W przedszkolu Europy

Niedziela 46/2014 Niedziela 46/2014

O zamykaniu się za własnymi drzwiami w szarej strefie bezpieczeństwa, zaniedbywaniu sąsiedztwa i zapomnianej idei jagiellońskiej z Pawłem Kowalem rozmawia Wiesława Lewandowska

 

– Komu?

– Od tamtej pory ciągle w Polsce słyszymy, że to sprawa Unii. Problem polega jednak na tym, że także Unia się nią nie zajmuje.

– W „szumie falban” padały oświadczenia, że Polska – najlepiej znająca się na imperialnych zakusach Rosji – będzie najlepszym ambasadorem Ukrainy w europejskiej dyplomacji. I co?

– I nic. Myślę, że powinniśmy na jakiś czas wykreślić ze swojego słownika słowa: „pomagamy”, „adwokat”, „ambasador” w odniesieniu do Ukrainy, ponieważ się zdewaluowały. Spróbujmy określać obecne stosunki z Ukrainą innymi słowami. Nie chodzi o to, aby traktować sąsiada-partnera jak niezdarę, lecz o to przede wszystkim, by wywiązać się z sąsiedztwa i zaproponować coś sensownego na przyszłość. W sytuacji, gdy Polska nie bierze udziału w żadnych rozmowach na temat rozwiązania konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, gdy nie uczestniczą w nich nawet przedstawiciele UE, nie może być mowy o tym, byśmy mogli być adwokatem usiłującym bronić interesów Ukrainy. Czas przebić ten balon aspiracji dyplomatycznych.

– Co takiego stało się na początku marca, kiedy to, Pana zdaniem, zaczęło się wyhamowywanie polskiego zainteresowania sprawami Ukrainy?

– Moim zdaniem, Radosław Sikorski nie dostał wtedy odpowiedniego wsparcia ze strony polskiego rządu. Myślę, że gdyby miał poparcie Donalda Tuska, to mógłby jednak w sprawach ukraińskich odegrać jakąś rolę. Niestety, z jakichś powodów Polska się całkowicie wycofała...

– Z jakich powodów?

– Stawiam hipotezę, że być może był warunek, który Tusk wyczuwał, że jeśli będzie się angażował na Ukrainie, to może mu to zaszkodzić w wyborach na szefa Rady Europejskiej. Wiadomo, że wiele państw europejskich nie chce zaangażowania na Ukrainie, że jest to dla nich mało ważny problem, gdyż nie postrzegają one Rosji jako zagrożenia dla swoich interesów. Faktem jest, że i Polska przestała angażować się w sprawy ukraińskie, a konsekwencje tego są dla nas fatalne.

– Jakie? W końcu mamy polskiego prezydenta Europy!

– Mimo to w Europie utrwala się stereotyp, że Polska ma „fioła” na punkcie Rosji, a zatem  jeżeli gdzieś jest Rosja, to nie może tam być Polski. Uważam, że to skandaliczne podejście.

– Naprawdę tylko z powodu antyrosyjskiego „fioła” Polska została zmarginalizowana na forum europejskiej dyplomacji? Niewiele też wyszło z planów bycia liderem w naszym regionie...

– Głównie dlatego, że sami przykładaliśmy za mało uwagi do dobrego funkcjonowania przede wszystkim w Europie Środkowej. To jest mit, że można było nas niczym flance kapusty przesadzić z Europy Środkowej na Zachód! Zawsze będziemy mieli za sąsiadów Litwinów, Łotyszy, Białorusinów, Ukraińców...

– Za bardzo byliśmy zapatrzeni na Zachód?

– Raczej za mało uwagi poświęcaliśmy najbliższym sąsiadom ze Wschodu.

– Możemy się zatem stać samotną wyspą (niekoniecznie zieloną)?

– Już nią jesteśmy. Dzisiaj np. państwa Grupy Wyszehradzkiej mają swoją odmienną politykę, w dużym stopniu podporządkowaną interesom Gazpromu, natomiast państwa bałtyckie nie traktują nas jak poważnego partnera, ponieważ widzą, że Polska nie jest w stanie zająć konsekwentnego stanowiska, że Polska wręcz nie chce odgrywać roli lidera regionu. Naszą racją stanu jest być w Europie Środkowej i mieć partnerów; tak umiejętnie prowadzić politykę, żeby wspólnie z nami chcieli coś robić.

– Wyraźnie już nie chcą?

– Tak, i nagle się okazuje, że jesteśmy w Europie Środkowej sami jak palec. I to niemal w każdej już sprawie.

– A jeszcze niedawno powtarzaliśmy nadzieję Jana Pawła II, że Polska może całej Europie tak wiele ofiarować. Co dziś jeszcze może ofiarować?

– Siłą Polski mogłoby być nadal wprowadzanie zdrowego rozsądku do Europy, zdrowego pomyślunku w różnych dziedzinach. Aż chciałoby się wrócić do tekstów Jana Pawła II, do tego, jak on w najogólniejszym wymiarze widział nasze zaangażowanie w Europie. Ten dzisiejszy święty był także wytrawnym politykiem, znakomicie rozumiał polską rację stanu. Nic dodać, nic ująć, tylko się wczytać i już wiadomo, co robić.

– Tymczasem jakby nie wiemy, co robić. Na przykładzie Ukrainy chyba najlepiej widać, jak dużo tracimy na zamykaniu się za własnymi drzwiami...

– Jednak w ukraińskich sondażach sympatii do innych narodów Polacy jeszcze są liderami! Problem polega na tym, że takie zjawiska nie trwają wiecznie i należy je szybko i dobrze wykorzystać. Elity polityczne na Ukrainie zaczęły się już orientować, że coś jest z nami nie tak, że być może mamy jakieś inne plany... Zaczyna panować niepewność i zdziwienie małą aktywnością Polski. Znamienne jest to, że po Majdanie polski premier nie odwiedził Kijowa, że politycy rządowego szczebla unikali Ukrainy, że nie pojawiła się tam dotąd żadna polska rządowa misja gospodarcza. Początkowo nikt tam tego nie dostrzegał, a teraz coraz więcej osób pyta mnie, o co tu chodzi...

– Co Pan odpowiada?

– To naprawdę bardzo trudno wytłumaczyć, najprościej – że ktoś czegoś nie rozumie...

– Były premier powiedziałby, że nic złego się nie dzieje, że nic się nie stało...

– Tymczasem tracimy to, co jest bardzo ważne w polityce międzynarodowej, czyli reputację kraju, który jest poważnym partnerem do rozgrywki politycznej. Utrwalamy wizerunek Polski jako szarej strefy bezpieczeństwa, że z Polską nie rozmawia się o poważnych sprawach, że Polska znajduje się wciąż w przedszkolu Europ

 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| POLSKA, UKRAINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama