szukają Bożej Miłości.

Speranza przeżyła 90 lat i zmarła w opinii świętości, otoczona miłością i wdzięcznością tych, którym pomagała – bezpośrednio i pośrednio. Od 12. roku życia pragnęła szerzyć miłosierdzie konkretnymi czynami miłości, udało się jej to dzięki pomocy Nieba. Jej życie pokazuje, jak bardzo wzięła sobie do serca testament Chrystusa z Góry, a nam pokazuje, że można być miłosiernym pomimo ubóstwa i ludzkich ograniczeń. Nic nie jest przeszkodą, by być miłosiernym i miłosierdzie świadczyć, wystarczy tylko pragnienie, a Bóg błogosławi sercu, które pragnie być jak Chrystus – miłosierne. Matka Nadzieja była miłosierna i miłosierdzia dostąpiła, spełniła się obietnica dana przez Pana Jezusa tym wszystkim, którzy są miłosierni.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...